Pill opowiada się bardziej za dłuższym okresem obowiązywania wyższych stóp procentowych, niż ich nadmiernym podniesieniem za to przez krótszy czas. Jak sam to określił, preferuje profil „Góry Stołowej”, w którym stawki procentowe przez pewien czas utrzymują się one na umiarkowanie wysokim poziomie, a nie szybko rosną, a następnie równie szybko spadają.
Stwarza ona mniejsze ryzyko dla stabilności finansowej oraz i jest korzystniejsza ze względu na wpływ na koszty kredytu hipotecznego – stwierdził Pill.
W jego opinii, decydenci muszą „doprowadzić sprawę do końca” i wielokrotnie podkreślał, że inflacja bazowa jest „uparcie wysoka”, co oznacza, że inflację w dalszym ciągu napędzają efekty drugiej rundy, takie jak podwyższanie wynagrodzeń przez pracowników.
Ekonomista uważa przy tym, że oprócz samego dyrygowania stawkami procentowymi Bank Anglii ma wiele narzędzi i ścieżek by sprowadzić inflację do celu na poziomie 2 proc.
Pill zaakcentował też, że polityka pieniężna „działa na obszarze restrykcyjnym” i że „istnieje możliwość zrobienia zbyt wiele i wyrządzenia niepotrzebnych szkód zatrudnieniu i wzrostowi gospodarczemu”.
Wśród uczestników rynku istnieje niemal zgodne przekonanie, że podczas wrześniowego posiedzenia brytyjskich władz monetarnych zapadnie decyzja o podwyżce stóp procentowych o 25 punktów bazowych. Jednak oczekiwania odnośnie docelowego poziomu dla stóp spadły do około 5,78 proc.

