Andrzej Topiński, prezes Związku Banków Polskich, nie ukrywa, że branża stoczniowa jest postrzegana przez instytucje finansowe jako trudna. Twierdzi jednak, że banki mogą do niej powrócić.
„Puls Biznesu”: Czy banki powinny się zgodzić na zamianę wierzytelności stoczni na ich akcje?
Andrzej Topiński: Angażowanie się banków w akcje stoczni jest po prostu inwestycją kapitałową i wyłącznie w takich kategoriach powinno się tę kwestię rozpatrywać. Decydować powinny względy czysto ekonomiczne.
A istnieją przesłanki ku temu, by banki nie angażowały się w ten przemysł?
— Wysokość zaangażowania kapitałowego czy też kredytowego instytucji finansowych w poszczególne projekty reguluje prawo bankowe. To od wielkości banku, mierzonej funduszami własnymi, zależy, ile może zainwestować. Patrząc z tego punktu widzenia, nie ma więc przesłanek mówiących o tym, że banki nie powinny finansować przemysłu stoczniowego. Może każdy, ale zależy to od jego wielkości i umiejętności oceny ryzyka.
Ale kilka instytucji finansowych miało w ubiegłym roku problemy właśnie z powodu tego zaangażowania.
— Bo to trudna branża, obarczona dużym ryzykiem. Jeśli jednak stworzone zostaną warunki, które zminimalizują ryzyko, to instytucje zapewne znów w nią zainwestują. Jednak banki to nie instytucje charytatywne, więc muszą mieć odpowiedni zwrot z takiego zaangażowania.