Czytasz dzięki

Morgan Stanley: Rynki blisko dołków

Dzięki działaniom władz rynki aktywów cyklicznych mogą być blisko twardego dna, oceniają specjaliści amerykańskiego banku.

Niedzielna decyzja Fedu o obcięciu do zera stóp procentowych i wznowieniu skupu aktywów nie wystarczyła do zatrzymania wyprzedaży na globalnych rynkach akcji. Nowojorski S&P500 krótko po otwarciu sesji spadał o ponad 11 proc., niemiecki DAX tracił prawie 10 proc., schodząc najniżej od 6,5 roku, a skorygowany o dywidendy WIG20 pogłębiał 10,5-letnie minimum.

Jednak zdaniem banku Morgan Stanley rynki zaczynają już budować twarde dno. Choć związane z załamaniem na rynkach akcji i obligacji korporacyjnych pogorszenie warunków finansowania było wyjątkowo drastyczne, to reakcja władz, głównie banków centralnych, pozwala według niego na ustabilizowanie sytuacji.

„Nie twierdzimy, że rynki dno mają już za sobą, a jedynie że weszliśmy w ostatnią fazę tej gwałtownej bessy. Jesteśmy bliżej początkowych faz odbicia, niż byliśmy w ciągu ostatnich trzech tygodni. Nasi stratedzy z różnych regionów zaczęli zalecać powrót do aktywów cyklicznych” — zauważają w nocie do klientów stratedzy z nowojorskiego biura Morgana Stanleya.

Wyprzedaży akcji i surowców towarzyszyły napływy kapitału do bezpiecznych przystani, w tym do dolara, jednak w tym momencie specjaliści banku zalecają pozbywanie się amerykańskiej waluty. Euro powinno podrożeć do 1,16 USD, a na słabości „zielonego” zyskiwać powinien również dolar australijski. Osłabienie amerykańskiej waluty napędzać powinny związane ze sobą odbicie na rynkach aktywów cyklicznych oraz łagodzenie polityki Fedu, argumentują specjaliści w nocie opublikowanej w piątek, czyli jeszcze przed ostatnimi decyzjami banku.

Po interwencji Fedu Bank Japonii postanowił o zwiększeniu skupu aktywów, a dodatkową płynność do systemu finansowego zaczął wstrzykiwać Ludowy Bank Chin. To zapewne jeszcze nie jest koniec działań ze strony banków centralnych. Amerykańskie władze monetarne będą zmuszone dalej zwiększać skalę skupu aktywów, a zerowy koszt pieniądza utrzyma się do 2022 r., przewiduje UBS.

„Obserwowane w ostatnich tygodniach zmiany notowań były ogromne, a dwudziestokilkuprocentowa przecena akcji należała do najgwałtowniejszych w historii. Relacja potencjalnego zysku do ryzyka przesunęła się w korzystnym kierunku” — oceniają stratedzy Morgana Stanleya.

Tej optymistycznej oceny skutków działań banków centralnych nie podziela jednak znaczna część pozostałych globalnych instytucji finansowych. Wielu specjalistów podkreśla, że kluczowe będzie to, czy działania po stronie polityki fiskalnej rządów będą wystarczające do uzupełnienia ubytku popytu.

— To, że stopy procentowe spadły do zera już we wszystkich głównych gospodarkach, wskazuje, że bankom centralnym wyczerpuje się amunicja. Pałeczkę zdecydowanie powinna przejąć polityka fiskalna — komentuje w rozmowie z „Financial Times” Torsten Slok, główny ekonomista Deutsche Bank Securities.

Zdaniem Zacha Pandla, analityka Goldmana Sachsa, interwencja banków centralnych może przynieść ograniczone skutki wobec postępów epidemii w Hiszpanii i we Francji oraz działań prewencyjnych w USA, gdzie zamknięto niektóre szkoły. Działania Fedu powinny złagodzić niedobór dolara na globalnych rynkach, przyznaje ekspert. Według niego potrzebna jest jednak także stymulacja fiskalna, która ograniczyłaby napływy do uważanych za najlepsze bezpieczne schronienie amerykańskich obligacji skarbowych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane