Ważą się losy ustawy pozwalającej inspektorom PIP na wydawanie decyzji przekształcających umowy cywilnoprawne (B2B, zlecenia, o dzieło) w umowy o pracę. Mocno krytykowane przez przedsiębiorców przepisy zostały przyjęte przez parlament i skierowane do prezydenta. Z naszych informacji wynika, że wysoce prawdopodobne jest jej zawetowanie.
Ustawa sporna nawet w łonie rządu
Reforma PIP wzbudza ogromne kontrowersje i obawy środowisk biznesowych. Pierwotne propozycje Ministerstwa Rodziny Pracy i Polityki Społecznej kierowanego przez Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk były nie do przyjęcia dla przedsiębiorców. Alarmowali oni, że uprawnienia do arbitralnego zamieniania umów cywilnoprawnych na etaty, których chciał resort pracy, doprowadzą do chaosu i załamania na rynku pracy.
Prace nad ustawą szły jak po grudzie wiele miesięcy. Projekt został nawet zablokowany przez premiera Donalda Tuska, który stwierdził, że nie ma zgody na to, aby urzędnicy zastępowali sąd i swoimi decyzjami wpływali na być albo nie być firm.
Ministerstwo pracy złagodziło zapisy. Uchwalona przez parlament ustawa zakłada wyposażenie inspektorów pracy we władcze uprawnienia do administracyjnego zamieniania umów cywilnoprawnych w etaty, ostateczne decyzje mają jednak należeć do sądów.
Ustawa nadal budzi jednak obawy ekspertów z organizacji przedsiębiorców. Są opinie, że w wielu miejscach jest na bakier z Konstytucją RP. Umożliwia np. zadziałanie urzędniczej decyzji z mocą wsteczną.
Prezydencki minister nie owija w bawełnę
Zastrzeżenia biznesu znane są kancelarii prezydenta. Dał temu wyraz Karol Rabenda, minister i doradca Karola Nawrockiego ds. gospodarczych, na niedawnym spotkaniu z przedstawicielami reprezentatywnych organizacji pracodawców działających w Radzie Dialogu Społecznego.
Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich twierdzi, że minister Karol Rabenda wyraził zdecydowanie negatywne stanowisko wobec tej ustawy i wyraźnie dał do zrozumienia, że jako przedstawiciel kancelarii prezydenta nie rekomenduje jej podpisania.
- Przedstawił obawy m.in. o to, jak te przepisy działałyby w praktyce oraz według jakich zasad typowane do kontroli byłyby poszczególne branże i przedsiębiorcy. Wyraził się wręcz, że doszłoby do otwarcia puszki Pandory z powodu zburzenia pewności prawa i zasady swobody umów między pracodawcami a zatrudnionymi. Po wysłuchaniu jego opinii uważam, że nie można wykluczyć weta. Czekamy na decyzję prezydenta – mówi.
Podobnie wypowiada się, anonimowo, inny uczestnik spotkania.
- Karol Rabenda negatywnie ocenił ustawę. Uważa on, że godzi ona np. w przedsiębiorców i małych pracodawców tzw. Polski powiatowej, którzy nie poradziliby sobie w sądach z inspektorami pracy. Ponadto wyraził obawy o pogorszenie konkurencyjności polskich firm z powodu możliwych zaburzeń na rynku pracy. Minister nie mówił jaką decyzję podejmie prezydent, jednak ocena ministra Rabendy może zwiastować weto. Wkrótce się dowiemy – mówi nasz rozmówca.
Warto pamiętać, że praktycznie w przypadku każdej ustawy, która została zawetowana, przedstawiciele kancelarii prezydenta wcześniej przedstawiali opinii publicznej negatywne stanowiska i krytykowali rządowe propozycje.
Sąd Najwyższy dał prezydentowi argumenty
W sprawie ewentualnego weta istotne znaczenie dla głowy państwa może mieć opinia, którą Senatowi przedstawiła kilka dni temu Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego. Stanowisko to jest krytyczne wobec ustawy.
Prezes Małgorzata Manowska uznała, że zawarte w ustawie kompetencje PIP do stwierdzania w drodze decyzji administracyjnej istnienia umownego stosunku pracy stanowi „dowód zaprzeczenia zobowiązaniowej istoty stosunku pracy”. Uważa ona, że żaden stosunek pracy nie może być kwalifikowany jako stosunek administracyjnoprawny. „Stroną stosunku pracy nie jest państwo (rozumiane jako aparat władzy publicznej). Prawa i obowiązki stron tego stosunku nie mogą być kształtowane (narzucane) przez państwo za pomocą instrumentów procesowych” - czytamy w opinii SN.
Małgorzata Manowska podkreśla, że dopuszczalność wydawania przez organy PIP decyzji administracyjnych miałoby systemowe uzasadnienie tylko wówczas, gdyby stroną każdego stosunku zatrudnienia było państwo polskie, reprezentowane przez inspekcję pracy. „Tymczasem przyjęcie takiej kwalifikacji jest całkowicie pozbawione podstaw prawnych” - czytamy.
- Jest bardzo prawdopodobne, że ta krytyczna opinia Sądu Najwyższego posłuży prezydentowi Karolowi Nawrockiemu do uzasadnienia weta. Powszechnie wiadome jest, że prezes Małgorzata Manowska sprzyja obozowi PiS i jej stanowisko podyktowane może być chęcią ułatwienia prezydentowi podjęcia decyzji o wecie. Chciałbym zauważyć, że w przypadku zdecydowanej większości ustaw dotyczących kwestii gospodarczych Sąd Najwyższy rezygnował z przedstawiania swoich opinii. Opracowanie jej w tej sprawie nie jest przypadkowe – mówi prawnik znający realia procesu legislacyjnego, proszący o anonimowość.
Apel o weto vs mniejsze zło
O wystąpieniu do prezydenta z apelem o zawetowanie ustawy myśli Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP).
- Rozważamy zwrócenie się do pana prezydenta z apelem o weto. Obecnie oczekujemy na stanowiska w tej sprawie naszych członków. Mamy już około 200 głosów, że weto jest uzasadnione i konieczne. Wkrótce podejmiemy decyzję w tej kwestii – mówi Marek Kowalski, przewodniczący FPP.
Jego zdaniem ustawa jest niezwykle groźna dla firm, mimo pewnego jej złagodzenia przez rząd.
- Nadal w ustawie jest wiele regulacji łamiących Konstytucję RP, na co zwraca uwagę wielu ekspertów. Także krytyczna opinia Sądu Najwyższego jest mocnym głosem w dyskusji i mamy nadzieję, że prezydent weźmie ją pod uwagę przy podejmowaniu swej decyzji. Liczymy na weto ponieważ ta ustawa może doprowadzić do chaosu na rynku pracy i wpędzić w problemy wielu przedsiębiorców – twierdzi Marek Kowalski.
Inne wielkie organizacje pracodawców, jak np. Konfederacja Lewiatan, Pracodawcy RP, BCC, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, deklarują, że nie wystąpią do prezydenta z apelem o weto. Uważają, że obecna ustawa to mniejsze zło i nie chcą narażać firm na kolejne, bardziej restrykcyjne, podejście rządu do sprawy reformy PIP, która jest kamieniem milowym, od którego zależy dostęp do pieniędzy w ramach Krajowego Planu Odbudowy.
