Niemiecka stymulacja na razie nie działa

opublikowano: 19-08-2019, 22:00

Rynki akcji rosły, a złoto taniało. Jednak raczej nie przez poniedziałkową informację z Niemiec

W poniedziałek niemiecki wicekanclerz i zarazem minister finansów Olaf Scholz stwierdził, że Niemcy mogą przeznaczyć 50 mld EUR na dodatkowe wydatki. Dodał, że Niemcy są gotowe „z pełną siłą” przeciwdziałać wszelkiemu kryzysowi gospodarczemu. Spekulacje o niemieckim programie stymulacyjnym pojawiają się już od pewnego czasu, ale pierwszy raz Olaf Scholz zasugerował kwotę, która mogłaby wchodzić w grę. Oszacował ją na podstawie kosztów poprzedniego kryzysu.

Giełdy europejskie, w tym warszawska, zakończyły dzień na wyraźnych plusach, ale jeszcze przed informacją z Niemiec radziły sobie całkiem nieźle. Także złoto taniało od początku dnia. Deklaracja wicekanclerza zwiększyła skalę tych ruchów, ale niezbyt mocno. Niewielka była też skala zmiany na głównej parze walutowej. Również ruchy na rynku obligacji trudno uznać za znaczące.

— To, na co wszyscy czekają, to deklaracje bez istotnych warunków. Nie chodzi o to, by stymulację uruchomić, gdy Niemcy będą w głębokiej recesji, ale aby jej zapobiec. Tymczasem sygnały wysyłane przez niemiecki rząd są albo bardzo delikatne, albo obarczone wieloma warunkami. Poniedziałkowe zapowiedzi warunkowane są spowolnieniem na rynku pracy lub głęboką recesją — komentuje Mikołaj Raczyński, szef departamentu zarządzania funduszami Noble Funds TFI.

Marcin Kiepas, analityk Tickmill, uważa wręcz, że poprawa sentymentu na rynkach akcji jest konsekwencją wydarzeń z końca ubiegłego tygodnia za oceanem.

— Wzrost niemieckiego indeksu DAX wiązałbym z piątkową poprawą nastrojów na Wall Street, wypowiedziami Donalda Trumpa o tym, że rozmowy z Chińczykami idą w dobrym kierunku, informacjami z Chin o planach obniżenia kosztów kredytów korporacyjnych i grą pod ujawnienie zapisów z posiedzeń banków centralnych Stanów Zjednoczonych i Europy oraz sympozjum w Jackson Hole — wylicza Marcin Kiepas.

c3b39424-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Opowieści z arkusza zleceń
Newsletter autorski Kamila Kosińskiego
ZAPISZ MNIE
Opowieści z arkusza zleceń
autor: Kamil Kosiński
Wysyłany raz w miesiącu
Kamil Kosiński
Newsletter z autorskim podsumowaniem najciekawszych informacji z warszawskiej giełdy.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

To ostatnie zaczyna się w czwartek. Tego samego dnia opublikowany zostanie protokół z posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego. Dzień wcześniej pojawi się natomiast protokół amerykańskiego Fedu. Można odnieść wrażenie, że najbardziej na informacje z Niemiec zareagował złoty, osłabiając się do franka szwajcarskiego, a jeszcze bardziej do euro. Według Marcina Kiepasa potwierdza to, że poniedziałkowe ruchy na rynkach nie były istotnie stymulowane przez informację z Niemiec.

— W osłabieniu złotego nie ma logiki. Wszelkie działania zmierzające do poprawy w niemieckiej gospodarce są czynnikiem zmniejszającym prawdopodobieństwo znaczącego spowolnienia w Polsce. Należałoby więc oczekiwać odwrotnej reakcji. Złoty powinien się umacniać — tłumaczy Marcin Kiepas.

Teoretycznie kwota 50 mld EUR prowadziłaby do odejścia Niemiec od zasady zrównoważonego budżetu, ale zdaniem naszego rozmówcy nawet to nie jest pewne.

— Gdy kilka lat temu Europejski Bank Centralny wprowadzał program luzowania ilościowego QE, grupa niemieckich ekonomistów próbowała zablokować go na drodze sądowej. Otrzymaliśmy więc jakiś sygnał z Niemiec, ale nie jest to równoznaczne z napłynięciem podobnego sygnału ze Stanów Zjednoczonych, Chin czy Japonii. Wtedy byłaby euforia, a zachowanie pary EUR/USD wskazuje, że reakcja jest znikoma — zaznacza Marcin Kiepas.

— W przypadku Niemiec wprowadzenie programu stymulacyjnego nie jest łatwe. Myślę, że podana kwota będzie rozłożona w czasie. Samo luzowanie fiskalne już się dzieje i pytanie, ile z tych 50 mld EUR jest uwzględnione w tegorocznym i przyszłorocznym budżecie — mówi Mikołaj Stępniewski z Investors TFI.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu