Od początku są równi i równiejsi

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2016-09-01 22:00

Dzisiaj w południe Piotr Duda, przewodniczący NSZZ Solidarność, wnosi do Sejmu projekt ustawy o radykalnym ograniczeniu handlu w niedziele, wsparty przez 350 tys. podpisów. Wobec idei rozszerzenia na niedziele przepisów obowiązujących obecnie tylko w tzw. czerwone święta kalendarzowe (rocznie to 13 dni, część wypada w niedziele) PiS zachowywało dotychczas wygodną wstrzemięźliwość. Projekt obywatelski musi zostać rozpatrzony, ale tak naprawdę zobowiązania rządzącej ekipy dotyczą jedynie… nieodrzucenia go w pierwszym czytaniu. Później w komisji może utknąć na długo.

Handel, zakupy
Handel, zakupy
GK, Puls Biznesu

Wprowadzeniu zakazu ostro przeciwstawiają się organizacje pracodawców. Argumentują, że radykalne ograniczenie niedzielnych zakupów wymusi redukcje etatów i pogorszy sytuację finansową branży. Liczba sprzedawców i kasjerów do nieuchronnego zwolnienia szacowana jest na 100 tys. osób. Notabene 1 września wszedł w życie nowy podatek, zatem rozpoczęcie się 2 września ścieżki legislacyjnej nowej ustawy to zbitka wieści dla handlu fatalnych.

Ze społecznego punktu widzenia wiele argumentów przemawia za ograniczeniem niedzielnych zakupów.

Klienci sobie poradzą, radykalnie wzrosną obroty w piątki i soboty, jak obecnie dzieje się to przed wspomnianymi 13 świętami. W projekcie najbardziej grożąca wypaczeniami jest lista wyłączeń od zakazu. Zasadą w pełni akceptowalną jest dowolne otwieranie sklepów, w których za ladą stoją sami właściciele. A tam, gdzie pracownicy najemni — na stacjach benzynowych, dworcach, lotniskach etc. Ale generalną możliwość handlu mają utrzymać m.in. kwiaciarnie czy ciastkarnie. A zatem projekt obywatelski od początku produkuje równych i równiejszych. Nietrudno sobie wyobrazić rozszerzanie przez uprawnionych niedzielnej oferty i zakaz odbije się czystym „Misiem”: „Panie, tu jest kiosk Ruchu, ja tu mięso mam!”