Nowy paradygmat: nie oszczędzać po kryzysie

  • Ignacy Morawski
opublikowano: 14-01-2021, 20:00

Najważniejszym celem polityki fiskalnej staje się maksymalne zatrudnienie.

Wiele międzynarodowych instytucji finansowych i organizacji zaapelowało w ostatnim czasie, by po obecnym kryzysie gospodarczym nie popełniać błędu nadmiernego zaciskania pasa w finansach publicznych. Ewidentnie zmienia się paradygmat myślenia o polityce fiskalnej – najważniejszym celem staje się maksymalne zatrudnienie, a nie niski deficyt w finansach publicznych.

Jest to poważna zmiana, które niesie wiele praktycznych implikacji. Jedną z nich jest prawdopodobny wzrost redystrybucji fiskalnej i obciążeń osób najzamożniejszych. Zmiana paradygmatu nie ma jednolitego charakteru we wszystkich krajach i w Polsce musimy na nią spojrzeć przez pryzmat naszych lokalnych warunków.

Lista organizacji, które apelowały o niedokonywanie przez rządy krajów rozwiniętych nadmiernej redukcji długu po kryzysie, jest długa. Zacząć można od najważniejsze gazety finansowej świata, czyli „Financial Times”, która w opinii redakcyjnej w tym tygodniu przyznała, że jej nawoływania po zakończeniu kryzysu finansowego z 2008 r. do oszczędności fiskalnych były błędne. Apel o niezaciskanie pasa fiskalnego wystosowały m.in. Christine Lagarde, prezes Europejskiego Banku Centralnego, Laurence Boone, główna ekonomistka OECD, czy Gita Gopinath, główna ekonomistka Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Wszystkie te instytucje jeszcze 10-15 lat temu regularnie apelowały o dbałość o niski deficyt fiskalny.

Skąd ta zmiana? Powód jest bardzo prosty – lekcja z błędów popełnionych w ostatnich 10 latach. Szybka redukcja deficytów fiskalnych w krajach rozwiniętych po wielkim kryzysie finansowym sprawiła, że stopa bezrobocia utrzymywała się przez długi czas na podwyższonym poziomie. Rządy cięły wydatki, zanim aktywność gospodarcza i zatrudnienie powróciły do przedkryzysowych trendów. Powszechnie uznaje się, że jest to jedna z przyczyn narastających buntów społecznych: niechęci do globalizacji czy wzrostu popularności partii o skrajnych poglądach.

Zmiana paradygmatu prowokuje jednak oczywiste pytanie: czy zezwolenie na bardzo znaczący wzrost zadłużenia nie doprowadzi do kryzysów fiskalnych lub innych wstrząsów?

Odpowiedź na to pytanie najczęściej składa się z dwóch części. Po pierwsze, wskazuje się, że bezpieczny poziom długu publicznego jest dużo wyższy, niż kiedyś szacowano. Ekonomiści często twierdzili, że w krajach rozwiniętych dług publiczny nie powinien istotnie przekraczać 90-100 proc. PKB. Dziś coraz częściej słyszy się głosy, że może być nawet dwukrotnie większy (jest to nieco uproszczone streszczenie debaty). Po drugie, wskazuje się, że nie ma dziś wyborów nieobarczonych ryzykiem. Akceptacja skokowego wzrostu długu publicznego niesie ryzyko wstrząsów finansowych, podwyższonej inflacji (jeżeli dojdzie do tzw. represji finansowej – redukcji długu za pomocą głęboko ujemnych realnych stóp procentowych) lub podwyższonych podatków. Akceptacja podwyższonego bezrobocia niesie jednak ryzyko gwałtownych konfliktów politycznych i rozpadu globalnego systemu finansowego i handlowego.

Zmiana paradygmatu polega zatem w dużej mierze na innym podejściu do ryzyka. Rośnie akceptacja dla np. inflacji i represji finansowej czy wyższych podatków, ale spada akceptacja dla ryzyka wysokiego bezrobocia. To jest nie tylko wybór ekonomiczny, ale też polityczny.

Jak to się ma do Polski? Jeżeli kraje rozwinięte będą prowadziły bardzo luźną politykę fiskalną i pieniężną, Polsce może to również ułatwić utrzymywanie podwyższonego deficytu fiskalnego – relatywne ryzyko kupowania polskich obligacji nie zmieni się istotnie. Rząd na pewno nie powinien za wcześnie wycofywać wsparcia gospodarki, a głównym celem powinno być przywrócenie bezrobocia z około 6,5 do około 5 proc. Warto też pamiętać, że jesteśmy w trochę innej sytuacji niż większość krajów rozwiniętych – mamy niższe bezrobocie, politykę wyrównywania różnic dochodowych prowadzimy od lat i raczej nie potrzeba tu zmian paradygmatów, a jednocześnie kapitał wiarygodności dopiero budujemy. Sądzę więc, że wiarygodność i stabilność finansów publicznych może być nieco wyżej na liście priorytetów niż w krajach zachodnich.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane