Na dobrą zmianę kup złotą sztabkę

opublikowano: 24-01-2017, 22:00

Niepewność polityczna, prognoza inflacji? Wiedeńscy filharmonicy i brytyjska królowa pomogą nie stracić

Na pytanie o stopy zwrotu eksperci mogą się krzywić, ale pytani namolnie raz za razem przestają zaprzeczać: zarobić można, ale kupującym sztabki częściej chodzi o zachowanie wartości tego, co zarobili do tej pory. Na samym początku orientowania się w rynku metalicznego złota trzeba więc na moment odwrócić uwagę od krótkoterminowych wahnięć cen surowca i zauważyć, że jego najcenniejszą zaletą jest względnie stała wartość nabywcza. W nagrodę za to chwilowe oderwanie mamy parę niespodzianek — inwestowanie jest dużo łatwiejsze niż na rachunku maklerskim, a do oglądania raz na jakiś czas pozostaje jeden wykres, a właściwe dwa.

Metalem w inflację

Jeśli nie można się obejść bez naukowego podparcia — albo brakuje argumentów na rzecz wyższości sztabek nad większym mieszkaniem — z pomocą przyjdzie tzw. szkoła austriacka. Ekonomiści z tego kręgu odwoływali się do sytuacji, w której dolar srebrny i papierowy krążyły jednocześnie w obiegu i można je było na siebie wymieniać. Kiedy wartość srebra liczona w papierowych pieniądzach rosła, szlachetne pieniądze znikały z obiegu — dlatego od 1960 r. tzw. zły pieniądz papierowy stracił 90 proc. wartości, a dobry, pozostający już poza obrotem, zdrożał siedemnastokrotnie, jak pisze Mark Skousen. Wracając nad Wisłę, według prognoz Vestor DM, już w tym półroczu inflacjama wzrosnąć do 2 proc., co może mniej martwi przejadających zarobki, ale bardziej posiadających oszczędności. W symbolicznej kopercie mamy więc plik banknotów, który możemy zamienić na mieszkanie, sztabki i lokacyjne monety z kruszcu albo zagrzebać w szufladzie z ubraniami.

— Zabezpieczanie aktywów jest podstawowym celem, dla którego kupowane jest metaliczne złoto, bo metale szlachetne dosłownie wchłaniają wartość nabywczą. Jeśli wartość mieszkania kupionego w 1900 r. w Nowym Jorku i podobnego mieszkania kupionego teraz wyrażona byłaby w złocie, kosztowałyby podobnie. Esej sprzed naszej ery, w którym cena kozy w Indiach podana jest w srebrze, dowodzi, że dzisiaj na kozę potrzebujemy właściwie tyle samo metalu, ile 2,5 tys. lat temu. Wartość nabywcza się nie zmienia — komentuje Piotr Sędziak, właściciel Mennicy Staropolskiej, dodając, że euro od wprowadzenia straciło już 40 proc. na inflacji, więc w kopercie czekałoby 60 proc. dawnego majątku.

Uwaga na dolara

Niepewność polityczna sprzyja wzrostowi cen złota — jeden ze świeższych przykładów to brexit, który podniósł ceny o 1,5 proc. W czasie załamania gospodarki sztabki nie powinny tracić na wartości w przeciwieństwie do innych aktywów, których za metal będzie można kupić wtedy więcej. Żeby jednak nie popaść w przekonanie, że orientacja w sytuacji wiąże się tylko z jednym wykresem, trzeba dodać, że ceny złota notowane są w amerykańskich dolarach — więc jeśli na koniec miesiąca przelew jest w złotym, wypada przeliczyć. Zakładając, że na londyńskiej giełdzie uncja kosztuje 1,2 tys. USD, a dolar według NBP 4 zł, wydamy 4,8 tys. zł. Kiedy natomiast cena złota się nie zmieni, a kurs wzrośnie o 10 gr, zapłacimy już 2 proc. więcej, bo 4,9 tys. zł. — dlatego właśnie w tym samym czasie w dolarze możemy zarabiać, a w złotym tracić, i odwrotnie. Do gry trzeba dołączyć jeszcze jeden element, bo kiedy amerykańska waluta traci, metal zyskuje — podobnie w drugą stronę — dlatego ewentualne zarobek czy strata przy odsprzedaży zależeć będą od tego, która zmiana szybciej zachodzi. Poza pilnowaniem wykresów są przy tym przyjemności ściśle związane z zakupami, bo inwestując w monety, mamy do wyboru przeróżne rodzaje, a w przypadku sztabek trzeba zdecydować się na markę. Najszybciej usłyszeć można chyba o południowoafrykańskim Krugerrandzie — jednouncjowej monecie w bieżącej cenie około 5,3 tys. zł — ale też o amerykańskim Orle, austriackim Philharmonikerze czy Britanii z wizerunkiem Elżbiety II.

— Podstawowa różnica pomiędzy monetą a sztabką to nominał, który gwarantuje nam, że bez względu na światową cenę złota emitent odkupi monetę za wartość nominalną. W przypadku Philharmonikera emitentem jest bank Austrii, a nominał to 100 EUR, natomiast amerykański Orzeł to 50 USD, dlatego przy zakupie warto wybrać taką z najwyższym nominałem. Kupując certyfikowane sztabki, nie trzeba zwracać uwagi na markę, dlatego najbardziej opłaca się po prostu najtańsza — tłumaczy Piotr Sędziak.

Po podjęciu decyzji transakcje można zawierać przez internet, ale od czterech lat nie za pośrednictwem Allegro i też nie do końca przez NBP. Krajowy bank centralny — owszem — emituje szlachetnego Orła Bielika o różnych gabarytach do 1 uncji, ale od 2013 r. zaprzestał prowadzenia skupu. W monety lokacyjne mniejsze niż jednouncjowe nie do końca opłaca się jednak inwestować, bo uncja trojańska to około 31 gr, więc cena najdrobniejszej monety za gram jest jednocześnie najwyższa na rynku, nie pomijając marży. Z tym ostatnim składnikiem też trzeba się liczyć, bo nawet jeśli nowy prezydent USA przestanie w końcu osłabiać dolara, cena surowca nie musi aż tak drastycznie spaść. Ze szkoły austriackiej: czas się wobec tego przenieść do tej z Chicago — z chwytliwym powiedzeniem Friedmana, że nie ma czegoś takiego jak darmowy lunch.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu