Panie ministrze Belka: precz od naszych pieniędzy

Kazimierz Krupa
opublikowano: 23-04-2002, 00:00

Metodą szczególnej konsultacji, jaką zaczęło uprawiać Ministerstwo Finansów, mniej lub bardziej, ale chyba mniej, kontrolowanych przecieków, dowiedzieliśmy się o nowych, ale jeszcze niedojrzałych— jak mówi minister Marek Belka — podatkowych pomysłach resortu finansów. Najkrócej mówiąc chodzi w nich o to, by 1,7 mln podatników zapłaciło więcej po to, by 8 mln mogło zapłacić nieco mniej. Gorzej, że w dyskusji o nowych podatkach często mówi się o moralności, sprawiedliwości społecznej a wcale, albo bardzo nieśmiało, wspomina o ekonomii. Zdumiało nas to ogromnie, a jeszcze bardziej, że profesor ekonomii , minister i wicepremier Marek Belka, spokojnie te radiowe i prasowe, wydawało się niedorzeczności, potwierdził w wywiadzie dla „PB”.

Profesor Belka zapomniał, zdaje się, starą prawdę, że ministrem finansów czy wicepremierem, „się bywa” a ekonomistą, i do tego z tytułem profesorskim, to on jest i pozostanie nawet po odejściu z bardzo ważnego urzędu na ulicy Świętokrzyskiej w Warszawie. Bo tylko z pozoru wszystko jest w porządku. W istocie jest to propozycja antymotywacyjna, zmierzająca do lepszego czy gorszego dzielenia biedy, ale nie posuwająca nas ani o krok w kierunku tworzenia wzrostu, postępu czy wreszcie nowych miejsc pracy. Z pobudek politycznych, w imię jakiejś bliżej nieokreślonej sprawiedliwości społecznej, sięga się do kieszeni średnio uposażonych, pracowitych, przedsiębiorczych, na których tak naprawdę wszystko się opiera. Nikt, kto pozostaje przy zdrowych zmysłach, nie twierdzi, że najmniej zarabiającym nie należy pomagać na wiele sposobów. Ale dlaczego od razu tworzyć system szkodliwy, wynaturzający gospodarczą rzeczywistość.

Oprócz sprawiedliwości społecznej podnosi się argument o zbyt wysokim tzw. klinie podatkowym, czyli koszcie fiskalnym przejścia z szarej strefy do legalnej. Jakoby jego obniżenie miało skłonić mniej zarabiających do „ujawnienia się”. Skąd takie przekonanie? Tego to już nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że wiara czyni cuda, a naiwność jest cechą bardzo wdzięczną u dzieci, pożądaną, przez niektórych, u dorosłych już panien, ale chyba nie przystoi dorosłym politykom. Tym bardziej że od naiwności tylko jeden krok do znacznie gorszych przymiotów. W każdym razie metoda klin klinem wydaje się zupełnie nie przystawać do rzeczywistości.

Premier Belka stanie w najbliższym czasie przed istotnym dylematem, kim jest i chce być w najbliższym czasie: ekonomistą czy politykiem? Od odpowiedzi na to pytanie bardzo wiele zależy, zarówno dla nas — podatników, jak i dla samego profesora, jego wizerunku. To już jednak jego zmartwienie i nie zamierzam go wyręczać w podejmowaniu decyzji, warto natomiast by pamiętał wybór, jakiego dokonał Leszek Balcerowicz, jego poprzednik na stanowisku wicepremiera i ministra finansów, i jakie były tego konsekwencje.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Panie ministrze Belka: precz od naszych pieniędzy