Za oceanem już nieuchronna staje się wyprowadzka Donalda Trumpa z Białego Domu, co dla ekipy PiS — w tym osobiście Andrzeja Dudy — będzie szokiem. Inna fatalna wiadomość nadeszła w czwartek z Brukseli. Po długich sporach negocjatorzy Parlamentu Europejskiego (PE) i ministerialnej Rady UE (RUE) osiągnęli tymczasowe porozumienie w kwestii powiązania wypłat unijnych funduszy z przestrzeganiem przez państwa praworządności. Otwiera to drogę do przyjęcia przez obie izby prawodawcze rozporządzenia. Obowiązuje procedura standardowa, czyli w PE większość regulaminowa, zaś w RUE — traktatowa większość kwalifikowana. Ta ostatnia ma ogromne znaczenie, ponieważ rządy przeciwne idei rozporządzenia — czyli Jarosława Kaczyńskiego i Viktora Orbána — nie są w stanie nic zrobić. Do zmontowania tzw. mniejszości blokującej konieczne jest zebranie państw zamieszkiwanych przez co najmniej 35 proc. unijnej populacji, tymczasem głos Polski waży 8,49, Węgier — 2,18 proc., a sojuszników nie ma…

Po komunikacie z Brukseli natychmiast krytycznie odezwały się nożyce w Warszawie i Budapeszcie. W związku z tym aż się prosi o zacytowanie zapisu z konkluzji szczytu Rady Europejskiej (RE) z 21 lipca: „Interesy finansowe UE są chronione zgodnie z ogólnymi zasadami zawartymi w traktatach, w szczególności zgodnie z wartościami zapisanymi w art. 2 traktatu o UE. RE podkreśla znaczenie ochrony interesów finansowych UE. RE podkreśla znaczenie poszanowania praworządności”. Ze względu na konieczność jednomyślnego przyjęcia konkluzje zawsze pisane są tak, by każdy mogł przedstawiać je w swoim kraju jako sukces, chociaż interpretacje często różnią się biegunowo. Przytoczony zapis ogół prezydentów/premierów uznał za zlecenie doprecyzowania unijnych zasad praworządności, natomiast dwaj za… skuteczne zablokowanie wątku.
Nowe prawo służyłoby nie tylko zatrzymaniu niewłaściwego wykorzystywania pieniędzy poprzez korupcje czy oszustwa. Będzie się odnosiło także do wolności, demokracji, równości, poszanowania praw człowieka etc. Najbardziej zdumiewa idea, by końcowi beneficjenci — tacy jak studenci, rolnicy czy organizacje pozarządowe — nie byli karani przez UE za przewiny ich rządów. W dotychczasowym systemie dystrybucji unijnych pieniędzy byłaby to prawdziwa rewolucja.