Miliardy na jaja

Skoro odbiorcy nie chcą jaj z chowu klatkowego, branżę czekają gigantyczne inwestycje. Deklaracje mogą jednak nie przetrwać próby cen

Słodyczowy Mieszko, Spółdzielnia Piekarsko-Ciastkarska, pizzerie DaGrasso, piekarnie Oskroba i Putka, mrożonkowy Iglotex, restauracje Sphinx, Danone — to tylko niektóre firmy, globalni giganci i lokalni silni gracze, które ogłosiły rezygnację z używania jaj z chowu klatkowego. Podobne deklaracje, ale odnośnie do ich sprzedaży, składają sieci handlowe w Polsce. W większości to zapowiedzi wieloletnie, obiecujące wycofanie niechcianych jaj do 2025 czy 2026 r., ale np. Danone zdecydował się na koniec 2019 r., a Iglotex — 2020 r.

UWOLNIONE RYZYKO:
Zobacz więcej

UWOLNIONE RYZYKO:

Nie wdając się w dyskusję o wyższości jaj z chowu alternatywnego nad jajami z klatek, jesteśmy w stanie z nich zrezygnować — twierdzą producenci. Boją się tylko, że rynek, wbrew deklaracjom, odrzuci droższą ofertę. Fot. Bloomberg

Ten masowy już ruch oznacza jednocześnie wzrost popytu na pozostałe rodzaje jaj, zwane alternatywnymi, czyli z chowu ściółkowego, wolnego wybiegu bądź produkcji ekologicznej, które stanowią dzisiaj łącznie około 12 proc. podaży (dane Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz — KIPDiP).

— Znamy kolejne deklaracje sieci, producentów i restauracji, ale nie widzimy większego zainteresowania jajami alternatywnymi. Trzeba pamiętać, że najczęściej mowa jest o kilkuletnim terminie realizacji tych deklaracji — mówi Mariusz Szymyślik, dyrektor KIPDiP.

— To raczej kwestia spokojnego, systematycznego wzrostu popytu, bez żadnych gwałtownych zmian — uważa Bartłomiej Chłodnicki, prezes Polskich Ferm.

Mariusz Szymyślik szacuje, że przejście na produkcję jaj innych niż ściółkowe oznaczałoby w skali całego kraju inwestycje na poziomie 1 mld USD. Decyzje branża powinna podejmować już.

Amerykański przykład

— Jeśli ma się odpowiednie pozwolenia, to od budowy do wprowadzenia jaj na rynek mija 1-1,5 roku. Jednak to właśnie uzyskanie pozwoleń jest najbardziej czasochłonne. Przestawienie produkcji na alternatywną może więc zająć kilka lat. W branży słychać o przygotowaniach. My też każdą kolejną inwestycję realizujemy pod kątem systemów alternatywnych — mówi szef Polskich Ferm.

Mariusz Szymyślik zwraca uwagę, że takie inwestycje to poważna decyzja, a zbyt wcale nie jest pewny.

— Obecnie planowane inwestycje zazwyczaj dzielone są pomiędzy chów ściółkowy a klatkowy. Bacznie przyglądamy się temu, co dzieje się na rynku amerykańskim. Około dwóch lat temu producenci w USA zaczęli mocno inwestować w alternatywne systemy, bazując na podobnych deklaracjach odbiorców. W połowie zeszłego roku jednak ograniczyli inwestycje, tłumacząc, że konsumenci nie zgłaszają popytu na te jaja, które są też droższe — twierdzi dyrektor KIPDiP.

Konsumenci, nie przetwórcy

Szef izby przekonuje, że w Polsce cena ma bardzo duże znaczenie dla klientów i może to być ostateczną barierą w rozwoju sprzedaży alternatywnych jaj.

— Wydaje się, że Polacy już nie akceptują nawet obecnych cen najtańszych jaj klatkowych — od stycznia do kwietnia na rynku pojawiło się o 1,2 mln piskląt więcej niż w zeszłym roku, a były to pisklęta od kur ogólnoużytkowych, czyli takich z chowu przydomowego. Prawdopodobnie rosnące ceny jaj sprawiły, że część rodzin powróciła do produkcji na własne potrzeby, w przydomowych kurnikach. W tych okolicznościach mamy wątpliwości, czy jaja alternatywne zostaną zaakceptowane — mówi Mariusz Szymyślik.

Zaznacza, że z punktu widzenia producentów to oczywiście ogromne wydatki, które przełożą się na ceny, ale też szansa na przestawienie się na droższe, a więc bardziej marżowe produkty. Bartłomiej Chłodnicki jest przekonany, że popyt będzie rósł, ale właśnie raczej ze strony konsumentów, a nie przetwórców.

— Społeczeństwo się bogaci, jaja nie mają już znaczącego udziału w budżetach domowych, a różnica między jajem za 60 gr a 80 gr nie jest dla konsumenta znacząca. Spodziewam się więc, że zdecydowania więcej jaj konsumpcyjnych będzie pochodzić z chowu ściółkowego, ekologicznego lub wolnego wybiegu. Jednocześnie przetwórcy będą chcieli jak najdłużej bazować na najtańszym surowcu, czyli jajach klatkowych, i będą go kupować tak długo, jak to będzie możliwe. Jest oczywiste, że my — jako producenci — dostosujemy strukturę produkcji do odbiorców — twierdzi Bartłomiej Chłodnicki.

Na początku roku KIPDiP przeprowadziła badanie wśród firm odpowiedzialnych za ponad 47,5 proc. krajowej produkcji jaj. Producenci spodziewają się, że do 2026 r. udział jaj z chowu klatkowego spadnie o około 30 pkt. proc., do 58,5 proc. Zdaniem ankietowanych, najwięcej przybędzie kur utrzymywanych w chowie ściółkowym — z obecnych 9,1 proc. do 28,7 proc. Jaja z wolnego wybiegu mają stanowić 11 proc. (obecnie to 2,4 proc), a z chowu ekologicznego — 1,77 proc. wobec dzisiejszych 0,2 proc. © Ⓟ

OKIEM BRANŻY - Artur Węgłowski, wiceprezes Farmio

Nierealne

Magiczny, bo powtarzany w deklaracjach wielu firm, 2025 rok to… deklaracja. Nie urzeczywistni się, bo to technicznie niewykonalne, aby w ciągu tak krótkiego czasu branża przestawiła się na chów alternatywny. W naszym przypadku jego udział to ponad 50 proc., ale to kwestia strategii firmy, a nie skokowego wzrostu popytu. Wbrew pozorom kolejne zapowiedzi, również z krótszym terminem realizacji, nie pobudziły dodatkowo rynku. Dodatnia dynamika po stronie jaj z chowu alternatywnego jest rok do roku podobna. Trend wzrostowy jest widoczny od kilku lat — nakręcają go konsumenci i to oni będą nakręcać go dalej. Mówimy jednak o ewolucji, a nie rewolucji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy