Ocieplenie na linii ministerstwo – samorządy

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2012-02-17 00:00

Resort finansów luzuje finansowy gorset: podnosi limity deficytu dla gmin, powiatów i województw. Punkty zapalne jednak pozostają

W sporze między samorządami i resortem finansów doszło do kolejnego zwrotu. W środę przedstawiciele Związku Powiatów Polskich (ZPP) opublikowali projekt ustawy przygotowanej przez resort finansów, która nakłada nowe ograniczenia finansowe dla gmin, powiatów i miast. Deficyt samorządów, który odbija się na zadłużeniu publicznym, miał się zmniejszać z każdym rokiem. W 2012 r. limit sięgałby 10 mld zł, w 2013 r. — 9 mld zł, w 2014 r. — 8 mld zł, by następnie nie przekraczać 0,4 proc. PKB.

Większy deficyt

Wygląda na to, że resort finansów ustąpił. Jak poinformował Ryszard Grobelny, prezydent Poznania, podczas czwartkowego posiedzenia zespołu ds. systemu finansów Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego doszło do zbliżenia stanowisk. W 2012 r. deficyt sektora samorządowego wynosiliby tyle, ile samorządy zaplanowały, czyli 10,5 mld zł.

— W kolejnych latach byłby zmniejszany: do 10 mld zł w 2013 r. oraz 9 mld zł w 2014 r. W 2015 r. wynosiłby 0,5 proc. PKB. Pod tym względem jest zgoda. Uzgodniliśmy też mechanizm ograniczania deficytu, gdyby jednak okazało się to konieczne — tłumaczy Ryszard Grobelny.

Co ważne, ustalono, że w 2012 r. zadłużenie ZOZ nie będzie w ogóle brane pod uwagę przy określaniu deficytów samorządów. Z kolei po roku 2012 nie będzie brane pod uwagę w takich przypadkach, gdy samorządy przekształcą ZOZ w spółki.

— Dobrze, że rząd zgodził się podnieść limity. Nowa propozycja na pewno jest lepsza niż poprzednie, ale nadal w wielu kwestiach jest niesprawiedliwa i szkodliwa — mówi Marek Wójcik z ZPP.

Między młotem a kowadłem

W projekcie przepisów pozostaje np. zapis, zgodnie z którym weryfikacja ewentualnego przekroczenia limitu w 2012 r. będzie weryfikowana dopiero pod koniec roku. Jeśli na koniec września limit zostanie przekroczony, samorządy dowiedzą się o tym 15 października i do 15 grudnia będą musiały proporcjonalnie ściąć deficyt.

— Nie rozumiem, jak ministerstwo wyobraża sobie znalezienie oszczędności w dwa miesiące, w dodatku w samej końcówce roku budżetowego. Mamy zrywać zawarte umowy inwestycyjne? Mamy płacić zleceniobiorcom kary i tłumaczyć się w sądach? Brak mi słów — mówi Stanisława Kozłowska, skarbnik Białegostoku. Wówczas samorządowcy znajdą się między młotem a kowadłem. Ministerstwo chce, by niedostosowanie się do przepisów (czyli niezrywanie zawartych wcześniej umów) było traktowane jako tzw. naruszenie dyscypliny w finansach publicznych, czyli było równoznaczne z marnotrawstwem publicznych pieniędzy.

— Zgodnie z tymi przepisami, rząd będzie mógł wprowadzić do samorządu, który nie chce wywiązywać się z umów, swojego komisarza. Może od razu rząd ogłosi, że zawiesza funkcjonowanie samorządu w Polsce i wraca do koncepcji terenowych oddziałów administracji centralnej — ironizuje Michał Zaleski, prezydent Torunia.

— Rząd w uzasadnieniu ustawy twierdzi, że przepisy uelastycznią nam politykę finansową, tymczasem skutek będzie dokładnie przeciwny — będziemy mieli związane ręce. Budżety samorządów są zawsze napięte, a w końcówce roku pola manewru właściwie nie ma. Wydatki bieżące są sztywne, chyba że przestaniemy płacić pensje nauczycielom albo wyłączymy prąd. Wydatki inwestycyjne są natomiast zobligowane umowami z wykonawcami. Nie wiem, gdzie mielibyśmy więc szukać oszczędności. Takie podejście rządu wywiera presję na samorządach, żeby nie inwestowały, czyli się nie rozwijały i nie wykorzystywały unijnych funduszy — komentuje Marcin Urban, skarbnik Wrocławia.