O ile zwycięstwo trzykrotnych mistrzów świata było trochę oczekiwane, to srebrny medal czwórki bez sternika wagi lekkiej (Łukasz Pawłowski, Bartłomiej Pawełczak, Miłosz Bernatajtys, Paweł Rańda) to duża niespodzianka.
Przed czterema laty w Atenach polska osada czwórki podwójnej przegrała o 0,07 s brązowy medal. Po nieudanych igrzyskach nastąpiły korekty w składzie - Adama Bronikowskiego i Sławomira Kruszkowskiego zastąpili Wasielewski i Jeliński.
Na efekty nie trzeba było długo czekać. Przez kolejne trzy lata osada nie miała sobie równych na torach regatowych zdobywając trzy złote medale mistrzostw świata. Dopiero w czerwcu, podczas tegorocznych zawodów Pucharu Świata w Lucernie, nieoczekiwanie ulegli Amerykanom. Trzy tygodnie później w PŚ w Poznaniu przegrali dwukrotnie z Włochami, a także z osadą Francji.
Mistrzowie świata na igrzyskach pokazali wielką klasę. Wyścig eliminacyjny i półfinał potraktowali jako przetarcie przed finałem. W walce o medale ich wcześniejsi pogromcy - Amerykanie w ogóle się nie liczyli, a Włosi przegrali o długość łódki.
To trzeci złoty medal w historii polskiego wioślarstwa na igrzyskach olimpijskich. Wcześniej tylko Tomasz Kucharski i Robert Sycz dwukrotnie stanęli na najwyższym stopniu podium.
Ogromną niespodziankę sprawiła osada czwórki bez sternika wagi lekkiej. Łukasz Pawłowski, Bartłomiej Pawełczak, Miłosz Bernatajtys, Paweł Rańda w ubiegłorocznych mistrzostw świata zajęli ósme miejsce, ostatnie, które gwarantowało kwalifikację olimpijską. Podczas czerwcowego PŚ w Poznaniu uplasowali się na także na ósmej pozycji.
Awans do najlepszej szóstki igrzysk uznano już za spory sukces. Tymczasem Polacy nie osiedli na laurach i w finale musieli uznać tylko wyższość Duńczyków, pokonując wyżej notowane osady z Kanady, Francji i Wielkiej Brytanii.
Męska ósemka ostatecznie uplasowała się na piątym miejscu, co w tej prestiżowej konkurencji jest dobrym wynikiem. W sobotę w jedynce Julia Michalska była szósta. (PAP)