Pejzaż z drzewami? Na wszelki wypadek

Na wypadek wycinki okolicznej zieleni albo załamania na giełdzie — pejzaż podpisany właściwym nazwiskiem przyda się prędzej czy później

W długim terminie da się zarobić i na leśnym krajobrazie, i na kwiatkach w wazonie, i na scence rodzajowej, ale każde z nich może drożeć z innego powodu. W zależności od autora czy motywu na obrazie, co innego uznaje się na rynku za rzadkość, dlatego drzewa drzewom nierówne, a cena namalowanych kwiatów potrafi zależeć od kolorystyki wazonu. Żeby się przekonać, warto wybrać trzy przykłady z najbliższej aukcji — w stołecznym Rempeksie licytacja obędzie się wieczorem 22 lutego. W katalogu przewijają się m.in. Fałat, Stryjeńska i Wyczółkowski, a więc kolejno: drzewa, ludzie i kwiaty w wazonie.

Zobacz więcej

OLEJ W PORTFELU: Pejzaż „W zimowym słońcu” Juliana Fałata ma cenę wywoławczą 65 tys. zł m.in. dlatego, że artysta nie namalował go akwarelą na papierze, tylko farbą olejną na płótnie. REMPEX

Zieleń w cenie

Na rynku nie mówi się raczej o jakimś wyraźnym trendzie związanym z malarstwem Juliana Fałata, ale dane o obrotach wskazują, że w 2013 r. sprzedaż wzrosła trzykrotnie i nadal utrzymywała się na stosunkowo wysokim poziomie. Dla inwestora, który wcześniej nie interesował się jego pracami, istotna będzie wiadomość, że zaliczają się do klasyki gatunku, ale nie do najwyższej półki cenowej — aukcyjne rekordy, według bazy Artprice, dochodzą do 200 tys. zł. Za klasykę uznaje się w tym przypadku zimowy pejzaż z drzewami lub zakolem rzeki, zwykle w rozlewającej się po podłożu akwareli. Krajobraz z Bystrej „W zimowym słońcu” jest natomiast olejny i licytowany będzie w Rempeksie od 65 tys. zł — pytanie, czy gdyby był typową akwarelą, startowałby z tego samego progu. Pomijając treść, olej na płótnie jest zwyczajnie trwalszą lokatą niż praca na papierze, bo jest odporniejszy na światło, wilgoć, a nawet uszkodzenia mechaniczne. Planując inwestycję w dzieło Fałata, pragmatyzm jednak na bok — pejzaż jest w końcu jak od impresjonistów, a słońce tak go rozświetla, że cień na śniegu jest liliowy, a korony drzew wpadają w odcienie jagód.

Obraz z klocków

Chcąc zacząć od progu niższego przynajmniej o 50 tys. zł, czas przenieść się z Bystrej do Zakopanego. Obraz Zofii Stryjeńskiej to namalowane na kartonie „Swaty”, a ich cena wywoławcza wynosi 15 tys. zł — to poniżej naiwnie liczonej ubiegłorocznej średniej, czyli około 40 tys. zł. W obrocie dziełami sztuki na przeciętną cenę trzeba bardzo uważać, bo 2016 r.

rzeczywiście był rekordowy pod względem sprzedaży prac Stryjeńskiej, ale do średniej wlicza się i rzadki obraz wylicytowany powyżej 100 tys. zł, i całe morze grafik z ceną krótszą o dwa zera. O wartości „Swatów” zadecyduje ponadto nie tyle sama technika, co tendencja. Inaczej niż w przypadku Fałata, rynek zakopiańskich scenek Stryjeńskiej zaliczył istotny skok, a liczba sprzedanych prac wzrosła w 2016 r. dwukrotnie. Poza tym scenki wyjątkowo łatwo rozpoznać, bo wyglądają jak lekko zgeometryzowana, bardzo kolorowa układanka, na której ludzie tryskają jakąś nietypową witalnością. Niby nic specjalnego się nie dzieje, bo obraz przedstawia na przykład scenę czerpania wody ze studni, ale góralka robi to w tak tanecznych podskokach, że warkocze wydają się odporne na grawitację.

Wazon gratis

Dla porządku, kiedy Zofia Stryjeńska przyszła w 1891 r. na świat, Julian Fałat był już prawie czterdziestoletnim malarzem, zupełnie jak Leon Wyczółkowski, starszy od niego o rok. Mimo że obaj tworzyli w tym samym okresie, ich dorobek różni się i artystycznie, i cenowo. Najdroższe realistyczne portrety Wyczółkowskiego kosztowały na aukcjach setki tysięcy złotych, dlatego cena wywoławcza wystawionych na środową licytację „Żółtych róż w chińskim wazonie” jest najwyższa w tym krótkim zestawieniui wynosi 110 tys. zł. Chociaż kwiatowe martwe natury należały do ulubionych tematów artysty, zdecydowanie nie można powiedzieć, że to po prostu kolejny bukiet, tym razem w wazonie w jakieś niebieskie wzorki. Kluczem jest wyjątkowo intensywne zainteresowanie wschodnią estetyką, które polscy malarze wyrażali na różne sposoby — modelki Olgi Boznańskiej pozowały w kimonach i trzymały japońskie wachlarze, kompozycje u Juliana Fałata stały się bardziej uproszczone, a na przykładowym obrazie Wyczółkowskiego róże wylądowały w chińskiej porcelanie. Nie przywiędną jednak, nie zbledną, a wazon nie pęknie, bo — jak ze snu pragmatyka — farby są olejne.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Pejzaż z drzewami? Na wszelki wypadek