Perfidia spisku

Wojciech Surmacz, Jacek Konikowski
25-03-2005, 00:00

Taki obraz: przedsiębiorcy — wykształceni w PRL — sterują państwem, kontrolując największe firmy, finansując kampanie wyborcze, plując w twarz komisjom śledczym.

Taki obraz: ani lewica, ani prawica. Nie prezydent, nie premier, nie parlamentarzyści. Rządzą ci, którzy im płacą — od zarania III RP! Mówią o sobie: „Jesteśmy nieformalnym zgromadzeniem najważniejszych organizacji pracodawców, biznesu i przedsiębiorców. Wiadomo, że duży może dużo, ale większy — jeszcze więcej. Połączenie wysiłków we wspólnych interesach przynosi dojrzałe owoce. Nasza inicjatywa jest skuteczna!”.

Kółko graniaste...

Oto Rada Przedsiębiorczości! W składzie: Amerykańska Izba Handlowa w Polsce, Business Centre Club, Izba Przemysłowo-Handlowa Inwestorów Zagranicznych w Polsce, Konfederacja Pracodawców Polskich, Krajowa Izba Gospodarcza, Naczelna Rada Zrzeszeń Handlu i Usług, Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych, Polska Rada Biznesu, Stowarzyszenie Menedżerów w Polsce, Związek Rzemiosła Polskiego, Polsko-Niemiecka Izba Przemysłowo-Handlowa. Potęga. Na szczęście ten twór bywa nieostrożny i niedyskretny — jak w wystąpieniu przy okazji wspólnej konferencji prasowej w Kopenhadze w 2003 r.: jej członkowie poparli tam wysiłki polskiego rządu w negocjacjach z Unią Europejską! Szefowie poszczególnych organizacji członkowskich dzielą się w radzie na dwie grupy: płotki i grube ryby. Przyjrzyjmy się, jak należący do ekipy biznesmeni rozwijali skrzydła.

Henryka Bochniarz — prezydent Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych, organizacji zrzeszającej około 3 tys. przedsiębiorstw. Absolwentka Wydziału Handlu Zagranicznego Szkoły Głównej Planowania i Statystyki (w I kadencji Sejmu III RP posłowie Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego Marek Jurek i Jan Łopuszański twierdzili, że była tam I sekretarzem POP w stanie wojennym). W roku 1985 — stypendium Fundacji Fulbrighta w USA (a przecież „wszyscy wiedzą”, że w latach 80. stypendystami Fulbrighta było wiele osób blisko związanych z dzisiejszym SLD, m.in. Marek Belka, Włodzimierz Cimoszewicz, Cezary Stypułkowski). To chyba mówi wszystko... W 1991 r. w rządzie Bieleckiego była ministrem przemysłu i handlu. Tu warto wspomnieć jedynie tzw. aferę Proxy. Henryce Bochniarz zarzucano wówczas nieprawidłowości w zawarciu umowy z tą spółką na wykonanie programu restrukturyzacji zbrojeniówki (według NIK wyłonienie firmy odbyło się bez konkursu lub przetargu). Szefem i współwłaścicielem Proxy był Marek Dochnal. Sprawa ucichła, a spółka Dochnala została zlikwidowana. Likwidatorem — ciekawe, ciekawe! — firmy zajmującej się przemysłem obronnym został Anatolij Skupinowicz z Kaliningradu. Henryka Bochniarz w latach 1996-99 była prezesem Polskiej Rady Biznesu (tuż po niej na tym fotelu — co znamienne! — znalazł się Jan Kulczyk). Zasiadała w radach nadzorczych ITI, TVN, Agory i BRE Banku (m.in. razem z Gromosławem Czempińskim, Janem Kulczykiem i Sławomirem Wiatrem).

Druga persona to Marek Goliszewski — założyciel i prezes Business Centre Club, zrzeszającego ponad 2 tys. przedsiębiorców i menedżerów z ponad 1,2 tys. firm. Absolwent SGPiS (znów!) i Uniwersytetu Warszawskiego. Uprawiał zapasy w stylu klasycznym (reprezentant Polski z sukcesami, 5. student świata na Uniwersjadzie — no właśnie: w Moskwie!). Członek zarządu Towarzystwa Polska-Wschód, Klubu Wschodniego i Rady Biznesu Polska-Rosja. Płk Wojciech Garstka, były oficer peerelowskich służb specjalnych zatrudniony w Grupie Operacyjno-Sztabowej Szefa Służby Bezpieczeństwa, twierdzi, że współpracował z Markiem Goliszewskim: „Byłem jedną z czterech osób, które organizowały pismo »Konfrontacje«, razem z Markiem Goliszewskim i dwiema osobami, których nazwiska w tej chwili pominę (...)” — wspomina. No proszę...

Kwestia interpretacji

— Skąd się biorą teorie spiskowe?

— Naukowcy wciąż szukają przyczyn. Upatrują ich głównie w wizji walki dobra ze złem, specyficznej dla zachodniej kultury judeo-chrześ-cijańskiej — tłumaczy dr hab. Lech Zdybel z Instytutu Filozofii na lubelskim UMCS, autor „Idei spisku i teorii spiskowych w świetle analiz krytycznych i badań historycznych”.

— Jak wiele wspólnego mają spiski z faktami?

— Fakty? Nie istnieją. Są tylko interpretacje rzeczywistości. Znakomicie to ujął amerykański filozof Richard M. Weaver, mówiąc: „Czasy nowożytne, a szczególnie wiek XX, wyparły pojęcie prawdy na rzecz faktu. Dziś wszyscy uważają, że fakt i prawda są tożsame. Tak nie jest. Fakt rodzi się w głowach. Prawda jest obiektywna”.

— A czym się różni teoria od spisku?

— Tym, czym etyka od moralności. Teoria spiskowa jest pewnym namysłem nad zjawiskiem zwanym spiskiem — hipotezą nieweryfikowalną w „sensie fizycznym”.

— A to w polskich realiach: Klub Krakowskie Przedmieście, Klub Familijny, Ordynacka, Smolna…

— Klasyczne definicje grup spiskujących! Tu nie chodzi o podawanie dokładnych danych — kto, gdzie i kiedy? Tym się różni teoria spiskowa od poczynań prokuratora, który zawsze żąda dowodów. A co to są dowody? Zdjęcie prezydenta z Dochnalem? Dla wielu — o niczym nie świadczą. Na pewno nie można z nich wywnioskować, że ci panowie się znają. Ale można w to uwierzyć! Tym bardziej, że prezydentura Aleksandra Kwaśniewskiego zaczęła się od spisku — stwierdzenia, że jest magistrem ekonomii. Obecne zamieszanie wokół osoby prezydenta jest konsekwencją tego, co uczynił on na początku pierwszej kadencji. Według amerykańskich teoretyków, spisek może się dziać w świetle dnia. Na tym polega dowcip tzw. spisku perfidnego. Wszystko widzimy — i wszystko jest kwestią interpretacji....

— Czyli to, co się dzieje aktualnie w Polsce, można nazwać spiskowaniem perfidnym?

— Jak najbardziej!

— Skąd u nas taka spiskowa kumulacja?

— Ponad 10 lat temu amerykański uczony napisał, że spodziewa się eksplozji teorii spiskowych w społeczeństwach postkomunistycznych. Zakładał, że demokratyzacja kultury społecznej pociąga narodziny wszelakich teorii spiskowych…

— Dlaczego?

— Ano właśnie! On na to pytanie odpowiedzi nie daje... Za to twierdzi, że największym wzięciem spiski cieszą się w USA. Każde odejście prezydenta czy wybory obfitują w masę teorii spiskowych. Według niego, demokratyzacja musi sprzyjać tajnym układom, nieformalnym grupom interesu. Dlatego nie należy się bać teorii spiskowych, tylko starać się odróżnić te z gruntu niewiarygodne od nieco bardziej wiarygodnych. A to nie takie proste! Amerykanie do dzisiaj analizują zeznania Nixona z czasów afery Watergate i wciąż nie wiedzą, kiedy kłamał!

— Ludzie lubią teorie spisku?

— Jasne! Człowiek nie lubi żyć w zawieszeniu. A teorie spiskowe dodają pewności siebie…

— I doskonale wszystko tłumaczą...

— Ale to nie oznacza automatycznie, że są nieprawdziwe. Teorie prawdopodobne nigdy nie mówią „ktoś rządzi światem”. Tylko że usiłuje... I to jest właśnie prawdopodobne, bo któż z nas nie usiłuje wpływać na rzeczywistość? Każdy.

— A że elity tworzą tacy sami ludzie jak my...

— Właśnie. Ludziom się wydaje, że teorie spiskowe nie mają sensu, bo często mówią o działaniach z gruntu ohydnych i niegodnych człowieka. Myślą sobie: „Niemożliwe!”. Nie można zawsze, bez wyjątku z góry zakładać, że osoba wzięta na tapetę jest moralnie w porządku. Trzeba założyć inną moralność i logikę od swojej. Dlatego porządna teoria spiskowa powinna zawsze zakładać, że spiskowiec jest maksymalnie amoralny, a czasem zupełnie alogiczny... Dlatego coś, co na pozór jest pozbawione sensu, może się wydarzyć. W tym szkopuł.

— Potrafi Pan wskazać teorie prawdopodobne?

— Nie. Bo to, że istnieją, jest tylko hipotezą. Nie można ich rozpatrywać w kategoriach empirycznych, tylko psychologicznych.

…w koło kanciaste

Andrzej Malinowski, prezydent Konfederacji Pracodawców Polskich. W latach 1986-1989 podsekretarz stanu w Ministerstwie Rynku Wewnętrznego, doradca ministra w Ministerstwie Handlu Zagranicznego i podsekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa. W latach 1990-96 był m.in. doradcą zarządu w — uwaga! — Kulczyk Tradex Ltd. Od 1999 roku jest prezesem zarządu i dyrektorem generalnym Sava Investment Group, grupy inwestycyjnej zajmującej się np. projektami inwestycyjnymi prywatnej opieki medycznej (szpitale, centra diagnostyczne). Od maja 2003 roku członek Rady Narodowego Funduszu Zdrowia. Czy komuś nic się nie splata?

Innym poważnym graczem pozostaje Andrzej Arendarski — od czerwca 1997 roku prezes Krajowej Izby Gospodarczej. Tu wystarczy tylko wspomnieć, że w styczniu 2002 r. objął stanowisko prezesa Niezależnego Operatora Międzystrefowego. Jednocześnie był prezesem spółki Tel-Energo, posiadającej wówczas w NOM-ie 15 proc. udziałów. Wszystko jest jasne, gdy się okazuje, że pozostałe udziały rozkładały się między PKN Orlen (35 proc.) i Polskie Sieci Elektroenergetyczne (50 proc.)! Swego czasu Andrzej Arendarski miał być profesjonalistą, potrafiącym rozdzielić interesy Aleksandra Gudzowatego od interesów skarbu państwa: delegowany przez Janusza Steinhoffa zasiadał w radzie nadzorczej PGNiG. Jego udział był jednak — zwróćmy uwagę! — dziwny, bo jednocześnie znajdował się w radzie Gas-Tradingu — spółki pośredniczącej w kupnie gazu rosyjskiego, której właścicielami były wówczas Bartimpex — Aleksandra Gudzowatego (36 proc. udziałów), Gazexport — spółka Gazpromu (16 proc.) i PGNiG (43 proc.). Radzie nadzorczej Gas-Tradingu szefował wówczas były prezes Gazpromu Rem Wiachiriew…

W kanciastym kółku zachłystujących się siłą finansowej zmowy kręci także Sławomir Majman. Od 1991 roku dyrektor naczelny Zarządu Targów Warszawskich BR, od 1997 roku przewodniczący Stowarzyszenia Menedżerów w Polsce. Absolwent Moskiewskiego Państwowego Instytutu Spraw Międzynarodowych przy MSZ ZSRR — no właśnie, od tego można by zacząć i skończyć charakterystykę postaci…

Krąg grubych ryb w Radzie Przedsiębiorczości zamyka rekin — dr Jan Kulczyk. Od 1999 roku prezes Polskiej Rady Biznesu. W Polsce biznesmen nr 1 pod względem zasobności portfela i — ostatnio — popularności w mediach (o jego image dbają szczególnie posłowie z tzw. komisji orlenowskiej). Wedle szacunków Janiny Solskiej z „Polityki”, majątek doktora Kulczyka jest wart około 3,7 mld USD. Sam miliarder podkreślał, że pierwszy milion dolarów na rozkręcenie interesów dostał od ojca („bardzo porządnego faceta, lidera odłamu Zachodnioberlińskiej Polonii współpracującej w czasach PRL z Polską Misją Wojskową”). Nikomu chyba nie trzeba tłumaczyć, jak to zwykle bywa z pierwszym milionem... Z ciekawszych wątków jego kariery: wspólnie z Aleksandrem Kwaśniewskim zasiada w Radzie Dyrektorów Fundacji Szimona Peresa, której oficjalnym celem jest… zalesianie Izraela! Ostatnimi czasy Jan Kulczyk na kilka miesięcy postanowił usunąć się w cień PRB i funkcję jego namiestnika w Radzie Przedsiębiorczości — tak, tak, przecież to oczywiste! — pełnił Hubert Janiszewski, absolwent Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Pradze i Wydziału Handlu Zagranicznego SGPiS (sic!! Znowu ta sieć!). Ten — jako doradca — prywatyzował i wprowadzał na giełdę polskie instytucje finansowe oraz przedsiębiorstwa, m.in.: BPH, Bank Gdański, PBK i Hutę Ferrum. Od 2001 roku jest członkiem rady nadzorczej Deutsche Banku PBC. Przewodniczy radzie nadzorczej DB Securities.

Orły Napoleona

W połowie grudnia 2004 r. Roman Giertych, lider Ligi Polskich Rodzin i członek komisji śledczej ds. PKN Orlen, ogłosił („Gazeta Wyborcza” z 14.12.2004 r.), że wpadł na trop narodowego spisku. Pierwszą nicią zawiązującą spisek była wizyta w Moskwie (jesienią 2001 r.) Millera i Kulczyka. „Po ich powrocie wszystko się zaczęło” — twierdził Giertych. Jako dowody wymieniał kolejne spotkania Kulczyka i Millera z szefem koncernu Łukoil Wagitem Alekpierowem (Kulczyk zaprzeczał, jakoby miał go spotkać). Roman Giertych opowiadał też, że prezydent Aleksander Kwaśniewski na bieżąco monitorował zatrzymanie prezesa Orlenu Andrzeja Modrzejewskiego, a obecny premier Marek Belka wspierał operację.

Rewelacje Giertycha nie były nowością. Inni członkowie komisji też wietrzyli spiski (Ordynacka — macki wiarusów z ZSP, Smolna — silna grupa kombatantów z ZSMP). Uderzali w biznes na odlew, burząc krew przedsiębiorców.

„Komisja, której celem jest wyjaśnienie wątpliwości dotyczących nadużycia prawa przez organa ścigania, nie może sama popełniać rażących naruszeń prawa” — pisali w listopadzie 2004 w oświadczeniu przedstawiciele największych polskich organizacji przedsiębiorców — m.in.: BCC, KPP, KIG, PKPP i PRB.

Liderzy opozycji ripostowali: „Organizacje biznesu powinny dogłębnie przemyśleć, czy warto w takich sytuacjach występować z krytyką procesu oczyszczania państwa. To nie buduje ich autorytetu” — oburzał się w TVN na przedsiębiorców Jan Rokita (PO). Ostrzej zareagował Jarosław Kaczyński (PiS): „Jestem zaskoczony apelem przedsiębiorców, bo to swego rodzaju bezczelność, i nie jestem zaskoczony, bo to są stowarzyszenia ludzi, którzy budowali i profitowali dzięki gospodarce postkomunistycznej”.

W wyniku przesłuchań Grzegorza Wieczerzaka przed komisją śledczą ds. PZU pojawiły się nowe teorie. Polska usłyszała o Klubie Krakowskie Przedmieście i Klubie Familijnym. Tygodnik „Wprost” zaatakował opinię publiczną zdjęciami Marka Dochnala (oskarżonego w tzw. aferze paliwowej) w towarzystwie prezydenta.

— Rośnie piramida teorii spiskowych z udziałem polskiego biznesu — często członków organizacji, na których czele stoicie. Co wy na to?

Andrzej Malinowski:

— Kiedyś się zajmowano kułakami, potem prywaciarzami i badylarzami, dziś przyszedł czas na przedsiębiorców. Elity polityczne dostarczają mediom pożywki — tylko po to, by przedsiębiorcę zniechęcić, zgnębić i podejrzewać o rzeczy najgorsze. Może warto by do nich w końcu zaapelować: obudźcie się!? Robicie szkodę — przede wszystkim — sobie samym!

Henryka Bochniarz:

— To, co się dzieje ostatnio w Polsce, pokazuje, co nas czeka, jeśli zastosujemy wariant PiS-u. Na wszystko będą komisje śledcze! Bo to, że wymiar sprawiedliwości w Polsce nie działa — nie ulega wątpliwości. Naprawianie tego systemu metodą komisji śledczych powoduje, że mamy 90 proc. sensacji i 10 proc. prawdziwego dochodzenia prawdy! Przecież dzisiaj właściwe wszyscy interesują się tylko tym, jakie jeszcze nazwiska padną! Ludzie zagrożeni poważnymi wyrokami mogą bezkarnie włożyć na listę każde nazwisko. To skandal, że materiały tajne, mające kapitalne znaczenie dla śledztwa, natychmiast wyciekają — jest tylko kwestia, kto pierwszy dobiegnie do kamery czy mikrofonu! A pytania komisji świadczą często o kompletnym braku zrozumienia procesów biznesowych!

Hubert Janiszewski:

— Jedną z jasnych stron okresu transformacji jest w Polsce gospodarka. To wartości policzalne i mające wymiar w kieszeni wszystkich zatrudnionych. Politycy chcą ten dorobek zniszczyć — w imię walki o stołki w parlamencie!

Sławomir Majman:

— Większość Polaków pozostaje przekonana, że Polska chyli się ku upadkowi, a gospodarka leży, bo wszystko ukradli Wróbel z Kulczykiem. Mamy propagandę klęski — klęski, której nie ma… Snucie przypuszczeń o spisku komunistów i tajnej sieci rządzącej polską gospodarką — w czym się specjalizują komisje śledcze — to historyczny anachronizm! To mniej więcej tak, jakby we Francji Robespierre zabrał się za budowanie gilotyn — w momencie, kiedy orły Napoleona już dawno świeciły pod Austerlitz.

Pasywny, zmuszany

Dr Krzysztof Jasiecki, socjolog z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN podkreśla, że nie trzeba się przyglądać pracom kolejnych komisji śledczych, by dostrzec ciągle te same nazwiska, środowiska polityczne i gospodarcze...

— Nadaje się im za to różne nazwy…

— Problem jest głębszy. Pokazuje, że istnieje jakiś networking, powiązania, które mają charakter nie zawsze dyskutowany jawnie, a które w jakiś sposób na rzeczywistość wpływają — np. na procedury prywatyzacyjne...

— Coraz więcej tych teorii...

— Z punktu widzenia socjologicznego te określenia próbują opisać grupę ludzi o szczególnym statusie... Od lat zajmuję się lobbingiem, grupami nacisku i — gdyby na to spojrzeć z perspektywy teorii elit — to po prostu zawsze są grupy, kontrolujące określone „zasoby decyzyjne” i ten układ można widzieć jako dynamikę gry wewnątrz tych środowisk.

— Elity biznesowe są oburzone na polityków... Czują się mieszane z błotem. Uważają, że zostały wciągnięte na siłę w grę polityków.

— Fakt, to jedna z możliwych interpretacji. Z mojej perspektywy — badacza styku biznesu i polityki — powiedziałbym, że niektórzy są wikłani, niektórzy się wikłają. A jeszcze inni są bardzo aktywni na tym styku...

— Ale są tacy, którzy nie mają wyjścia: muszą wejść w układ, by robić wielki biznes.

— Po części — tak. Tylko czy podejmowali próby zmiany tego stanu rzeczy? Bo może tylko usprawiedliwiają swą aktywność przymusem?

— Ale biznesmen jest w Polsce synonimem złodzieja. Przez polityków?

— Ktoś przecież finansuje kampanie wyborcze. Często kilka ugrupowań jednocześnie — niezależnie od poglądów. Trzeba być subtelniejszym w ocenach. Biznes jest pasywny, biedny i zmuszany, a sam nie partycypuje? Kto się spotyka z politykami w swoich rezydencjach? Kto z nimi uzgadnia strategię prywatyzacji?

— To kto pociąga za sznurki?

— Grup nacisku zwykle jest więcej niż jedna. Sprawa Rywina to pokazała. Tam się ścierały co najmniej dwie zorganizowane grupy interesu.

— A co Pan na to, że to polskie elity biznesu wszystkiemu nadają ton?

— Tak jest na całym świecie. Ale w krajach postkomunistycznych działają: słabe instytucje państwowe, nieczytelne procedury, nieefektywne prawo. To prowokuje wzrost znaczenia grup nieformalnych i powiązań personalnych…

Karma dla kruków

7 marca 2005 roku w warszawskim hotelu Sheraton członkowie Rady Przedsiębiorczości na konferencji ogłosili stanowisko w sprawie przeglądu tzw. strategii lizbońskiej. Przy okazji skomentowali spiskową paranoję rodzimych polityków. Nie kryli oburzenia.

— To może ukuć teorię spisku, że wszystkim sterujecie? Wszystko finansujecie? Bujda na resorach, ale hyr pójdzie! Wystarczy powyciągać odpowiednie fakty z waszych życiorysów, umiejętnie zestawić... Dodać „to oczywiste”, „jak powszechnie wiadomo”. Przyprawić niejasnościami, podlać sosem naukowych rozważań — i gotowe!?

— Ale trzeba koniecznie napisać na końcu, że przeciętna płaca w Polsce w 1989 roku wynosiła 20 USD, a dzisiaj wynosi 600. To dorobek bandy złodziei, którzy ten kraj rozkradli. O! — emocjonuje się Hubert Janiszewski.

— Stopa inflacji w 1990 r. wynosiła 631 proc., a dzisiaj mamy 2,5! — wtóruje mu Majman.

Polska elita polityków? Pewien biznesmen zwraca uwagę na fragment „Buszującego w zbożu” Salingera. Tylko bez nazwisk! Jeszcze go ktoś posądzi o literackie sympatie...: „Wyobraziłem sobie gromadę małych dzieci, które bawią się w jakąś grę na ogromnym polu żyta. Tysiące malców, a nie ma przy nich nikogo starszego, nikogo dorosłego... prócz mnie, oczywiście. A ja stoję na krawędzi jakiegoś straszliwego urwiska. Mam swoje zadanie: muszę schwytać każdego, kto się znajdzie w niebezpieczeństwie, tuż nad przepaścią. Bo dzieci rozhasały się, pędzą i nie patrzą, co tam jest przed nimi, więc ja muszę w porę doskoczyć i pochwycić każdego, kto by mógł spaść z urwiska. Cały dzień, od rana do wieczora, stoję tak na straży. Jestem właśnie strażnik w zbożu ”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wojciech Surmacz, Jacek Konikowski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Perfidia spisku