Najważniejsza jest przyjemność

Jakość naszego życia zależy od doznawania przez nas przyjemności i unikania niepotrzebnego cierpienia — mówi dr Katarzyna de Lazari-Radek, etyk w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Łódzkiego

ŁUKASZ OSTRUSZKA: Można panią nazwać badaczką przyjemności? 

Zobacz więcej

Katarzyna de Lazari-Radek

Piotr Makuch

DR KATARZYNA DE LAZARI-RADEK*: Brzmi trochę przewrotnie, ale niech będzie - jestem badaczką pojęcia przyjemności i szczęścia w etyce. Zajmuję się naukową stroną  zjawiska przyjemności, co przez niektórych traktowane jest z przymrużeniem oka.  

To znaczy? 

Gdy mówię, że naukowo badam przyjemność, zazwyczaj ludzie się uśmiechają. Najpewniej pierwsze, co przychodzi im do głowy, to: „kobiety, wino i śpiew”. W związku z tym moja praca bywa czasem trywializowana. Niesłusznie. Przecież to, czym się zajmuję jako filozof, jest jednym z najważniejszych zagadnień podejmowanych przez współczesnych psychologów i ekonomistów. Jakość naszego życia zależy od doznawania przez nas przyjemności i unikania niepotrzebnego cierpienia.  

Co jest najbardziej interesujące w temacie przyjemności? 

Sama nie prowadzę badań empirycznych. Szukam odpowiedzi na pytania najbardziej podstawowe i ogólne: jak można zdefiniować przyjemność, skąd wiemy, że dane doświadczenie jest przyjemnością, a nie czym innym, czy istnieją przyjemności lepsze i gorsze? Chętnie czerpię jednak wiedzę z badań psychologicznych, neurobiologicznych czy ekonomicznych. Aby zrozumieć doświadczenie przyjemności, trzeba wiedzieć, jakie procesy biochemiczne za nie odpowiadają, które części mózgu i w jaki sposób reagują na bodźce, a w końcu, które z tych bodźców przysparzają najwięcej zadowolenia. To  typowe zagadnienie interdyscyplinarne. Dla mnie jako etyka najważniejsza jest odpowiedź na pytanie o to, jak ważna w naszym życiu powinna być przyjemność. Jestem hedonistką - twierdzę, że powinna być najważniejsza.  

Co powiedzieliby starożytni Grecy na temat współczesnego hedonizmu? 

Wszystko zależy od tego, kogo byśmy zapytali. Platonowi i Arystotelesowi daleko było do hedonizmu. Według nich, przyjemność może być wartością tylko pod pewnymi względami, warunkowo, w zależności od tego, czy jest narzędziem: przyczynia się do osiągnięcia dobra czy odpowiedniego charakteru. Natomiast Epikur najpewniej byłby zadowolony z postępów poczynionych przez współczesnych hedonistów. Największa różnica między hedonistami starożytnymi a współczesnymi polega na tym, że ci pierwsi nawoływali przede wszystkim do minimalizowania cierpienia, natomiast ci drudzy największy nacisk kładą na maksymalizowanie przyjemności i szczęścia. W ten sposób rozważania hedonistów są kompatybilne z badaniami psychologii pozytywnej, która nie zajmuje się niwelowaniem ludzkich problemów, natomiast podpowiada, co zrobić, by uczynić życie szczęśliwszym. W ten sposób przechodzimy od suchych zagadnień teoretycznych do praktyki życia codziennego, np. do ekonomii i pytania o to, jak sprzedać przyjemność i szczęście człowiekowi.  

Sprzedać człowiekowi, który pędzi za szczęściem?  

Po cóż innego kupujemy nową wystrzałową torebkę, większy telewizor czy kolejną część gry? Myślimy, że będzie nam z nimi lepiej. Że ich posiadanie uczyni nasze życie lepszym. Zachęcam do zastanowienia się. Można starać się zbadać to empirycznie. Jak długo cieszę się z nowej torebki czy zegarka? Kiedy znudzi mi się kupiona właśnie gra? Kiedy pojawia się we mnie nowe pragnienie, które, gdy nie jest zaspokojone, staje się bolesne? To właśnie psychologowie całkiem niedawno doszli do wniosku, że mylimy zaspokojenie pragnienia z przyjemnością i szczęściem. Był czas, w drugiej połowie ubiegłego wieku, gdy ekonomistom i filozofom wydawało się, że sednem lepszego życia jest zaspokajanie naszych preferencji. Dobre dla mnie, jednym słowem, jest to, co wybieram, czego chcę. Zarówno zdrowy rozsądek, jak też szczegółowe badania psychologiczne dosyć często jednak dowodzą, że niejednokrotnie pragniemy tego, co jest dla nas niekorzystne. Pragniemy rzeczy, które są nieopłacalne albo nie mają wpływu na długoterminową satysfakcję z życia. Daniel Kahneman, zdobywca Nagrody Nobla w 2002 r., poświęcił karierę tworzeniu teorii podejmowania decyzji. W wyniku swoich badań doszedł do wniosku, że mierzony przez ekonomistów dobrostan powinien składać się nie ze spełniania naszych zachcianek, ale raczej poszczególnych przyjemnych chwil w życiu. Postanowił odwrócić priorytety - najpierw zobaczmy, kiedy jesteśmy szczęśliwi, zadowoleni, a potem sprawdźmy, czy nasze pragnienia pokrywają się z doznawaną przez nas przyjemnością. Zainicjował eksperyment, w którym badacze poprosili ochotników, aby najpierw określili swoje przewidywania, co przyniesie im największe szczęście w toku wykonywanych codziennych czynności. Następnie uczestnicy badania mieli odpowiadać na pytania o nastrój w chwili podejmowania tych czynności. Ochotnicy otrzymywali wiadomości na telefon z pytaniem o to, co robią w danej chwili, z kim są i jak się czują — czy odczuwają przyjemność, czy nie. Po kilku miesiącach powstał całkiem pokaźny raport na temat tego, kiedy kto był zadowolony. Następnie porównano dane ochotników z ich wcześniejszymi przewidywaniami.  

Co się okazało? 

Że zbyt często nie potrafimy przewidzieć, co przyniesie nam zadowolenie, mylimy się w naszych wyborach i źle lokujemy czas, energię i pieniądze. Myślimy, że jak pójdziemy na zakupy, to życie stanie się piękniejsze. W szerszej perspektywie — myślimy, że jak zdobędziemy lepsze stanowisko w pracy, to pozbędziemy się zmęczenia, stresu, odetchniemy pełną piersią. Jednym słowem, będziemy szczęśliwsi. To najczęściej mrzonki. Jedno z najbardziej znanych badań Kahnemana dotyczy życia w słonecznej Kalifornii. Ludzie zazwyczaj myślą, że gdyby tam mieszkali, to ich życie byłoby o niebo lepsze. Tymczasem ci, którzy już tam są, wcale nie są szczęśliwsi od innych, a na wspaniałe warunki pogodowe w ogóle nie zwracają uwagi. Zajęci są przeżywaniem życia, tak jak każdy z nas. Pragnienie czegoś bywa bardzo silne, ale jego spełnienie może nie odmienić naszego życia na lepsze.  

Czy hedonizm musi być związany z konsumpcjonizmem 

Podobno lepiej płakać w bentleyu niż w małym fiacie… Ale prawdę mówiąc, nie wydaje mi się — jednemu i drugiemu jest źle i bentley tu za wiele nie pomoże. Angus Deaton, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, przeprowadził badania, które dowodzą, że pieniądze dają przyjemność tylko do pewnej kwoty. Pieniądze potrzebne są, aby zapewnić sobie i naszej rodzinie podstawowe potrzeby: dach nad głową, jedzenie, edukację, zdrowie, trochę dobrej zabawy. Nadwyżka nie ma wielkiego wpływu na to, jak się czujemy i ile szczęścia odczuwamy w naszym codziennym życiu.  

Czyli kupowanie nie uszczęśliwia?  

Myślę, że doświadczenie większości z nas podpowiada, że kupowanie rzeczy przynosi przyjemność, sprawia frajdę, ale krótkotrwałą. Ci, którzy oczekują, że staną się szczęśliwsi posiadając nowe, wspaniałe rzeczy, raczej doznają rozczarowania i frustracji. Żyjemy w świecie pełnym pokus. Obecny wszechogarniający konsumpcjonizm napędzany jest przez naszą nieracjonalną naturę, ciągły niedosyt i pragnienie nowego. Pragniemy czegoś, kupujemy, sprawia nam to przyjemność, ale ponieważ jesteśmy istotami, które łatwo się przyzwyczajają do sytuacji, adaptujemy się do tego, że coś posiadamy, i przyjemność znika. Znowu chcemy się dobrze poczuć, pragniemy czegoś, chcemy odczuć chwilową przyjemność. To w zasadzie rodzaj uzależnienia.  

Zgaduję, że przyjemność długotrwała związana jest z relacjami.  

Jesteśmy zwierzętami stadnymi. Naszą podstawową potrzebą jest bycie z innymi, podobnymi do nas istotami, które staną się naszymi kompanami - zrozumieją nas, pośmieją się z nami, będą chciały robić to, co my, również przytulą. Słowem - pozwolą się lubić i będą lubić nas. Ta potrzeba łączy się z kolejną - chcemy być przydatni, czuć, że nasze życie ma sens również dla innych. Stąd też pragnienie, by ktoś nas docenił, w jakiś sposób podziwiał. Nie chodzi o próżność, raczej o to, że inny nadaje sens naszemu istnieniu. Tym innym może być człowiek, ale również inne zwierzę - pies czy kot, może zwłaszcza kot. Życie chcemy przeżyć dobrze, nie po prostu. Jestem przekonana, że większość z nas ma głęboką potrzebę zostawienia czegoś wartościowego po sobie. Nie jesteśmy roślinami — wegetacja nas nie interesuje, raczej frustruje.   

Chyba ciężko osiągnąć w życiu taki stan. Bo wymaga większego zaangażowania, systematycznej pracy i wytrwałości. Przyjemności o charakterze „fastfoodowym” są łatwiejsze do zdobycia.  

Bo jesteśmy istotami leniwymi, które chwytają się tego, co jest prostsze i szybsze. Zachęcam zawsze, żeby obserwować swoje reakcje i poszukiwać tego, co zaspokaja nasze potrzeby przyjemności w sposób trwalszy. Zazwyczaj to, co bardziej wartościowe, wymaga więcej wysiłku i czasu. Pielęgnowanie dobrej relacji z drugim człowiekiem jest tutaj najlepszym przykładem. Niezależnie od tego, czy mówimy o współmałżonkach, dzieciach czy przyjaciołach.  

Gdybyśmy starożytnego Greka postawili wśród nas i poprosili o rady dotyczące poszukiwania przyjemności…  

Myślę, że radziłby pamiętać o tym, że nie jesteśmy sami na tym pięknym świecie. Żyjemy wśród innych ludzi, zwierząt i powinniśmy ich szczęście brać pod uwagę. Pojęcia autonomii i indywidualizmu, z których, szczególnie w Europie, jesteśmy bardzo dumni, mocno odróżniają nas od starożytnych Greków. Dla Greka indywidualizm czy nasz egoizm byłby niezrozumiały, ponieważ dobro jednostki zawsze było częścią dobra wspólnego i ogólnego. Myślenie wspólnotowe kreowało jednocześnie myślenie jednostkowe.  

Czyli hedonista nie może być egoistą? 

Racjonalny hedonista musi przede wszystkim zrozumieć, że egoizm mu się nie opłaca. Jest, na szczęście, niewielu ludzi, którym zupełnie nie zależy na innych. Większość z nas zdaje sobie sprawę, że tak jak my sami, tak również inni nie chcą zadawać się z egoistami. Nie chcę pracować albo być z kimś, kto myśli tylko o sobie i może mnie oszukać, gdy będzie to dla niego korzystne. Pragnę relacji opartych przede wszystkim na zaufaniu. Oczekując uczciwości, odpowiedzialności od innych, sama muszę być taka, aby inni chcieli budować ze mną relacje. To podstawowa zasada wzajemności. Jeśli brzmi jak gładkie frazesy, niech każdy nieszczęśnik w tej chwili odpowie sobie na pytanie, co mu przeszkadza, co drażni, co czyni jego życie gorszym. Jeśli nie jest głodny ani chory, zakładam, że odpowie: nieuczciwy,  nieodpowiedzialny, nieżyczliwy człowiek. Tu nie trzeba filozofa — wiemy, że jesteśmy największym źródłem przyjemności i cierpienia dla siebie nawzajem.  

Czy wachlarz możliwości, które ma współczesny człowiek, może przeszkadzać w odczuwaniu przyjemności i osiągnięciu szczęścia? 

Na pewno może przeszkadzać, bo rynkowi zależy przecież na tym, żeby pokazać ludziom rzeczy, o których nie wiedzieli, że istnieją. Ponadto dajemy sobą manipulować. Ci, którzy chcą na nas zarobić i nam coś sprzedać, dokładnie wiedzą, co robić, żeby nam się czegoś zachciało. Często działają według zasady: „Nawet jeszcze nie wiesz, bez czego nie możesz żyć!”. Skoro żyję, to pewnie mogę.  

Nie tyle odpowiadają na pragnienia, ile jest tworzą. 

To jest dla nas nie tylko ciężkie do zniesienia, ale wręcz zabiera nam szczęście. Warto nauczyć się oceniać i rozumieć swoje pragnienia, pewnych się wyzbyć, aby doświadczać prawdziwej przyjemności w życiu.    

Rozmawiał Łukasz Ostruszka

*Dr Katarzyna de Lazari-Radek - od lat zajmuje się zagadnieniem dobrostanu, szczęścia i przyjemności. W 2017 r. otrzymała grant z Uniwersytetu Yale w USA na badania nad szczęściem w obszarze filozofii utylitarystycznej. Wraz z Peterem Singerem napisała dwie książki: “The Point of View of the Universe” oraz “Utilitarianism: A Very Short Introduction”, wydane przez Oxford University Press. Najwięcej przyjemności zaznaje spędzając czas z rodziną i przyjaciółmi, ale lubi również słuchać jazzu, zajadać się szarlotką na kruchym spodzie i sadzić pomidory.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał Łukasz Ostruszka

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu