reportaŻ W Piano Fiks instrumenty zyskują nowe dusze i brzmienie lepsze niż egzemplarze prosto z fabryki.
Ciężarówka z napisem Piano Fiks zajeżdża pod budynek dawnego pruskiego dworca kolejowego. Na podjeździe czeka Krzysztof Fiks, właściciel firmy z Nowych Skalmierzyc. Nadeszła nowa dostawa z Wielkiej Brytanii. Jedenaście stojących na bokach starych fortepianów. Jedynie ślady politury przypominają o ich salonowych czasach.
W największej sali zakładu roznosi się zapach drewnianego pyłu i lakieru. Na początku XX w. była to sala balowa. Miasteczko leżało na granicy zaboru pruskiego i rosyjskiego, dlatego miejsce wybrano na spotkanie cesarza Wilhelma II i cara Mikołaja II. Dziś nad salą góruje orzeł kolejowy, a w niej stoi pełno instrumentów. Tyle że w kawałkach: klawiatury, mechanizmy, lakierowane klapy, nogi, wszystko osobno.
W kraju mało się słyszy o Piano Fiks. Na Zachodzie trochę więcej, chociaż firma remontująca fortepiany pozostaje w cieniu zleceniodawców, największych zakładów produkujących nowe instrumenty. One swym logo firmują odnowione sztuki. Klient najczęściej nie wie, że do życia przywróciła je polska firma.
— Odbudowa fortepianu pochłania więcej pracy niż zbudowanie nowego. Mógłbym robić własne, ale na wypromowanie marki w tej branży potrzeba wielkich pieniędzy. Renowacja daje satysfakcję, bo stary instrument ma dużo lepsze dźwięki — przekonuje Krzysztof Fiks.
Dolina dźwięków
Okolice Kalisza to polskie zagłębie fortepianowe, osobliwość nie tylko na skalę kraju, ale też świata. Piano Fiks jest jednym z wielu zakładów naprawy tych instrumentów, choć najbardziej rozwiniętym. Większość to małe, garażowe firmy. Niegdyś renomowane Technikum Budowy Fortepianów dało okolicy fachowców.
Kilku pracowników Krzysztofa Fiksa skończyło tę szkołę. Reszta wszystkiego nauczyła się dopiero u niego.
— Każdą nowość, którą chciałem wprowadzić, musiałem po nocach testować w pracowni, metodą prób i błędów. Dopiero kiedy się udało, pracownicy przyjmowali nowinkę — uśmiecha się Fiks.
Krzysztof Fiks pochodzi z Warszawy. Trafił do kaliskiego technikum, skończył je i wyjechał do Niemiec. Został tam ponad rok, mimo że termin zwrotu paszportu upłynął po trzech miesiącach. W RFN zaczął pracę u dużego producenta fortepianów. Spodobało mu się, ale postanowił wrócić do kraju. Chciał tu naprawiać. Ale firma nie zamierzała wysyłać instrumentów do komunistycznej Polski. Woleli mieć fachowca u siebie, jednak władze nie dały mu paszportu. Po wielu staraniach, chyba jako pierwszy prywaciarz w Polsce, dostał zgodę na eksport instrumentów na Zachód. Pierwsze stare fortepiany odkupywał od niemieckich firm, zawoził je do Polski, naprawiał i odwoził z powrotem do Niemiec. Dopiero wtedy mu płacono.
— W skali od jeden do dziesięciu moja wiedza o fortepianach była wtedy na poziomie dwa i pół. Dziś szacuję ją na blisko dziewięć — mówi Fiks i siada przy gotowym czarnym steinwayu, żeby sprawdzić, jak brzmi.
W produkcyjnym cyklu w Piano Fiks jest ciągle około stu instrumentów, głównie fortepianów, choć także pianin. Firma postanowiła skoncentrować się na kompleksowej naprawie egzemplarzy z wyższej półki, gdzie pieniądze inwestora nie są ograniczeniem. Współpracują z nimi najbardziej renomowane europejskie sklepy. Dlatego używa najlepszych materiałów i dobrze opłaca pracowników. Klienci chwalą instrumenty, bo wyglądają jak nowe, wydają znacznie lepszy dźwięk i są od nowych tańsze.
— Naszym zadaniem jest zrobić wszystko, co w naszej mocy, żeby instrument brzmiał jak najlepiej. To świetne wyzwanie — cieszy się Krzysztof Fiks.
Salonik instrumentów
Ostatnie prace przy lśniącym, orzechowym blüthnerze: polerowanie, odkurzanie i przygotowanie do transportu. Przed czterema miesiącami przyjechał do Skalmierzyc jak dziesiątki innych: na boku, z powykręcanymi nogami i z porysowaną klapą. Na sali dźwięki szlifierek i wiertarek mieszają się z uderzeniami młoteczków w struny, roznoszonymi przez świeżo zabezpieczone dna rezonansowe. To podobno tajemnica fortepianów, ich dusza i najtrudniejsza do odbudowania część: drewniana płyta wytrzymująca naprężenie 20 ton.
— Dziś szczególnie ważny jest dla mnie koncertowy steinway. Dużo pracy, wielkie wyzwanie. Jeśli wszystko się uda, pokażemy, na co nas stać — mówi jednemu z pracowników szef, tłumacząc swój najnowszy pomysł, jak zróżnicować grubość dna rezonansowego bez skomplikowanych maszyn.
Stare fortepiany w Piano Fiks zostają najpierw całkowicie zdemontowane. Potem czas na dokładny przegląd, naprawę i czyszczenie mechanizmów. Wymiana strun i filcu na młoteczkach. Mebel, zewnętrzna strona instrumentu, zostaje dokładnie szlifowany, zabezpieczany i lakierowany. Stołki zwykle dorabia się do fortepianu od początku. Także stojak na nuty. I pozostaje złożyć instrument, nastroić go, równo ustawić młoteczki i tłumiki, naciągnąć struny. Wydaje się proste, a wymaga nawet 600 godzin pracy. Fortepian przebywa w Piano Fiks około trzech, czterech miesięcy.
W małym saloniku pod kopułą neogotyckiej dworcowej wieży stoi niewielki stolik, dwa krzesła, sześć stołków fortepianowych, dwa pianina i trzy fortepiany: czarny, jasno- i ciemnoorzechowy. Egzemplarze są własnością Krzysztofa Fiksa. Dwa z nich mają już nabywcę — znanego polskiego pianistę. Właściciel Piano Fiks marzy o małym saloniku pięknych, odrestaurowanych instrumentów. Na razie się nie udało, bo prawie każdy szybko znajdował nabywcę.
— Nie mamy czasu na zbudowanie instrumentów do tego saloniku. Poza tym każdy z nich kosztuje kilkanaście tysięcy euro. Dużo. Liczę, że jednak wkrótce się uda — mówi Fiks. n
Udana nowa marka
Niemal wszystkie cenione firmy produkujące fortepiany mają długą historię. Wyjątkiem fabryka Fazioli, powstała pod koniec lat 70. Stworzył ją zamożny włoski pianista Paolo Fazioli. W 1983 r. firma dostarczyła jeden z modeli do Teatro Comunale di Monfalcone. Właśnie tam cztery lata później zaprezentowała najdłuższy fortepian na rynku F308.
Fortepian Szpilmana
Najbardziej znanym filmowym fortepianem jest instrument z „Pianisty” Romana Polańskiego. Dramat wojenny powstał w 2002 r. na podstawie autobiografii Władysława Szpilmana. Po zakończeniu zdjęć Polański złożył na instrumencie swój autograf, co znacznie podwyższyło wartość steinwaya. Wkrótce znalazł się na niego nabywca, a instrument trafił do renowacji właśnie do Piano Fiks. W ostatnich scenach odtwórca roli Władysława Szpilmana Adrien Brody daje koncert na instrumencie z logo Steinway & Sons. Małe przekłamanie, bo grafiką taką firma zaczęła się posługiwać dopiero w latach 90. XX wieku. Film był nominowany do Oscara w siedmiu kategoriach i otrzymał trzy statuetki, m.in. za reżyserię i najlepszą rolę męską.
Instrument liczbami zagrany
450
tys. zł Tyle trzeba zapłacić za najdroższy produkowany dziś fortepian Fazioli 308
250
tys. dol. To cena wywoławcza fortepianu Elvisa Presleya produkcji Knabe&Co. z 1930 r. w serwisie internetowym eBay.
280
lat Tyle ma najstarszy zachowany do dziś fortepian. Stoi w Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku.
Zabawka dla bogatych
Fortepian zawsze był instrumentem dla zamożnych. Przykładowo: kupiony niedawno przez częstochowską filharmonię instrument Steinway & Sons o długości 2,7 m kosztował 350 tys. zł. Od XVIII wieku, czyli od czasu spopularyzowania tego instrumentu kupowali go książęta i bogaci kupcy. Współtwórcą współczesnego fortepianu jest Ludwig van Beethoven, którego głuchota wymusiła wzmocnienie dźwięku. Właścicielem kilku instrumentów był jeden z najpopularniejszych polskich pianistów Ignacy Jan Paderewski, premier i współwłaściciel warszawskiego hotelu Bristol. Jedne z lepszych w świecie instrumentów należą do Eltona Johna, którego majątek jest wyceniany na 175 mln funtów. On też jest klientem Piano Fiks.
