Oszczędny jak mątwa

Karol Jedliński
opublikowano: 08-01-2008, 00:00

Puścił miliony lat ewolucji w ruch. Z przekąski zrobił napęd na medal. Do pełni szczęścia musi jeszcze znaleźć kapitał.

Głowonogi, choćby kałamarnice czy mątwy. Obłe ciało, wijące się macki, drapieżne usposobienie. W niektórych kuchniach polecane jako przysmak. A gdy na kałamarnice spojrzy najedzony inżynier? Zastanowi go, jak takie coś pływa. Jeśli będzie pomysłowy i ambitny, to podobnie pływać nauczy skonstruowane przez siebie pojazdy. Tylko po co?

— Taki napęd jest kilka razy wydajniejszy i cichszy niż tradycyjna śruba — przekonuje Michał Latacz, absolwent Politechniki Krakowskiej i właściciel patentu napędu opartego na naśladowaniu ruchów mątwy.

Przez dwa lata budował model, który miał udowodnić niedowiarkom, że taki pędnik ma sens nie tylko na papierze. Bakcyla złapał jeszcze na studiach. Później trafił na prowadzone przez prof. Andrzeja Samka zajęcia z bioniki. A bionika to nic innego, jak właśnie poznawanie i wykorzystanie procesów sterujących działaniem organizmów żywych w technice.

— Na początku wszyscy traktowali mnie jak typowego zapaleńca, który po kilku tygodniach ostygnie. Kiedy model popłynął na publicznym pokazie, niejednemu opadła szczęka — śmieje się Michał Latacz.

Odpychająca technologia

Metrowy model, z którym nie rozstaje się od kilku miesięcy, od góry wygląda jak zwyczajny katamaran. Kluczem jest to, czego na powierzchni wody nie widać. Hydroskrzydło, falujące płetwy z elastycznego materiału, naciągnięte na różnej długości ramiona ustawione pod ściśle określonymi kątami.

— Mnóstwo energii na śrubie marnuje się na skutek zjawisk, których w pędnikach śrubowych nie da się już wydatnie zmniejszyć. Chodzi o turbulencje skutkujące odrywaniem się strugi wody od łopat śruby. W ten sposób śruba zawsze „miele” częściowo w powietrzu, i to głośno — tłumaczy fachowo wynalazca.

I punktuje dalej:

— Śruba ma duży opór czołowy. Na moim pędniku turbulencje są o wiele mniejsze. Woda wślizguje się na niego łatwo. Jeżeli spojrzymy na Kalmara z przodu, to widać, że opór pracującego skrzydła jest znikomy. Falowe pędniki to przyszłość.

Odstawcie wiosła, porzućcie śruby, naśladujcie głowonoga.

— Mój napęd nie walczy z wodą, lecz się od niej niejako odpycha — tłumaczy Michał Latacz.

Kalmar, bo tak swój prototyp nazwał wynalazca, pod koniec zeszłego roku zrobił świetne wrażenie nie tylko na krakowskich naukowcach. Zabłysnął na brukselskich Targach Innowacji i Nowych Technologii „Brussels Innova 2007”. Michał Latacz z Belgii wyjechał ze złotym medalem z wyróżnieniem i kilkoma zamówieniami na jego kolejny wynalazek, tym razem rower wodny z napędem á la głowonóg.

— Zjechało tam prawie tysiąc wynalazców. Nie tylko ja wierzę, że mój pomysł jest po prostu dobry — uważa autor Kalmara.

Cichość napędu zapewne ucieszy wojskowych. Ale Michał Latacz niekoniecznie wśród nich szuka odbiorców.

— W planach jest m.in. pojazd podwodny. Na razie bezzałogowy, ale w przyszłości mógłby wozić turystów w strefy ścisłych rezerwatów — zaznacza.

Kup pan hydroskrzydło

Zdeterminowany na sukces, postawił na marketing. Szuka inwestora. Robi publiczne pokazy, ma foldery, znalazł pierwszych sponsorów. Dassault Systemes to francuski producent oprogramowania, w którym projektowany był prototyp pojazdu. Loctite z grupy Henkel, której klejów Michał Latacz używa w swoich konstrukcjach, też docenił marketingową wartość Kalmara. Ich logo widnieją na burtach modelu.

— Dzięki wirtualnej symulacji hydroskrzydeł na programie od Dassault Systemes będę mógł dokładnie i szybko policzyć, ile są one wydajniejsze od śruby w różnych wariantach konstrukcyjnych — przyznaje wynalazca, a zarazem szef młodej firmy Delta Prototypes.

I zaraz dodaje:

— Jestem otwarty na propozycje, które rozwiną projekt, pod warunkiem że i ja będę w tym uczestniczył. Inwestor może przejąć Delta Prototypes lub włączyć mnie do większego zespołu. W Polsce chcę i mogę to zrobić. Jeśli chodzi o kapitał, to na zagraniczny nie psioczę — zaznacza Michał Latacz.

Firmy obecnie wspierające projekt nie zapewnią mu odpowiedniej dynamiki, choć to dzięki nim stać go było na wyjazd na targi Brussels Innova 2007.

— Bruksela kosztowała mnie 40 tysięcy złotych, a budowa kolejnych prototypów i rozwój technologii pochłaniają niemałe sumy — przyznaje wynalazca.

Gdzie pukać? Banki w Polsce niechętne są tak ryzykownym inwestycjom jak wynalazki, szczególnie w czasach, gdy klienci zabijają się o kredyty konsumpcyjne czy mieszkaniowe. Fundusze inwestycyjne z nowatorskich branż na tapetę biorą raczej spółki internetowe czy biochemiczne. Uczelnie, przynajmniej polskie, zżera inwencyjny i finansowy marazm.

Zwierzak hydrauliczny

Trwa poszukiwanie odważnego do hodowli i konsumpcji Kalmara. Jako wabik wynalazca podaje twarde liczby.

— Pomiary przeprowadzone na Kalmarze pokazały że jest on 4-5 razy wydajniejszy niż podobny wyposażony w śrubę, co nawet mnie trochę zaskoczyło — przyznaje Michał Latacz.

Taki tankowiec miałby zatem w podróży zużywać na przykład 100 tys. litrów paliwa zamiast 500 tys. litrów.

— Niech zużywa nawet dwa razy mniej, to i tak jest przełom — uważa wynalazca.

Nie kryje, że nie on pierwszy wpadł na koncepcję napędu falowego. I choć pomysł wziął się od mięczaka, niejeden naukowy twardziel się na nim wyłożył. Idea funkcjonuje w naukowym światku od lat, ale dopiero polski wynalazca do perfekcji dopracował naśladownictwo ruchów głowonogów.

— Dostałem wyniki badań ze Stanów, gdzie tym zwierzętom przypinano elektrody do mięśni i zmuszano do ruchu. Sprawdzano sygnały sterujące płynące z mózgu do mięśni itp. Otrzymałem wykresy funkcji pokazujące ideę tego ruchu. Sam znalazłem pewne zależności geometryczne, które czynią go wyjątkowym — przyznaje Michał Latacz.

Na razie w przydomowym garażu konstruuje trzymetrowy rower wodny, który chce zacząć testować za kilka miesięcy.

— Człowiek to drapieżnik, uwierzy i zwróci uwagę wtedy, gdy zobaczy coś w ruchu. Ot, marketing — mówi wynalazca.

W najbliższym czasie czeka go też pokaz modelu organizowany przez Loctite. Razem z nim zaprezentują się też naukowcy z Politechniki Wrocławskiej, konstruktorzy anteny mającej krążyć po orbicie Ziemi na promie Atlantis. W planach ma też prestiżowy wyścig pojazdów ekologicznych, do którego zaprosił go jeden z europejskich uniwersytetów. A w głowie kiełkuje kilka kolejnych patentów. Jest choćby pewien zwierzak noszący w sobie gotowy projekt genialnie prostego urządzenia kasującego impulsy hydrauliczne. Podglądanie trwa. n

Rower na baterie

Michał Latacz swoje projekty prezentuje w sieci pod adresem http://www.toro.krakow.pl/Kalmar/main.htm. Stingray to z angielskiego płaszczka. Pod tą nazwą kryje się podwodny pojazd rekreacyjny, wyposażony w elastyczne pędniki o zmiennej geometrii, sterowane hydraulicznie. Długość całkowita jednostki to 12 m. Na wodzie ma pływać budowany właśnie rower wodny ML 300. Wyposażony będzie w dzielony, półsztywny, pojedynczy i całkowicie zabudowany pędnik. Polubią go turyści, którym od pedałowania zakwasy nie zagrożą. ML 300 wymagał będzie znacznie mniejszego wysiłku podczas podróżowania. Planowana jest wersja elektryczna roweru, z ogniwami słonecznymi. Zanurzenie jednostki wyniesie 30 cm.

Wielkie i sprytne

Głowonogi uważane są za najinteligentniejsze bezkręgowce. To najmłodsza i najwyżej zorganizowana grupa mięczaków. Osiągają rozmiary od 1 cm do ponad 20 m długości. Wśród gigantów królują kałamarnice olbrzymie. Mieszkają w arktycznych głębinach, schwytać je jest niezwykle trudno. Ostatnio złapany okaz miał ponad 18 metrów długości.

W stronę delfina

9

Tyle razy większą sprawność hydrodynamiczną od jednostki napędzanej śrubą ma delfin.

5

Nawet tyle razy sprawniejszy od śruby jest napęd Kalmara.

50

tys. zł Nawet tyle kosztuje opatentowanie wynalazku w USA i w Europie.

Wieża od uda

Ptak jest instrumentem, który działa zgodnie z prawami matematyki. Człowiek zdoła kiedyś odtworzyć jego ruchy — przewidywał Leonardo da Vinci, marzący o zbudowaniu machiny latającej. Podglądanie przyrody przyniosło później takie wynalazki, jak np. rzepy, przyssawki czy maty antypoślizgowe. Wieża Eiffla opiera się na strukturze kości udowej. Bionika święci triumfy i jest kierunkiem wykładanym na każdej szanującej się uczelni technicznej. Prof. Julian Vincent z Centre for Biomimetic and Natural Technologies na Uniwersytecie w Bath szacuje, że wykorzystaliśmy na razie tylko 10 proc. z nich, głównie na potrzeby automatyki, robotyki, elektroniki czy mechaniki. Tak więc — do dzieła!

Karol Jedliński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu