Czytasz dzięki

Na złocie też da się stracić

Krzysztof Kolany
opublikowano: 09-01-2020, 22:00

Złoto wróciło na czołówki mediów finansowych, w ujęciu dolarowym osiągając najwyższe ceny od niemal siedmiu lat. Ci, którzy rok temu postawili na królewski metal, mogą podliczać zyski. Lecz ci, którzy chcą zainwestować teraz, niekoniecznie wyjdą na tym tak dobrze

Licząc w dolarze, złoto jest według stanu na 9 stycznia o 20 proc. droższe niż rok wcześniej. Po jesiennej korekcie notowania żółtego metalu znów szybko wzrosły. Od przedwigilijnego poniedziałku notowania złota podniosły się o blisko sto dolarów na uncji, czyli ponad 5 proc. w nieco ponad dwa tygodnie.

Wydaje się, że apogeum noworocznego rajdu cen złota wypadło w nocy z 7 na 8 stycznia. W reakcji na irański atak rakietowy na amerykańskie bazy wojskowe w Iraku kurs złota wystrzelił w górę, w porywach sięgając 1611,80 USD za uncję. Tak drogiego złota (przynajmniej w ujęciu dolarowym) nie widzieliśmy od marca 2013 r.

Analitycy zgodnie twierdzą, że za ostatnimi wzrostami cen złota stoi rosnące ryzyko geopolityczne. Zabicie irańskiego generała Kasema Sulejmaniego przez armię Stanów Zjednoczonych doprowadziło Iran i Amerykę na skraj wojny. Burzył się także Irak, faktycznie okupowany przez wojska USA, a którego władze nawet nie zostały poinformowane o zamachu na Sulejmaniego. Rozgniewani byli Irańczycy. Dla wielu z nich wyeliminowanie Sulejmaniego to taki cios, jakby Amerykanom obce państwo zabiło szefa CIA. Mieliśmy więc do czynienia z poważną destabilizacją Bliskiego Wschodu i groźbą wstrzymania dostaw ropy naftowej z tego regionu.

W środę po południu polskiego czasu sytuacja się jednak uspokoiła. Donald Trump zdecydował co prawda o nałożeniu kolejnych sankcji na Iran, co przyjęto z ulgą, bo obawiano się interwencji zbrojnej. Iran zemścił się za śmierć generała Kasema Sulejmaniego i nie zamierza podejmować nowych działań wojskowych, jeśli nie będzie agresji ze strony Stanów Zjednoczonych — oświadczył w środę w Nowym Jorku ambasador Iranu przy ONZ Madżid Tacht Rawanczi. Wreszcie wpływowy szyicki duchowny Muktada as-Sadr oświadczył w środę, że kryzys doświadczany przez Irak skończył się po „retoryce deeskalacji” ze strony USA i Iranu. Zaapelował do irackich frakcji o cierpliwość i niepodejmowanie zbrojnej akcji.

Te deklaracje wystarczyły, by po dziesięciu sesjach z rzędu zakończonych zwyżką cena złota spadła. Spadły też — i to wyraźnie — ceny ropy naftowej.

Nie kupuj na szczytach

Reakcja rynków finansowych na ostatnie wydarzenia była wręcz podręcznikowa. W górę poszły notowania ropy naftowej oraz tzw. bezpiecznych przystani: złota, obligacji amerykańskich, franka szwajcarskiego i jena japońskiego. Tyle że w przeszłości takie incydenty same w sobie zwykle nie prowadziły do zmiany trendów. Jeśli USA i Iran nie pójdą na regularną konfrontację militarną, to geopolityczne paliwo dla wzrostów cen złota może się szybko wyczerpać. Tym bardziej że rynek zdradza już poważne oznaki przegrzania. Czternastodniowy wskaźnik RSI osiągnął wartość niemal 87 pkt, sygnalizując ekstremalne wykupienie rynku. Przez ostatnie 7 lat wskaźnik ten osiągał tak wysokie wartości tylko dwukrotnie: w lutym 2016 i czerwcu 2019. Co ciekawe, w obu tych przypadkach rynek wychładzał się bardzo łagodnie, bez poważnej spadkowej korekty. Rzecz jasna, nie warto stawiać prognoz tylko na bazie jednego wskaźnika.

Ostrożność w kupowaniu złota po obecnych cenach sugeruje też ekstremalnie wysoka spekulacyjna pozycja netto na nowojorskich giełdzie towarowej. Zaangażowanie spekulacyjnie nastawionych uczestników rynku w kontrakty na złoto na koniec 2019 r. sięgnęło rekordowego poziomu 327 925 kontraktów. To sygnał świadczący o skrajnym wykupieniu rynku terminowego. O ile zatem w krótkiej perspektywie kurs złota narażony jest na spadki, to w dłuższym terminie nie brakuje mu potężnego wsparcia w postaci polityki monetarnej prowadzonej przez największe banki centralne. A tu obowiązują trendy, na które rynek reagował już zeszłego lata, wynosząc notowania złota z 1280 do 1566 USD za uncję. To właśnie między czerwcem a wrześniem zmaterializowała się wolta banków centralnych.

Amerykańska Rezerwa Federalna i Europejski Bank Centralny porzuciły wtedy nieśmiałe próby normalizacji polityki monetarnej po trwających niemal dekadę szaleństwach zerowych (lub wręcz ujemnych) stóp procentowych i „ilościowego poluzowania” QE. Fed jesienią dokonał trzech z rzędu obniżek stopy funduszy federalnych. W październiku bank centralny USA powrócił do pompowania pieniędzy w system finansowy, w trzy miesiące zwiększając swoją sumę bilansową o ponad 400 mld USD. W praktyce był to więc powrót do QE, choć prezes Jerome Powell zarzekał się, że to nie jest QE. Z otwartą przyłbicą wystąpił za to EBC, który wznowił program skupu obligacji (czyli QE) w kwocie 20 mld EUR miesięcznie i bez terminu jego zakończenia. Na dodatek EBC obniżył i tak już ujemną stopę oprocentowania depozytów z -0,40 do -0,50 proc.

Dla inwestorów był to jasny sygnał. Próba powrotu do normalnej polityki pieniężnej zakończyła się porażką. Potwierdziło się, że ten system nie może już funkcjonować bez ciągłych stymulantów ze strony banków centralnych. I że szanse na powrót do realnie dodatnich stóp procentowych w najbliższym czasie są żadne. A to oznacza, że posiadacze oszczędności ulokowanych w bankach czy papierach skarbowych nadal będą realnie tracić.

Powrót złota

Jedną ze strategii obronnych przed tą finansową represją jest właśnie długa pozycja w złocie. Przyjęło się uważać, że w dłuższym okresie królewski metal utrzymuje siłę nabywczą. A w każdym razie z pewnością spełnia funkcję tezauryzacyjną lepiej niż papierowy pieniądz, który systematycznie i nieuchronnie traci na wartości. O tym, jak istotna jest rola złota w zdywersyfikowanym portfelu inwestycyjnym, dobitnie przekonaliśmy się też w Polsce w 2019 r., gdy wszystkie główne klasy polskich aktywów (akcje, fundusze obligacji, lokaty bankowe) nie dały rady pobić inflacji CPI. Jedynie złoto, którego ceny wyrażone w polskim złotym poszły w górę o 20 proc., pozwoliło na realna aprecjację kapitału. Królewski metal nie jest jednak najlepszym medium spekulacyjnym.

Owszem, do tego też się nadaje. Ale znacznie lepiej spisuje się jako długoterminowa i pasywna pozycja w ramach zdywersyfikowana portfela inwestycyjnego, chroniąca inwestora przed chudymi latami na rynkach kapitałowych. Zresztą w gronie profesjonalnych inwestorów nie widać specjalnego optymizmu względem złota. Najwyższa z aktualnych prognoz dostępnych w serwisie Bloomberga zakłada, że na koniec 2020 r. kurs złota sięgnie 1625 USD za uncję. Najbardziej pesymistyczna to 1400 USD/oz. Po odrzuceniu skrajnych prognoz otrzymujemy przedział 1450-1600 USD/oz przy medianie na poziomie 1525 USD/oz. Jak widać, rynek znów wyprzedził analityków, realizując całoroczne prognozy w pierwszych dniach stycznia.

Jak inwestować w złoto

Inwestor z Polski ma kilka sposobów, aby zainwestować w złoto. Najprostszym (choć nie najtańszym) rozwiązaniem jest bezpośredni zakup złota inwestycyjnego w postaci sztabek czy monet. W tym przypadku trzeba się jednak liczyć z kilkuprocentową marżą, którą zapłacimy ponad cenę na rynkach giełdowych. Drugą możliwością jest zakup jednostek ETF notowanych na giełdach zagranicznych (Nowym Jork, Londyn, Frankfurt), do czego wystarczy zwykły rachunek maklerski z dostępem do rynków zagranicznych. Ten sam rachunek umożliwia też zakup akcji spółek wydobywających metale szlachetne.

Rynek oferuje też kilka funduszy inwestycyjnych otwartych oferowanych przez polskie TFI. W ubiegłym roku konkurencję pobił na głowę fundusz PKO Akcji Rynku Złota, który inwestując w akcje spółek wydobywczych, dał zarobić prawie 50 proc. Niezłe wyniki dowiózł także Superfund Goldfuture (+33 proc.), który jednakże nie jest funduszem stricte nastawionym na rynek metali szlachetnych. Trzecim „złotym” funduszem okazał się Quercus Gold, który wypracował stopę zwrotu w wysokości prawie 16 proc. Ten fundusz uzyskuje ekspozycję na ceny złota za pośrednictwem kontraktów terminowych notowanych na nowojorskim Comeksie. Podobny wynik za ostatnie 12 miesięcy (+15,3 proc.) dowiózł Investor Gold Otwarty.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Krzysztof Kolany

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu