Najpierw rolex, później botox

Weronika A. Kosmala
10-05-2018, 22:00

Rusałka-daytona kąpała się przed aukcją w strumieniu i schła, biegając po łące. Daytona-elegantka, z nudów, liczyła — raz franki, raz brylanty.

Na połowę maja przypadną dwie tykające jak zarośla z cykadami genewskie aukcje zegarków: licytacja „Important Watches”, organizowana przez Sotheby’s i „Rare Watches”, na którą białe rękawiczki rozprostowują już eksperci Christie’s. Poradnictwo, sugerujące inwestycyjny charakter pereł z obu ofert, byłoby nawet w ciemno trafione, chociaż, najpewniej, zostawiłoby też posmak głębszej goryczki niż pospieszny łyk campari. W jednym i drugim katalogu czeka przecież nieprzeciętna na rynku daytona o wartości stołecznego apartamentu — dlatego warto się zastanowić, jak skorzystać z każdej po trochu, poznając dzięki nim kryteria wyceny i pozostając jednocześnie przy wygodach sprawdzania godziny na smartfonie.

Smagany słońcem

Gdyby jeden z wystawionych roleksów miał pasować Donatelli Versace, a drugi aktywistce broniącej białowieskiego lasu, z pewnością o uwagę zabiegałyby wersje z połowy lat 90. i końcówki lat 60. Starsza propozycja w pierwszej kolejności skupia wzrok długimi numerami: estymacją do 400 tys. CHF (1,4 mln zł) i referencją 6239, wskazującą, że mowa o pierwszej daytonie, jaka w ogóle trafiła na nadgarstki kolekcjonerów. Nie mając specjalnego rozeznania, i tak warto poćwiczyć pamięć — tak, jak z nudów zapamiętuje się rejestracje — bo to właśnie pierwsza odsłona kultowego modelu uznawana jest przez ekspertów za najsilniej poszukiwaną rzadkość w obiegu. W zegarkowej mowie potocznej, roleksa o tym numerze nazywa się, od sławnego właściciela, Paulem Newmanem, natomiast tarczę wyblakłą nie do poznania — tropikalną.

Wystawiony egzemplarz w chwili zakupu kosztował 134 GBP i miał trzy dodatkowe tarcze, kontrastujące głęboką czernią z jasnym tłem. Dzisiaj dawniejsza biel bliższa jest już beżowej ścianie, a wspomnienie smolistej farby ma odcień polewy toffee — rolex nie pielęgnowany, tylko smagany słońcem aż do naturalnej, piegowatej opalenizny, okazuje się mieć nieporównywalnie wyższą wartość na rynku niż taki odmładzany z gorliwością więdnących gwiazd ekranu. Temu konkretnemu sprzyja w dodatku stałość uczuć, dlatego że załączona z przykładnością audytora dokumentacja potwierdza jego aukcyjny debiut — od czasów dzieci-kwiatów do czasów setek franków właściciel daytony był tylko jeden i starzał się razem z roleksem.

Diamenty policzone

Świeżość na rynku, przynależność do najwcześniejszej serii i naturalność defektów staną wobec tego w jednym rogu ringu, żeby na następnej aukcji zderzyć się z blichtrem właściwym najbardziej wyzłoconym balowym salom Rosji. Daytona, prezentująca się sauté, nie skrywa niczego, dlatego ta o referencji 16568 zagarnie dla siebie czerwony dywan, żeby pozować na zegarek całkowicie niesportowy. Mimo że jej spodziewana cena mieści się w skromniejszym przedziale 160-280 tys. CHF (0,6-1 mln zł), tarcza wysadzana jest niepoliczalnymi bez okularów brylantami, a niektórym godzinom przypisane są nawet zielone oczka szmaragdów. Według noty w katalogu, diamentów jest 68, a złoto jest 18-karatowe — jak dodają eksperci Christie’s, wszystko po to, aby udowodnić, że zegarek sportowy wcale nie musi być stalowy.

Oparty na mechanizmie Zenitha El Primero, strojny roleks jest jedną z najrzadszych biżuteryjnych wersji daytony, która, oprócz trawiastych szmaragdów, występuje w popularniejszej odsłonie z rubinami — w języku inwestora, ze świecidełkami w kolorze czerwonym. Mając przy tym na uwadze sezon komunijny, warto nadmienić, że odświętny model byłby pewnie znakomitą lokatą na start, ale nie ze względu na kamienie czy szlachetność metalu, tylko dzięki marnej podaży podobnych zegarków na aukcjach. Za każdym razem, kiedy o inwestycyjny kontekst ociera się jakaś zdobycz sroki, wypada dodać, że lokata w przykładowe diamenty ma sens w przypadku brylantów o wyższej masie — gdyby potencjał inwestycji w roleksa miał bazować na cenach jego oczek i złota, pewniej byłoby postawić na diamentowy łańcuch albo niepsujący się złoty ząb. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika A. Kosmala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Najpierw rolex, później botox