W piątek czekał aż do popołudnia, by oznajmić zaskoczonym Polakom, że odwołuje wyjątkowe narodowe święto, zamykając cmentarze. Społeczeństwo akceptowało rozłożenie szczytu ruchu z Wszystkich Świętych, gdy dostało kijem nie tylko w niedzielę, lecz już w sobotę 31 października. Tłumy ruszyły biegiem na groby w piątkowy wieczór, co spowodowało skokowy wzrost zagrożenia rozpowszechnianiem się koronawirusa. Przy okazji rząd sparaliżował branżę kwiatową. Do jej ratowania przystąpiły samorządy, a w sobotę zreflektował się sam sprawca, polecając podmiotom państwowym wykupienie zmarnowanych kwiatów.

Najnowsze rozporządzenie nie zawiera wyroków na kolejne sektory gospodarki. Z mocą wsteczną zawieszono jedynie turnusy lecznicze wojska i innych służb. Premier ustnie polecił także przestawienie administracji na pracę zdalną, ale takie zarządzenia już dawno wydali kierownicy wielu urzędów i instytucji. W rozporządzeniu nie ma natomiast oparcia nakazu noszenia maseczek wreszcie na podstawie ustawowej. Takie brakujące upoważnienie znalazło się w specustawie z 28 października, która była bardzo pilna, ale utknęła między Sejmem a podpisem prezydenta. Dlatego usta/nos nadal zakrywamy tylko z wewnętrznego poczucia odpowiedzialności, wszelkie nakładane od marca mandaty były/są bezprawne, co potwierdza jednolite oczecznictwo sądów.
Premier ucieka od odpowiedzi na pytanie o ogromnym znaczeniu dla załagodzenia głębokiego konfliktu społecznego. Chodzi o to, czy po wniesieniu w piątek przez prezydenta projektu zastępującego — ze znacznym zawężeniem prawa do aborcji — przepis unieważniony przez Trybunał Konstytucyjny premier wstrzyma publikowanie zapalnego orzeczenia. To decyzja bezwzględnie konieczna, bez niej kapitał społeczny w Polsce nadal będzie gwałtownie topniał.