Mosty Łódź wygrały sądową przeprawę

opublikowano: 24-06-2019, 22:00

Spółka dostanie od miasta 32 mln zł za nieprzewidziane prace dodatkowe. Jej śladem mogą iść inni przedsiębiorcy

Sąd Apelacyjny w Łodzi podtrzymał wyrok sądu okręgowego dotyczący roszczeń Mostów Łódź, które zaprojektowały i zbudowały — na zlecenie miasta — wiadukt kolejowy na tzw. Trasie Górnej. Jest on prawomocny. W sumie spółka otrzyma niemal 32 mln zł w związku z wykonaniem robót dodatkowych i zamiennych, niemożliwych do przewidzenia na etapie składania ofert. Kwota zawiera też odsetki i koszty procesu sądowego.

Inwestorzy budowlani zazwyczaj niechętnie płacą za
nieprzewidziane w kontrakcie dodatkowe roboty. Andrzej Sokołowski, partner w
kancelarii Jara Drapała & Partners, uważa, że wyrok uzyskany przez Mosty
Łódź może poprawić sytuację.przez Mosty Łódź może poprawić sytuację.
Zobacz więcej

ŁATWIEJ O ZAPŁATĘ:

Inwestorzy budowlani zazwyczaj niechętnie płacą za nieprzewidziane w kontrakcie dodatkowe roboty. Andrzej Sokołowski, partner w kancelarii Jara Drapała & Partners, uważa, że wyrok uzyskany przez Mosty Łódź może poprawić sytuację.przez Mosty Łódź może poprawić sytuację. Fot. ARC

Dwa tory

— W programie funkcjonalno-użytkowym zamawiający przewidywał, że podczas realizacji prac ruch musi odbywać się przynajmniej po jednym torze. Jednak w trakcie projektowania obiektu okazało się, że czynne muszą być dwa tory. To zaś wymagało zmiany technologii na dużo droższą — mówi Andrzej Sokołowski, partner w kancelarii Jara Drapała & Partners, reprezentującej wykonawcę.

Mosty Łódź musiały zbudować wiadukt obok istniejącego, a następnie — w ciągu zaledwie 68 godzin — rozebrać stary i na jego miejsce nasunąć nowy.

— Konieczność wykonania tych prac zaakceptował inżynier kontraktu, wydając za zgodą zamawiającego tzw. polecenie zmiany. Następnie przeprowadził wycenę, określając — zaakceptowaną przez obydwie strony — wartość zrealizowanych przez wykonawcę robót dodatkowych i zamiennych. Dopiero po wykonaniu prac zamawiający odmówił za nie zapłaty, powołując się na to, że wykraczają one poza przewidziane w umowie wynagrodzenie ryczałtowe — wyjaśnia Andrzej Sokołowski.

Sąd okręgowy, a następnie apelacyjny uznały, że wykonawca nie może ponosić całego ryzyka i kosztów prac, których nie można było przewidzieć na podstawie przygotowanej przez zamawiającego specyfikacji istotnych warunków zamówienia, oraz że miasto bezpodstawnie się wzbogaciło, odmawiając wykonawcy wypłaty wynagrodzenia za roboty dodatkowe i zamienne. Miejscy urzędnicy na razie nie komentują wyroku.

— Czekamy na pisemne uzasadnienie orzeczenia. Wówczas będziemy mogli prześledzić motywy, którymi kierował się sąd — twierdzi Marcin Masłowski, rzecznik prezy denta Łodzi.

W lokalnych mediach przedstawiciele władz miejskich żalili się jednak, że sąd apelacyjny nie wziął pod uwagę opinii biegłego, opracowanej jeszcze na etapie sporu w pierwszej instancji, z której wynikało, że w dokumentacji zamawiający nie narzucał wykonania obiektu w określonej technologii, wykonawca sam mógł ją wybrać. Andrzej Sokołowski twierdzi, że opinia tego biegłego potwierdzała zasadność wykonania obiektu w technologii, na którą zdecydowały się strony.

— Jedynie wartość prac dodatkowych i zamiennych oszacowano w niej na niespełna 1 mln zł taniej, niż wynikało z wyceny wykonanej przez inżyniera kontraktu i zaakceptowanej przez strony kontraktu. Biegła nie kwestionowała prawidłowości wyceny sporządzonej przez inżyniera kontraktu, opierała swoją na cenach z katalogów KNR i Sekocenbudu, a inżynier — na rzeczywistych kosztach, jakie musiał ponieść wykonawca — twierdzi Andrzej Sokołowski.

Podkreśla, że zasadność roszczeń wykonawcy została potwierdzona w opinii innych biegłych sporządzonej na etapie rozpatrywania sprawy w drugiej instancji.

Drogowskaz dla innych

Zdaniem Andrzeja Sokołowskiego wyrok łódzkiego sądu apelacyjnego otwiera drogę innym firmom budowlanym, realizującym kontrakty w formule projektuj-buduj. W razie konieczności zmiany założonego w ofercie zakresu i sposobu wykonania powierzonych im robót mogą dochodzić z tego tytułu dodatkowych płatności.

— Rzeczywiście taki wyrok może być wskazówką dla innych wykonawców i pomóc im w zaspokojeniu roszczeń — komentuje Barbara Dzieciuchowicz, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa.

Wnioski o wypłatę wynagrodzeń, m.in. za prace dodatkowe i zamienne oraz roboty, których wykonania nie można było przewidzieć na etapie procedury przetargowej, zdarzają się niemal na każdej budowie. Dochodzenie roszczeń trwa zazwyczaj wiele lat. Trakcja zgłosiła np. warte 119 mln zł roszczenia dotyczące prac z poprzedniej perspektywy i liczy na zawarcie ugody z zamawiającym.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu