Nie jestem aferzystą

Jacek Ziarno, Tomasz Brzeziński
14-06-2006, 00:00

Prezes PZU odrzuca wszelkie zarzuty. Ale jeśli straci zaufanie ministra, nie zamierza pozostać na stanowisku.

„Puls Biznesu: Jak na prezesa PZU, ma pan sporo za uszami.

Jaromir Netzel: Nieprawda! Nigdy nie byłem zatrzymany, podejrzany ani oskarżony w jakiejkolwiek sprawie karnej. Nie toczyło się też przeciw mnie żadne postępowanie dyscyplinarne w Radzie Adwokackiej — sam wystąpiłem o zawieszenie mego członkostwa, gdy przyjąłem stanowisko dyrektora zarządzającego pionem rynków w PKO BP.

Najwięcej zarzutów wobec pana dotyczy działalności w Drob-Kartelu. Kto poprosił, by się pan zajął tą sprawą? Czy Jerzy B., którego oskarża się o działanie w grupie osób, piorących pieniądze w wielu spółkach — by wyprowadzić nielegalnie na konta na wyspie Jersey 17,5 mln dolarów?

Nie. Zgłosił się do mnie kuzyn żony — jeden z akcjonariuszy tej firmy. Drob-Kartel miał wtedy duże kłopoty. Nie spłacał kredytu zaciągniętego 3 lata wcześniej w Powszechnym Banku Gospodarczym w Łodzi (wszedł — w ramach procesu konsolidacji — w skład Pekao SA). Firma nie miała też, poza halą i linią produkcyjną, majątku i środków obrotowych pozwalających na dalszą działalność. Zaproponowałem rozwiązania układowe. PBG zaakceptował porozumienie restrukturyzacyjne.

Jakie związki łączyły pana z Drob-Kartelem.

Byłem pełnomocnikiem procesowym zarządu spółki. Nie byłem —co próbuje mi się przypisać — ani prokurentem, ani akcjonariuszem Drob-Kartelu.

Osoby, składające zeznania w sprawie przeciw spółce, oświadczyły, że to pan rządził Drob-Kartelem.

Moje zadanie polegało na doprowadzeniu do układu. Zastałem skomplikowaną sytuację, bo część akcjonariuszy była dostawcami Drob-Kartelu, w tym także wierzycielami spółki. Występował konflikt interesów. Stąd też emocje.

Obwinia się jednak pana, że — będąc członkiem rady nadzorczej Drob-Kartelu — pomógł pan wyprowadzić ze spółki pieniądze przy okazji sprzedaży nieruchomości firmie Managment Finance Company, należącej do Jerzego B.

Bzdura! Pieniądze — ponad 3 mln zł — trafiły do spółki. Spłacono nimi m.in. zaległości wobec ZUS, a także kredyt w rachunku bieżącym. Zainteresowanych było sporo — niektórych podsyłał PBG. Nieruchomość kupiła spółka MFC, a cena o kilka procent przekraczała rynkową — ustaloną przez biegłego (była znacznie wyższa od wartości księgowej). Potem zawarto umowę z MFC — o 10-letniej dzierżawie (obecnie stosowany jest leasing zwrotny), by Drob-Kartel mógł korzystać z tej nieruchomości, jednocześnie dysponując pieniędzmi niezbędnymi do działalności.

Prokuratura jest innego zdania.

To chybiony zarzut. Zdaniem prokuratury, doszło do wyprowadzenia pieniędzy, bo sprzedaż nieruchomości nastąpiła, mimo że zawarcie układu — z przyczyn proceduralnych — nie było prawomocne. Według śledczych sąd nie otrzymał tzw. zwrotek od czterech wierzycieli, którzy winni potwierdzić, że akceptują warunki układu. Tymczasem — sprawdziłem wtedy w sądzie — były tam potwierdzenia od wszystkich wierzycieli. Inaczej nie doprowadziłbym do transakcji! Zwrotki zaginęły w dziwnych okolicznościach, ale później. Rozmawiałem z osobami, których to dotyczy: pokazały mi dowody. Podkreślam: nie było wyprowadzenia pieniędzy ze spółki — i są na to dowody.

A zarzut, że mnożył pan wierzycieli, by zapewnić przegłosowanie układu.

Wierzyciele, o których mowa, udzielili spółce łącznie około 100 tys. zł pożyczki. Pieniądze posłużyły do zakupu taboru samochodowego, bo Drob-Kartel musiał jakoś dostarczać towar do odbiorców. I na to są dowody. Pożyczki miały zostać potem zamienione na akcje. Największym wierzycielem był PBG — i to od niego de facto zależało, czy układ dojdzie do skutku. Bank się zgodził, zamierzał też —pod warunkiem spłaty około 0,5 mln zł — uczestniczyć w restrukturyzacji spółki. Pieniądze trafiły do PBG w dwóch ratach. Wyglądało, że spółka wyjdzie na prostą.

Ale upadła.

Nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Rosja wstrzymała wówczas import wyrobów mięsnych, w tym z drobiu. Sytuacja producentów znacznie się pogorszyła, duża część spó- łek upadła, ci zaś, którzy pozostali na rynku, żądali zapłaty za towar w gotówce, co utrudniało transakcje. Jeden akcjonariusz założył konkurencyjną firmę i podkupił około 40 pracowników z najważniejszego wydziału produkcyjnego Drob-Kartelu. Próbowaliśmy spółkę ratować: antidotum miały być dostawy towaru do jednej z dużych sieci handlowych. Partner miał przejąć nasze wierzytelności. Do transakcji nie doszło, bo w PBG... zaginęła część dokumentów, będących zabezpieczeniem kredytu.

Od kogo dostał pan wynagrodzenie za usługi dla Drob-Kartelu?

Około 60 tys. zł wypłacił mi Drob-Kartel.

A nie zrobiła tego również spółka MFC należąca do Jerzego B.? Otrzymał pan od niej w listopadzie 1999 r. czek na 200 tys. zł. Reprodukowała go „Rzeczpospolita”.

Myślę, że osoba Jerzego B. jest demonizowana ponad miarę. Czek nie ma związku z tym, co robiłem w Drob-Kartelu. Nie jest też wynagrodzeniem. 200 tys. od MFC — depozyt — miało posłużyć sfinansowaniu transakcji kapitałowej. Nie doszło do niej — i pieniądze wróciły do właściciela. Myślę, że ta okoliczność była badana.

Jerzy B. był kojarzony z firmą Baltic Service, również łączoną z wyprowadzeniem pieniędzy z Drob-Kartelu. Zdaniem prokuratury, wydzierżawiła ona spółce samochody za zbyt dużą opłatę.

Drob-Kartel potrzebował środków transportu. Warunki zaproponowane spółce nie odbiegały od proponowanych innym podmiotom — z tym, że Balic Sernice chciał je wydzierżawić na rynkowych zasadach, a inne firmy leasingowe nie były tym zainteresowane — ze względu na kondycję spółki.

Czy Drob-Kartel był klientem PKO BP w czasie, gdy pozostawał pan doradcą w oddziale regionalnym banku w Gdyni?

Tak. Drob-Kartel miał rachunek firmowy w oddziale PKO BP, umożliwiający zaciąganie kredytów w ramach przyznanego limitu. Ja jednak jako doradca nie miałem wpływu na politykę kredytową banku w stosunku do Drob-Kartelu. Nigdy nie byłem członkiem jakiegokolwiek komitetu kredytowego PKO BP.

A gdy został pan dyrektorem zarządzającym pionem rynków w centrali PKO BP? Zdaniem byłego wiceprezesa PKO BP Waldemara Stawskiego doszło do konfliktu interesów.

Nie było konfliktu interesów! Gdy zostałem dyrektorem, Drob-Kartel był już w postępowaniu upadłościowym. Ponadto, z tego co wiem, spółka uregulowała należności w pomorskim oddziale. Powody mego zwolnienia są zupełnie inne. Pan Stawski zbyt często mija się z prawdą. Jeśli jest, jak mówi — niech pokaże dowody! Mam wyrok sądu pracy, potwierdzający moje racje i przyznający mi odszkodowanie. Kulisy wypowiedzenia stosunku pracy zna pani prezes Henryka Pieronkiewicz. Proszę się ją o to zapytać. Może po latach przerwie milczenie.

Dobrze się pan broni. Dlaczego jest pan tak atakowany? Kto za tym stoi?

Nie wiem... Być może konkurenci.

Czyżby? Minister skarbu Wojciech Jasiński dość długo szukał kandydata na prezesa PZU. Czy spotkał pan tłok pod drzwiami ministra?

Tłoku nie było. Ale wiem, że byli też inni kandydaci.

Co zdecydowało, że dostał pan nominację? Czy to, że jest pan „spoza układu”?

Niewykluczone.

Ale zarzut, że nie jest pan znany w środowisku finansowym, formułują politycy, w tym PiS.

PZU jest spółką, która ogniskuje zainteresowanie polityków. To, że nie jestem bliżej znany posłom PiS, świadczy, że moja nominacja nie była polityczna.

Czy nie obawia się pan jednak, że nie zyska akceptacji KNUiFE? By zostać prezesem PZU, trzeba doświadczenia niezbędnego do zarządzania zakładem ubezpieczeń?

Zdobyłem odpowiednie, zarządzając pionem rynku w PKO BP. Podlegały mi najważniejsze departamenty banku: skarbu, BDM oraz departament inwestycji kapitałowych. Doświadczenie można zdobyć, wykonując też inne zawody, w tym adwokata. Na marginesie dodam, że problematyka finansów i ubezpieczeń pozostawała przedmiotem mego szczególnego zainteresowania w czasie studiów, a praca magisterska poświęcona była problematyce ubezpieczeń majątkowych.

Czy jeśli zarzuty się potwierdzą, złoży pan dymisję?

Nie potwierdzą się. Ale jeśli minister straci do mnie zaufanie — tak. Nie zamierzam przyspawać się do stołka.

Rozmawiali: Jacek Ziarno, Tomasz Brzeziński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Ziarno, Tomasz Brzeziński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Nie jestem aferzystą