Odzieżówka liczy na wyjście z marazmu

opublikowano: 29-06-2015, 00:00

Pieniądze z Unii: Firmy chcą zwiększyć zatrudnienie i innowacyjność. Pieniądze potrzebne są także na kształcenie w systemie nauka i praca

Branża odzieżowa chce się unowocześnić. Pomogą w tym unijne pieniądze, które nie tylko poprawią infrastrukturę i innowacyjność sektora, ale też zachęcą młodych ludzi do nauki w odzieżowym i tekstylnym kierunku.

— Niedobór wykwalifikowanej kadry jest jedną z największych bolączek sektora i hamulcem jego rozwoju. Młodzi ludzie nie chcą się kształcić w tym kierunku, m. in. ze względu na niskie zarobki. Nie ma dziś żadnych systemowych zachęt. Tymczasem pracodawcy zgłaszają bardzo duże zapotrzebowanie na nową kadrę — mówi Tadeusz Wawrzyniak, prezes, PIOT Związku Pracodawców Przemysłu Odzieżowego i Tekstylnego.

Roczne inwestycje branż odzieżowej i tekstylnej wynoszą tyle samo, ile projekty inwestycyjne jednej dużej firmy farmaceutycznej.

Kasa na szkolenia

Jacek Męcina, sekretarz stanu w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej, zastrzega, że dodatkowe wsparcie dla odzieżówki w nowej perspektywie albo już jest gotowe, albo jest w trakcie przygotowań. — Na szkolenia pracowników zarezerwowano około 200 mln zł. O pieniądze już można ubiegać się w powiatowych urzędach pracy — informuje Jacek Męcina.

W ramach funduszy unijnych rząd chce też wypromować kształcenie dualne, czyli takie, które już na etapie edukacji wiąże się z pracą na przyszłym stanowisku. Dzięki czemu uczeń zdobywa wiedzę i kwalifikacje, które odpowiadają potrzebom przyszłych pracodawców, a zaraz po zakończeniu edukacji może on od razu podjąć pracę.

— Szkoły będą mogły łączyć się w klastry i ubiegać się o dotacje na programy kształcenia dualnego. Chcemy, aby edukacjanie była oderwana od rynku pracy i potrzeb potencjalnych pracodawców — twierdzi Jacek Męcina. W unowocześnieniu branży pomoże też regionalny program województwa łódzkiego, które sektor odzieżowy i tekstylny wpisało na listę regionalnych specjalizacji.

Kasa na innowacje

Kolejne pieniądze, nawet 200 mln zł, trafi do firm z branży w ramach programów sektorowych (finansowanych przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju — NCBR). Innotextile — program odzieżówki — znalazł się w czołowej trójce pozytywnie zaopiniowanych przez ekspertów centrum. Założeniem programu jest wsparcie finansowania prac badawczo-rozwojowych, zmierzających do rozstrzygnięcia trzech problemów: jak zapewnić zrównoważony rozwój surowców i technologii włókienniczych, w jaki sposób rozwijać właściwości wyrobów przemysłu włókienniczego, aby zwiększyć stopień ich wykorzystania w gospodarce, oraz jak przygotować sektor włókienniczy na nowe wyzwania związane z personalizacją wyrobów oraz zastosowaniem elektroniki i informatyki.

Pod koniec wakacji ruszą rozmowy o szczegółach programu między przedstawicielami NCBR i branży. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, konkursy zostaną ogłoszone na początku przyszłego roku.

Statystyka sektora

Polski sektor odzieżowy i tekstylny ma dużo do nadrobienia, co potwierdzają statystyki. Roczne inwestycje całej branży wynoszą tyle samo, ile projekty inwestycyjne jednej dużej firmy farmaceutycznej. Według szacunków PIOT, nakłady inwestycyjne sektora w zeszłym roku wyniosły 430 mln zł. Tylko lub aż, bo jak tłumaczy Leszek Raniewicz, prezes Amann Group, trudno, by były porównywalne do realizowanych np. przez branżę motoryzacyjną.

Po pierwsze, duże koncerny międzynarodowe nie inwestują nad Wisłą w moce produkcyjne — większość międzynarodowych grup zleca produkcję rynkom dalekowschodnim, m.in. Chinom, Tajlandii czy Kambodży. Po drugie, trudno prowadzić duże projekty inwestycyjne pracując przy niskich marżach. Nie oznacza to jednak, że w Polsce nie warto inwestować, bo jak dowodzą inne statystyki, na które powołuje się PIOT, wybijamy się na tle innych rynków UE.

— Z raportu Euratex 2014 wynika, że pod względem liczby firm odzieżowych i tekstylnych [brane są pod uwagę podmioty, które zatrudniają powyżej 9 osób — red.] zajmuje w Unii drugie miejsce, z około 17 tys. firm, tuż za Włochami — chwali się Tadeusz Wawrzyniak. Choć Włosi z blisko 50 tys. firm są nie do doścignięcia, za Polską są takie kraje jak Francja, Portugalia czy Niemcy. Wysoko — na trzecim miejscu — plasujemy się też pod względem zatrudnienie w sektorze. Przed nami są tylko Włochy i Rumunia. W 2014 r. w sektorze pracowało ponad 150 tys. Gorzej — poniżej średniej unijnej — wypadamy w rankingu produktywności, dlatego też, zdaniem przedsiębiorców, tak potrzebne są pieniądze na inwestycje i rozwój.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Goralewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu