Pan Pomidor chce trafić na zagraniczne stoły

Pomysł na biznes Świeże zupy próbują podbić podniebienia warszawiaków. Ich producent konkurencji się nie boi. Nawet międzynarodowej

Dzień dobry, tu Pan Pomidor — tak rozmowę w sklepach zaczynali Paweł Urbanek i Artur Matyjasik, współtwórcy marki Pan Pomidor & Company. A jaka była reakcja rozmówców?

KNOW-HOW DO WYNAJĘCIA
Zobacz więcej

KNOW-HOW DO WYNAJĘCIA

Poza własną produkcją chcemy, wzorem zachodnich firm, udostępniać moce produkcyjne przedsiębiorcom, którzy mają pomysł marketingowo- -sprzedażowy na towar, ale brakuje im doświadczenia w produkcji — mówi Paweł Urbanek, współtwórca Pan Pomidor & Co. [FOT. WM]

— Śmiech i świetny początek budowy relacji, które cały czas rozwijamy — mówi Paweł Urbanek, trzecie pokolenie rodziny Urbanków z Łowicza zajmujące się przetwórstwem owocowo-warzywnym w firmie Bracia Urbanek.

Do Pana Pomidora dołączyli już krewni, m.in. Pani Soczewica, Pan Brokuł, Pani Marchewka, czyli gotowe, świeże zupy.

— Jeszcze cztery lata temu pracowaliśmy w branży finansowej i konsultingu. Codziennie pojawiał się problem z kupieniem zdrowego, dobrego posiłku na lunch. Nawet jeśli w pobliżu miejsca pracy znajdują się knajpki, to każda kuchnia kiedyś się nudzi i ma się ochotę ją urozmaicić bądź nie ma się czasu na wyjście. Tak narodził się pomysł na zupy, po które sami chcieliśmy sięgnąć — tłumaczy Paweł Urbanek.

Kwestia doświadczenia

Nic, co następowało dalej, nie było dziełem przypadku.

— Nie byłoby Pana Pomidora & Co., gdyby nie doświadczenie Braci Urbanek w sektorze owocowo-warzywnym połączone z kreatywnością młodszego pokolenia. Nim wystartowaliśmy, postanowiliśmy zminimalizować ryzyko niepowodzenia i przeprowadziliśmy dokładnie badania rynku. Rozmawialiśmy z potencjalnymi klientami — przede wszystkim z kobietami w wieku 25- -45 lat, mieszkającymi w dużych miastach, które zawsze jedzą lunch w czasie pracy. Pytaliśmy je o oczekiwania, potem testowaliśmy z nimi smaki. W końcu sprzedawaliśmy pierwsze partie zup bez marki, żeby sprawdzić, czy faktycznie będzie kupowana w biurowcach — wspomina Paweł Urbanek. W tym czasie powstawała strategia marketingowa Pana Pomidora.

— Uznaliśmy, że opakowanie musi być na tyle interesujące, żeby przyciągnąć klienta po raz pierwszy, a smak na tyle dobry, by powtórzył zakupy. Wszystko przemyślane jest w najdrobniejszych szczegółach. Opakowanie jest transparentne, żeby klient wiedział, co kupuje. Kubek przystosowany jest do odgrzania w mikrofalówce, co jest ważne dla osób będących ciągle w biegu — wyjaśnia Paweł Urbanek.

Etykiety zup produkowane są w Belgii. Stamtąd trafiają do Danii, gdzie wtapiane są w plastikowe opakowania i wysyłane do Polski.

— Przez wiele miesięcy próbowaliśmy znaleźć odpowiednie opakowanie dla naszych zup. Dopiero skandynawski producent sprostał naszym oczekiwaniom jakościowym i uwierzył w potencjał naszych produktów, choć mieliśmy wtedy jedynie pomysł. Na pierwsze zamówienie czekał półtora roku — mówi Paweł Urbanek.

Wolniej, lecz bez chaosu

Nieco łatwiej było z warzywami, bo tu Pan Pomidor skorzystał z doświadczenia rolników, z którymi Bracia Urbanek pracują od kilkudziesięciu lat.

— Dbamy o naszych dostawców warzyw, a oni dbają o nasze warzywa. Zaopatrujemy rolników w nasiona i staramy się uczestniczyć w różnych etapach uprawy. Dla jakości ostatecznego smaku zupy ważna jest nawet gleba, na której uprawia się warzywa. Tę samą odmianę marchwi uprawia dla nas trzech rolników, jednak tylko jeden dostarcza nam marchew o słodkości, jakiej potrzebujemy. W przypadku pomidorów z idealnie wyważoną proporcją słodkości do kwasowości zdecydowaliśmy się na włoskiego dostawcę. Nim wybraliśmy odpowiednie brokuły, przetestowaliśmy siedmiu polskich dostawców. Ugotowaliśmy siedem różnych zup i wybraliśmy tę o najbardziej pasującym nam smaku — opowiada Paweł Urbanek.

W październiku 2013 r. pierwsze zupy zadebiutowały w warszawskich sklepach.

— Dzisiaj jesteśmy w około 350 punktach w stolicy. Lada moment pojawimy się na północy kraju, badamy możliwości sprzedaży na południu. Chcemy obstawić wszystkie większe miasta, bo to tam konsumenci mają mniej czasu, a bardziej zasobny portfel. Dotychczas skupialiśmy się na testach nowych produktów i dokładnej kontroli całego procesu. Zbyt szybki rozwój powoduje chaos, więc wolimy rosnąć wolniej, a wszystkiego dopilnować — deklaruje Paweł Urbanek. Ofertę będzie poszerzać o kolejne zupy, ale też o inne kategorie produktów typu convenience, m.in. drugie dania.

— Nie będzie to oczywiście schabowy z ziemniakami, bo tak jak podkreślany to przy zupach — „warzywa to podstawa”. Jednak polskie sklepy wciąż jednak nie są przygotowane do rozwoju rynku tego typu produktów. Na Zachodzie lady chłodnicze z tego typu produktami zajmują 30- -40 proc. powierzchni wszystkich półek, a u nas zaledwie kilka procent — wyjaśnia współtwórca Pana Pomidora & Co.

Zdrowa konkurencja

Na polskiej półce z zupami już robi się tłoczno. Oprócz Pana Pomidora stoją na niej Eat me!, Homemade i Marwit.

— Polacy jedzą najwięcej zup na świecie, ale rynek świeżych, gotowych zup dopiero się u nas rodzi. Konsumenci, którzy dotychczas wydawali nawet 1 mld zł na zupy w torebce, instant itp., w końcu dojrzeli do tych dań w nowej formie. Zdajemy sobie sprawę, że w każdej chwili może pojawić się duży gracz z odpowiednim budżetem promocyjnym i w krótkim czasie zaistnieć na rynku. Jednak równocześnie taki producent spowoduje zainteresowanie całą kategorią i uczyni ją masową, na czym zyskają inni — przekonuje Paweł Urbanek.

Jego zdaniem, przewaga mniejszych graczy tkwi w elastyczności i szybkości reakcji, której nie mają duże firmy. Ponadto klienci takich produktów bywają bardziej lojalni. Poza sklepami Paweł Urbanek widzi miejsce dla swoich zup na stacjach benzynowych. Na razie testowo sprzedawane są w kilkunastu punktach jednej sieci paliwowej. Jednocześnie przyznaje, że szans na rozwój będzie szukać nie tylko w kraju.

— W Polsce rynek dopiero powstaje, ale w Wielkiej Brytanii, Francji czy Niemczech takie zupy to produkt, który się już szeroko przyjął. Z naszą jakością łatwiej będzie odebrać komuś tam kawałek tortu, niż zdobyć go tutaj, bo nie będziemy musieli ponieść ogromnych kosztów budowy kategorii — mówi Paweł Urbanek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Pan Pomidor chce trafić na zagraniczne stoły