Na dachu Niemiec

Karolina Guzińska
opublikowano: 2005-10-07 00:00

Bawarczycy nie zdobywali szczytów — z obawy przed duchami. W końcu król Maksymilian I rozkazał sprawdzić pogłoski o „siłach nieczystych” w Alpach.

W 1821 r. królewski porucznik — w towarzystwie służącego i przewodnika — spędził w górach dwie noce. Choć wrócili bezpiecznie, turyści odkryli bawarskie Alpy dopiero pod koniec XIX stulecia. Napłynęli wraz z budową linii kolejowych.

— W 1889 r. pociągi połączyły Monachium z Garmisch i Partenkirchen. Wtedy też powstały pierwsze pensjonaty. Mieszkańcy alpejskich wiosek zobaczyli, że łatwiej wynajmować pokoje, niż pracować na roli — opowiada Angelika Wörnle, przewodniczka.

Razem czy osobno

Jedna z najpopularniejszych miejscowości turystycznych Niemiec rozłożyła się u stóp Zugspitze (2962 m) — najwyższego szczytu kraju. Powstała w czasach rzymskich przy Via Claudia Augusta, trakcie handlowym przynoszącym sowite dochody jeszcze wieki po upadku imperium cezarów.

— Gdy Partenkirchen bogaciło się na handlu, mieszkańcy bliźniaczego miasta po drugiej stronie doliny zazdrośnie zerkali na sąsiadów. Bo Garmisch, nękane długimi zimami i oddalone od traktu, było biedne. Ludzie z obu miast nie lubili się. Mówili różnymi dialektami, pobudowali osobne kościoły i cmentarze. Nie do pomyślenia było, aby chłopak z Garmisch ożenił się z dziewczyną z Partenkirchen! Toteż w 1935 r., na wieść o zjednoczeniu miast przed zimową olimpiadą, wybuchły protesty. Nic nie dały — demonstrantów zesłano do obozu koncentracyjnego w Dachau. A igrzyska 1936 r. odbyły się w Garmisch-Partenkirchen... — opowiada Angelika Wörnle.

Obie części kurortu, zdrobniale zwanego Ga-Pa, zachwycają freskami na fasadach budynków. Barwne malowidła przedstawiają motywy religijne, scenki rodzajowe i zawody przechodzące z pokolenia na pokolenie. Wypatrzyć można XVIII-wieczną damę i kawalera wyglądających przez okno, wojaka w pikielhaubie pijącego piwo, kowala przy pracy... Bawarczycy nazywają takie malarstwo powietrznym (Luftmalerei) — pewnie dlatego że pokrywa zewnętrzne ściany domów.

— Dziś mało kto zamawia freski — niewielki motyw religijny kosztuje jakieś 10 tys. euro. Tylko dwóch artystów w regionie zna tę, mogącą przetrwać wieki, technikę — komentuje Angelika Wörnle.

Jak z pocztówki

Przy Frühlingstrasse, ulicy, na której zrobiono zdjęcia do większości widokówek z Ga-Pa, stoją drewniane farmerskie domy. To zabytki, właścicielom nie wolno niczego zmieniać. Na dachach wciąż leżą okazałe głazy wzmacniające niestabilną konstrukcję stropów. Używano kamieni, bo wszędzie było ich pełno. No i nic nie kosztowały... Nieopodal Frühlingstrasse wznosi się najstarszy w mieście, XII-wieczny kościółek. Podczas jego odnawiania zdjęto ze ścian kilka warstw farby, odsłaniając oryginalne freski. Kameralna świątynia nęci młode pary — odbywa się w niej wiele ślubów. Z Frühlingstrasse o miano najpiękniejszej ulicy rywalizuje Ludwigstrasse, przy której stoją domy nawet z XIII w. Oko przyciąga, kolorami fresków i kwietnych girland zwieszających się z okien, Hotel Pocztowy z salą Ludwika II. Ten bawarski władca, twórca baśniowych zamków, zawsze się w nim zatrzymywał, zaszczycając poddanych wizytą przy okazji łowów w okolicznych lasach.

— Ludwigstrasse to dawna ulica handlowa, co widać w konstrukcji budynków. Na piętrze mieszkano, zaś wysokie partery — z bramami tak okazałymi, by dało się wjechać powozem — mieściły warsztaty i sklepy. Stawiano je bardzo blisko siebie, aby trzymały ciepło. Często jednak płonęły. W XIX w. zaczęto chodzić po domach, sprawdzając, czy wszyscy zgasili świece. Takie były początki straży pożarnej — opowiada Angelika Wörnle.

Z pożogi roku 1865 wyszedł bez szwanku tylko XVII-wieczny sklep spożywczy. Dziś mieści muzeum regionu Werdenfels (Ludwigstrasse 47). Gromadzi rozmaite dzieła: od wyrafinowanych obiektów sakralnych, po naiwną sztukę ludową.

Bawiąc w Garmisch-Partenkirchen, nie można też pominąć gospód z ich jowialną atmosferą, bawarską muzyką i kuflami chłodnego piwa. Ale największy atut Ga-Pa to okalające miasto góry Wetterstein, imponujący masyw północnych Alp.

Tłum pod krzyżem

Zugspitze — najwyższy szczyt Niemiec. W zasięgu każdego, niezależnie od kondycji fizycznej. A to dzięki wyciągom gondolowym (niemieckim i austriackim) oraz Zugspitzbahn: górskiej kolei zębatej kursującej z Ga-Pa na Zugspitzplatt. Tu, w pobliżu lodowca Schneeferner, na wysokości 2000-2720 m, leżą rozległe stoki narciarskie i snowboardowe (czynne od listopada do połowy kwietnia). I najwyżej położona niemiecka świątynia — maleńka kapliczka upamiętniająca kilkunastu ludzi zasypanych przez lawinę ponad 40 lat temu. Końcową stację i część trasy pociągu wydrążono w trzewiach góry. Prace rozpoczęły się, po wielu perypetiach, w 1929 r.

— Przy wierceniu tunelu pracował mój dziadek. Dokumentował każdy etap budowy, robiąc zdjęcia, które później wysyłał znajomym jako pocztówki. Gdy byłam mała, obwiesiłam tymi fotografiami ścianę nad łóżkiem — wspomina Angelika Wörnle.

Na „dach Niemiec” można wjechać, przesiadając się na Zugspitzplatt z pociągu do gondoli, lub bezpośrednio gondolą. Wyglądając przez panoramiczne okna wagoników podziwia się naturę — strome skaliste zbocza, porośnięte lasem jezioro Eibsee, alpejskie łąki upstrzone brązowymi kleksami krów i drewnianymi domkami, w których gospodarze przechowują siano na zimę. Dlatego tak zaskakuje tętniący życiem kompleks turystyczny zbudowany na szczycie — z tarasem widokowym, restauracjami, sklepami, salami konferencyjnymi. Odbywają się w nim nawet wystawy sztuki i koncerty. Zresztą całe Garmisch-Partenkirchen szczyci się bogatym życiem kulturalnym. Richard Strauss, który spędził kilka lat w Ga-Pa, skomponował tu symfonię Alpejską. W hołdzie dla artysty miasto co roku organizuje Dni Richarda Straussa (najbliższe 2-7 lipca 2006 r.).

Rozbudowaną infrastrukturę na Zugspitze doceniają czarne ptaszyska z żółtymi dziobami, przypominające nieco przerośnięte kosy. Żywią się okruchami, ani myśląc o sfrunięciu w dolinę... No i zmęczeni wspinacze — zdobycie szczytu na piechotę zabiera 8-9 godzin (start z Ga-Pa). Na górze mogą nie tylko zjeść i odpocząć, ale też wysłać kartkę z oryginalnym stemplem Zugspitze.

— Obok kompleksu turystycznego stoją dwa budynki z początku XX w. Pierwszy to schronisko dla wędrowców, gdzie nocowali ci, którym udało się wspiąć się na Zugspitze. Drugi to stara wieża meteorologiczna. Przez całą zimę mieszkał w niej człowiek obserwujący pogodę. Miał zapasy jedzenia i psa do towarzystwa. Nie mógł jednak zejść w dolinę aż do wiosny... — dodaje Angelika Wörnle.

Celem setek turystów jest czarno-złoty krzyż wieńczący wierzchołek Zugspitze. Kłębi się pod nim tłum — każdy chce go dotknąć, choć trzeba zejść po schodkach z tarasu widokowego i wdrapać się po śliskich kamieniach kilka metrów w górę. Wspaniałą panoramę — od Alp Wysokich w Tyrolu po Allgäu i pogórze bawarskie — można podziwiać także z tarasu. Przy ładnej pogodzie widać nawet Monachium i austriacki Innsbruck.

Leśne trakty

Dzięki 12 kolejkom górskim osiąga się bez wysiłku nie tylko Zugspitze, ale i Alpspitze (2628 m), Osterfelder (2050 m), Kreuzeck (1652 m), Hausberg (1350 m), Eckbauer (1236 m) i inne okoliczne szczyty. Przyciągają rzesze alpinistów, ale i mniej doświadczeni turyści znajdą trasy dla siebie. Choćby przejście, ścieżką wykutą w skale, przepięknego wąwozu Partnachklamm, rozciągającego się na południe od dolnej stacji kolejki na Hausberg. Wąwóz, liczący około 800 m długości i 90 m szerokości, jest dostępny latem i zimą, kiedy to na skalnych ścianach kwitną lodowe nacieki. Wędrówka z Ga-Pa do Partnachklamm zajmuje zaledwie 25 minut. Inne przyjemne i niedalekie wyprawy to np. 3-godzinna piesza wycieczka do zamku łowieckiego króla Ludwika II na Schachen (1866 m). Albo 2-godzinna wędrówka leśną dróżką na wysoko położoną alpejską łąkę, do schroniska Esterberg Alm, które słynie z domowej maślanki i Kai-serschmarrn, serowych klusek z cebulką. Nieco dalej od Ga-Pa leżą atrakcje, które także warto zaliczyć: zamek Ludwika II Linderhof oraz benedyktyński kościół w Ettal. Mnisi warzą piwo, wynajmują pokoje gościnne i uprawiają zioła na likiery domowej roboty. Zwiedzanie kościoła łączy się z ich degustacją w przyklasztornej destylarni... Urlopem w Ga-Pa nie rozczarują się też amatorzy zdrowego wysiłku — golfa, tenisa, jazdy rowerem lub konno po krętych górskich ścieżkach, spływów kajakiem po rwących rzekach, żagli na górskich jeziorach... Odprężenie po sportowych wyczynach przynoszą zaś przyrodolecznicze zabiegi, z których Garmisch-Partenkirchen słynie. Kurort, tętniący życiem przez cały rok, obfituje również w trasy narciarskie. Zjazd z Zugspitze to tylko jedna z propozycji. Narciarze znajdą bowiem 120 km tras. Ci zaś, którzy kupią (za 159 euro) karnet Happy-Ski-Card, ważny również na austriackich stokach, mogą pojeździć na 250 km tras obsługiwanych przez 111 orczyków. Kto woli wyżyć się na łyżwach, ma do dyspozycji zamarznięte jeziora oraz pięć lodowisk Olimpijskiego Centrum Sportów Zimowych. Można tu również zagrać w hokeja albo w curling. Nie zapomniano i o miłośnikach biegówek (40 km tras) ani o amatorach wędrówek. Zimą dostępnych jest 100 km oznakowanych szlaków pieszych (latem: 300 km). Lasy otulone watą śniegu i zmrożone tafle jezior sprawiają, że zaśnieżone trasy turystyczne nabierają wyjątkowego uroku. Warto wybrać się na spacer lub poznać tę alpejską krainę, siedząc wygodnie w saniach zaprzężonych w konie. Kulig kończy się wieczorem, przy kominku jednej z 40 górskich gospód i schronisk. Ga-Pa przyciąga turystów także noworocznym konkursem skoków narciarskich. Polaka, stojącego przed wielką skocznią olimpijską na Olympia Skistadion, szczególną satysfakcją napawa to, że od czterech lat nie pobito jej rekordu: 129,5 m. Należy on do Adama Małysza.

Możesz zainteresować się również: