Konsekwencje miłości do pracy i pieniędzy mogą okazać się zgubne
Rajcuje cię rywalizacja i wysokie dochody? Skutkiem mogą być: depresja, lęki, choroby psychosomatyczne, fobie, bezsenność i uzależnienia.
Pewnego dnia Joanna, menedżerka w międzynarodowej korporacji, po wielu godzinach przy biurku chciała wstać od komputera. Ale nie dała rady. Przeszywał ją ból od stóp do głowy, a mięśnie były jakby zwiotczałe. Trafiła do medyków, przeszła wiele badań. Ortopedzi i neurolodzy rozkładali ręce. Wreszcie któryś zasugerował wizytę u psychologa.
Maciej, dyrektor finansowy, miewał napady niekontrolowanej złości. Coraz częściej krzyczał bez powodu na współpracowników, klientów, a nawet na żonę i dzieci.
Napad lęku i paniki Beata, szefowa marketingu, pierwszy raz poczuła podczas zebrania. Serce podeszło jej do gardła, zrobiło się jej gorąco, zaczęły drżeć ręce. Czuła, że jeśli natychmiast nie wyjdzie — zemdleje. Nie wyszła, ale wybiegła. Takie odczucia zaczęły się jednak pojawiać nie tylko podczas spotkań, ale też wtedy, gdy tkwiła w korkach albo robiła zakupy w supermarketach…
Hierarchia wartości
U psychoterapeutki dr Lubomiry Szawdyn zjawia się coraz więcej menedżerów, nie tylko z korporacji.
— Przeszliśmy ogromną zmianę hierarchii wartości. Dla niektórych najważniejsze stały się pieniądze i rywalizacja. Uwiodła ich kariera. Na dalszy plan zeszły rodzina i zdrowie. Zapomnieli o pasjach i talentach. Tylko osoby stabilne wewnętrznie, które mają szacunek dla swoich korzeni, familii, siebie i dla innych, mogą z tego pędu wyjść lekko posiniaczone. Inne zatracają się w karierowym biegu i korporacyjnej ideologii — komentuje psycholożka.
Z badań Polskiego Stowarzyszenia Zarządzania Kadrami i Centrum Medycznego Enel-Med wynika, że 20 proc. menedżerów HR i dyrektorów personalnych nie ma czasu na życie prywatne. Dwóch na trzech zabiera pracę do domu. Raport Naczelnej Rady Lekarskiej wskazuje zaś, że aż 90 proc. chorób somatycznych wiąże się z pracą, a raczej z tym, że staje się ona wartością nadrzędną.
Pacjentami Lubomiry Szawdyn są ludzie z problemami dermatologicznymi, ortopedycznymi, kardiologicznymi. Boli ich serce, kręgosłup, mają niewiadomego pochodzenia alergie.
Dr Michał Skalski, psychiatra, opowiada o menedżerach, którzy zanim do niego trafią, gromadzą teczki z wynikami rozmaitych badań, szukając przyczyn dolegliwości.
— Żaden nie wiąże objawów z pracą. Tymczasem to ich ciała buntują się przeciwko nim — mówi Michał Skalski.
Gromadzenie stresu
Lawinowo rośnie w Polsce liczba chorych na depresje. Borykają się z nią przede wszystkim osoby bez pracy i perspektyw, ale także te, które — wydawałoby się — są u szczytu powodzenia: piastują wysokie stanowiska, dobrze zarabiają.
— Nie wytrzymują odpowiedzialności za pracowników i wyniki firmy, presji czasu, ciągłej rywalizacji i oceny. Przybywa pacjentów, którzy ciągłe napięcie rozluźniają alkoholem lub narkotykami. Kobiety uzależniają się od zakupów — wylicza dr Szawdyn.
Michał Skalski mówi, że połowa pacjentów, którzy trafiają do niego z powodu zaburzeń snu, nie wymaga leków, ale terapeuty i uporządkowania życia.
— Zaburzenia snu są wtórne do zaburzeń depresyjnych i lękowych. Jak śpimy, zależy od tego, jak żyjemy. Wielu ludzi nie potrafi wyrzucić z siebie całodziennego napięcia. Gromadzą w sobie stres, nie umieją go odreagować. W nocy, kiedy większość osób zaczyna morzyć sen, oni — mimo zmęczenia — nie mogą zasnąć — opowiada psychiatra.
Nie jesteśmy z żelaza
Zdaniem dr. Skalskiego, na szybkie wypalenie narażeni są perfekcjoniści — osoby rzadko z siebie zadowolone, a także ci, którzy chcą mieć wszystko pod kontrolą. A tak się nie da.
— Mam pacjentów, którzy twierdzą, że bez nich firma nie może działać, nikt nie może ich zastąpić. Czasy są takie, że wszyscy więcej pracujemy — usprawiedliwiają się sami przed sobą — mówi Lubomira Szawdyn.
Opamiętanie przychodzi zwyle za późno. Wtedy czeka menedżera ciężka praca.
— Po terapii zaczynają się zastanawiać: po co żyję, co mnie cieszy, co mi sprawia przyjemność. Oczywiście, można pracować w korporacji, ale trzeba mieć do tej pracy dystans. Wysypiać się, jeść regularnie, znaleźć czas na spacery, spotykać się z przyjaciółmi — konkluduje Lubomira Szawdyn.
W przypadku naszych bohaterów — pomogło. Joanna chodzi na psychoterapię. Zmieniła życie o 180 stopni. Skończyła kursy aktorskie, gra w jednym z warszawskich teatrów. Dotarło do niej, że najważniejsze jest rozwijanie w sobie tego, co się ma najcenniejszego. Kręgosłup już jej nie boli.
Maciek jest szefem finansów. U siebie. Założył szkołę tańca.
Beata nie ma dzieci. Czas, kiedy mogła je mieć, minął. A jednak zajmuje się maluchami. Prowadzi przedszkole.
Dorota Czerwińska