Nikt nie rozumie kanclerz Merkel

STEEN JAKOBSEN
opublikowano: 25-06-2012, 00:00

CO MYŚLI RYNEK

Rynki wyraźnie nie wierzą, że Merkel ostatecznie wytrzyma presję — i w rezultacie udzieli gwarancji na dług innych. Ja z kolei nie liczę na taki scenariusz. Nawet przypomniałem sobie trochę niemieckiego i zabrałem się za lekturę dwóch największych niemieckich tygodników — „Der Spiegel” i „Focus”. W większości przypadków anglosaksońskie banki inwestycyjne i media korzystają z kiepsko przetłumaczonych wersji niemieckich gazet, przez co nie wiedzą, co tak naprawdę mówi Merkel. Moja perspektywa wygląda następująco…

W momencie przyjęcia euro, kraje pośrednio i bezpośrednio przyjmują również pakt stabilności i wzrostu, zatem jakiekolwiek działania zbliżające Niemcy i Europę do paktu znajdą w Niemczech poparcie. Niemcy zdają sobie sprawę z tego, że potrzeba czasu — więcej czasu niż oczekują rynki. Jednocześnie decydenci niemieccy wiedzą, że zanim cała Europa zacznie poruszać się w jednym kierunku, czeka nas kolejna odsłona kryzysu. Jeżeli Niemcy zgodzą się na propozycje, największym przegranym będą… Niemcy. Rentowność tamtejszych obligacji wzrośnie, w efekcie czego cała Europa będzie więcej płacić za finansowanie. Dlaczego Niemcy mają płacić więcej za emitowanie długu, a kraje wysoko zadłużone mniej?

W obecnej sytuacji to Niemcy mają przewagę w przypadku niespełnienia przez Grecję wymagań — tylko trwający kryzys może zmusić Club Med (Włochy, Francja, Hiszpania) do przyjęcia bardziej proeuropejskiego nastawienia. Kraje te chcą jednak więcej niemieckich pieniędzy, a nie więcej Europy. Aby uzyskać niezbędne dwie trzecie większości w głosowaniu nad przyjęciem paktu fiskalnego, Merkel musi znaleźć wspólny język z socjaldemokratyczną opozycją. Istotne jest to, co będzie w stanie zaoferować partii SPD w zamian za poparcie. Decyzje Merkel w tej kwestii jasno pokażą, co sądzi o Club Med. oraz ich propozycji łatwego ratowania Europy euroobligacjami i unią bankową. Zarówno Merkel, jak i całe Niemcy są proeuropejscy. Chcą, aby projekt pt. UE udał się i nie zamierzają nigdy opuszczać strefy euro. Zdają sobie jednak sprawę z tego, że gwarantowanie długu bez paktu stabilności i rozwoju skończy się bólem — gdyż jest to nic innego, jak tylko kolejna odsłona gry na czas. Problemu wypłacalności nie da się rozwiązać poprzez zwiększanie płynności i unikanie realnych reform. Jest to prosta droga do japonizacji.

Z punktu widzenia tak cynicznego tradera jak ja, im szybciej Merkel i Niemcy dadzą się przekonać, tym szybciej kryzys rozpęta się na dobre, a Europa upadnie. Komentarze i brak planów nie mogą dominować agendy szczytów unijnych — najbliższy, zaplanowany na 28-29 czerwca, będzie 19 spotkaniem bez żadnych wyników.

Przed spotkaniem decydentów unijnych żadnych pozycji nie zamierzamy utrzymywać — natomiast po nim oraz po posiedzeniu FOMC gramy na spadki na rynkach akcji. W dalszym ciągu oczekuję lata niezadowolenia, gdyż pomijając brak zrozumienia dla Niemiec i FOMC rynki w końcu zdadzą sobie sprawę z tego, że banki centralne i politycy nie mogą grać na czas w nieskończoność. Teraz jest czas na przemyślenia, nie zaś działania. Jak widać, pięcioletni eksperyment polegający na powtarzaniu w kółko tych samych działań i oczekiwaniu innych wyników, w ogóle się nie powiódł. Być może jestem trochę naiwny… ale uważam, że jeżeli się mylę, wszyscy na tym stracimy — gra na czas to nic innego jak tylko prosta droga do biedy.

STEEN JAKOBSEN

główny ekonomista Saxo Bank

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: STEEN JAKOBSEN

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy