Miliardy płyną na zagraniczny hazard

opublikowano: 22-04-2021, 20:00

EY oszacował wartość obrotów w szarej strefie na rynku hazardowym i bukmacherskim. Jej procentowy udział spada, ale przychody rosną, a potencjalnie stracone wpływy podatkowe to 0,6 mld zł rocznie

Państwo zarabia coraz lepiej na Polakach z żyłką do hazardu. W 2019 r. łączne wpływy z podatku od gier i zakładów wzajemnych sięgnęły 823,5 mln zł. W ubiegłym roku, według wstępnych danych Ministerstwa Finansów (MF), były to 873 mln zł - i to mimo tego, że o jedną czwartą spadły wpływy z zamykanych w czasie pandemii stacjonarnych punktów bukmacherskich, a przez wiele miesięcy rozgrywki i zawody sportowe były odwoływane lub zawieszane.

Wpływy zawsze mogą być jednak wyższe. Zarejestrowane w Polsce - a więc i płacące tu podatki - firmy bukmacherskie od dawna lobbują za zmianami w przepisach. Miałyby one pozwolić im na rozwój biznesu, a jednocześnie ograniczyć konkurencję ze strony zagranicznych, działających bez licencji i nielegalnych firm, które podatków w Polsce nie płacą, ale po pieniądze Polaków chętnie sięgają – czyli ze strony hazardowo-bukmacherskiej szarej strefy.

- Nielegalni operatorzy są w stanie jednocześnie osiągać większe zyski, wynikające z nieodprowadzenia części opłat i podatków, oraz oferować wyższe wygrane dla graczy niż ma to miejsce w przypadku podmiotów prowadzących legalną działalność. Przekłada się to wprost na zwiększenie atrakcyjności oferty podmiotów nielegalnych, co skutecznie przyciąga konsumentów – mówi Katarzyna Mikołajczyk, prezes Stowarzyszenia Graj Legalnie, reprezentującego część zarejestrowanych w Polsce bukmacherów.

Podatkowe straty

Stowarzyszenie zleciło firmie doradczej EY przygotowanie raportu „Szara strefa na rynku hazardowym online w Polsce”, w którym przedstawiono wyliczenia dotyczące wielkości szarej strefy i potencjalnie traconych przez państwo wpływów podatkowych. Wnioski są słodko-gorzkie – udział szarej strefy w całkowitych obrotach rynku maleje po poprzednich zmianach przepisów, ale rynek tak szybko rośnie, że straty potencjalnych dochodów podatkowych są coraz większe.

Udział niezarejestrowanych w Polsce, a więc i nie płacących tu podatków firm w obrotach rynku bukmacherskiego szybko rósł w pierwszej połowie poprzedniej dekady. Bukmacherom bez licencji sprzyjało to, że ze względu na niższe podatki w innych jurysdykcjach mogli oferować klientom z Polski lepsze kursy i wygrane. W przypadku kasyn internetowych sytuacja była jeszcze prostsza – zagraniczne serwisy coś oferowały, podczas gdy w Polsce taka działalność była nielegalna.

Korzystna nowelizacja

Sytuacja zmieniła się po nowelizacji ustawy hazardowej z końca 2016 r., która wprowadziła mechanizmy ograniczania działalności zagranicznych firm na polskim rynku (m.in. blokady stron). Wyniki legalnego rynku zaczęły wtedy gwałtownie rosnąć.

„Znaczny wzrost legalnego rynku online, obserwowany od 2017 r., związany jest z nowelizacją ustawy z grudnia 2016 r., wprowadzającą m.in. oficjalny rejestr i blokadę domen internetowych oferujących nielegalnie gry hazardowe, a także poszerzającą katalog dozwolonych gier hazardowych urządzanych przez internet. Większość gier organizowanych w internecie została objęta monopolem państwa, który nie obejmuje zakładów wzajemnych oraz loterii promocyjnych urządzanych na podstawie zezwolenia" - czytamy w raporcie EY.

Unijne kłopoty

EY wylicza, że jeszcze w 2016 r. obroty płacących podatki internetowych bukmacherów w Polsce odpowiadały niespełna 5 proc. łącznych wydatków Polaków na gry i zakłady. To plasowało nas w unijnym ogonie. Gorzej było tylko w Holandii i Irlandii, choć w całej wspólnocie - z wyłączeniem Malty i Luksemburga, gdzie zarejestrowanych jest wiele firm - liczby nie oszałamiały.

Unijna średnia wynosiła wtedy zaledwie 9,6 proc., a płacące podatki firmy odpowiadały za więcej niż 20 proc. obrotów branży tylko w pięciu krajach: Belgii, Słowacji, Szwecji, Finlandii i Danii, gdzie udział legalnego rynku sięgał 44 proc.

Powolna poprawa

W ostatnich latach w niemal wszystkich krajach zaszły zmiany na lepsze. Unijna średnia to teraz 15,9 proc., a krajów, w których lokalni operatorzy mają co najmniej 20 proc. udziału w obrotach, jest 10. Jest wśród nich Polska z udziałem na poziomie 27,5 proc.

„Spadek udziału szarej strefy w całkowitej wartości rynku nie oznacza jednak, że wartość hazardu online w szarej strefie maleje także w ujęciu absolutnym. Przeciwnie, oszacowanie EY wskazuje na szybki wzrost w tym zakresie. Jeszcze w 2016 r. w szarej strefie wygenerowane zostało 310 mln zł przychodów netto (GGR), a w 2019 r. już 1,097 mld zł, a więc ponad trzy razy więcej. W ujęciu obrotów, które stanowią podstawę opodatkowania dla większości gier hazardowych oferowanych online w Polsce, szara strefa wyniosła 3,5 mld zł w 2016 r. i 12,2 mld zł w 2019 r." - czytamy w raporcie EY.

Obrotowe zamieszanie

Wzrost obrotów to w dużej mierze zasługa coraz popularniejszych w internecie gier kasynowych. W Polsce monopol na ich organizowanie ma państwo - Total Casino, kontrolowane przez Totalizator Sportowy, rozpoczęło działalność pod koniec 2018 r.

Jego obroty bardzo szybko osiągnęły wysoką wartość. Po pół roku TS informował, że to 2,3 mld zł, a w całym 2019 r. były to już prawie 4 mld zł. W związku ze strukturą opodatkowania i charakterem gier w kasynach (wielokrotne obracanie pieniędzmi przed ich wypłatą) przełożyło się to na niespełna 80 mln zł wpływów podatkowych.

Kasynowy postulat

Działające w Polsce firmy z branży postulują, by znieść monopol państwowy na gry kasynowe w internecie. To ich zdaniem miałoby się przełożyć na dalsze zmniejszenie szarej strefy, a w konsekwencji – wzrost przychodów tych firm, które płacą podatki w Polsce.

EY, dla poparcia tej tezy, wylicza, że w ubiegłym roku średnia efektywna stawka podatkowa m.in. dla zakładów bukmacherskich w Polsce (od których płaci się 12-procentowy podatek od obrotów) wynosiła 38,5 proc., co stawia nas europejskiej czołówce pod względem wysokości tej stawki.

- Raport i model ekonometryczny EY pokazują jednoznacznie, że legalni operatorzy hazardowi w Polsce są obciążeni jednym z najwyższych podatków w UE. Należy także zauważyć, że legalni operatorzy gier hazardowych w Polsce płacą nie tylko podatek od gier, ale ponoszą także inne wysokie opłaty np. stanowiące dodatkowy quasipodatek płacony na rzecz krajowych organizatorów zawodów sportowych w zamian za wykorzystywanie ich wyników w ofercie bukmacherów, co stanowi ewenement na skalę europejską – uważa Katarzyna Mikołajczyk.

Podatkowy potencjał

EY wylicza, że w 2019 r. utracone przez budżet potencjalne wpływy z podatku od gier wyniosły prawie 575 mln zł. To jedna czwarta całkowitych wpływów z tego podatku, uwzględniającego poza bukmacherami również klasyczny monopol Totalizatora Sportowego i kasyna. W przypadku wpływów z gier i zakładów w internecie to 78 proc. faktycznie uzyskanych wpływów.

W wyliczeniu uwzględnione jest to, że przeniesienie się graczy, korzystających obecnie z zagranicznych serwisów, do płacących podatki w Polsce firm nie oznaczałoby automatycznie takich obrotów u legalnych operatorów, jak wcześniej w szarej strefie. „Wartość obrotów w szarej strefie na rynku hazardowym online wyniosła w 2019 r. około 12,2 mld zł, co stanowiło 56,1 proc. całkowitej wartości obrotów na rynku hazardowym online w tym roku). Nie oznacza to jednak, że w przypadku hipotetycznego przejścia podmiotów offshore na rynek legalny taka wartość obrotów jest możliwa do utrzymania" - zastrzega EY.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane