Plaga oszukańczych platform zatruwa system

opublikowano: 28-11-2021, 20:00

„Brokerzy”, którzy sztukę perswazji opanowali do perfekcji, potrafią oskubać nawet zawodowców od cyberbezpieczeństwa. Straty idą w miliony. Ścieżka walki o utracone pieniądze prowadzi przez prokuratury i banki. Tym drugim to nie w smak.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • ile platform inwestycyjnych budzących wątpliwości światowych nadzorców powstało od początku 2020 r.
  • na jakie platformy skarżą się obecnie Polacy oraz jakie techniki manipulacyjne stosują rzekomi brokerzy
  • jak sytuację ocenia kancelaria Averso, która specjalizuje się w takich oszustwach
  • jakie są szanse na odzyskanie pieniędzy i co należy zrobić

2,5 tys. — o tyle pozycji rozrosła się od początku ubiegłego roku autorska lista ostrzeżeń finansowych serwisu www.forexrev.pl. Niechlubny ranking platform inwestycyjnych, które żerują na ludzkiej naiwności, powstaje na podstawie komunikatów światowych regulatorów oraz opinii internautów. Widnieje w nim m.in. podmiot o nazwie Save Capital Invest (SCI), któremu przyglądamy się od jakiegoś czasu — w ramce opisujemy historię pewnego małżeństwa, które straciło na tej platformie ponad 200 tys. zł.

To niejedyne potencjalne ofiary SCI. W sieci przybywa komentarzy osób apelujących o pomoc. Uważają, że padli ofiarą nieuczciwego brokera mówiącego po polsku, ale ze wschodnim akcentem. Na stronie internetowej firmy próżno szukać jakichkolwiek informacji o osobach, które kierują tym biznesem. Z niechlujnej treści można wyłuskać co najwyżej adres londyńskiego biura, pod którym de facto znajduje luksusowy dom handlowy Harrods.

O tym, że potencjalnych ofiar SCI jest znacznie więcej, może świadczyć fakt, że na frazę „Save Capital Invest” pozycjonują się w Google’u kancelarie prawne. Próbowaliśmy skontaktować się z kilkoma z nich, lecz porozmawiać udało się tylko z jedną — Averso.

Od kierującego kancelarią Averso Michała Cieśli dowiedzieliśmy się, że telefony od klientów się urywają, a SCI to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Oszukańcze platformy wyrastają jak grzyby po deszczu, działając zwykle od 3 do 8 miesięcy. Następnie zmieniają nazwę na inną i odświeżają szatę graficzną.

Platformy działają na tę samą modłę. Za każdym razem próbują uwiarygodnić się wizerunkiem popularnej osoby lub logo znanej spółki, które zamieszczają na stronie WWW. Podają też fikcyjne adresy biur — wybierają najbardziej prestiżowe lokalizacje w stolicy, m.in. Chłodną 51, plac Europejski 1, Browary Warszawskie itp.

Długa kolejka klientów

Podczas rozmowy z Michałem Cieślą na skrzynkę elektroniczną kancelarii przyszła wiadomość od klienta jednej z takich platform. „Zostałem oszukany przez firmę Trade Vision Group. Firma namówiła mnie na wysłanie sporej kwoty pieniędzy w celu ich pomnożenia, żebym stał się bogatszy. Dziś dowiedziałem się, że jest to firma, która naciąga ludzi na pieniądze. Czy jest jakaś możliwość, żebym mógł chociaż część tych pieniędzy odzyskać. Proszę o pomoc”.

— Takich mejli i telefonów dziennie dostajemy kilkadziesiąt — zaczyna opowieść o pladze naciągaczy Michał Cieśla.

Ludzie telefonują od wczesnych godzin porannych do północy. Obecnie Averso, kancelaria specjalizująca się w oszustwach inwestycyjnych, reprezentuje pokrzywdzonych w 228 sprawach, z czego 17 osób to klienci SCI. Liczby rosną z dnia na dzień. Rekordzista stracił milion złotych. Według właściciela kancelarii to, czy uda się odzyskać pieniądze, w dużej mierze zależy od woli walki i zaangażowania pokrzywdzonego. Twierdzi, że największe szanse mają te osoby, które płaciły kartą i na ich konto dokonano wielu nieautoryzowanych transakcji.

— Wyjścia są dwa: można działać w celu odzyskania pieniędzy albo potraktować inwestycję jako drogą lekcję życia. W sytuacji, gdy wartość szkody sięga kilku tysięcy złotych, to uczciwie radzę klientowi wybrać to drugie rozwiązanie. Jeśli strata jest duża — przypadek sprzed miesiąca: pan zainwestował 50 tys. USD — to warto powalczyć po to, żeby odzyskać przynajmniej część pieniędzy — mówi Michał Cieśla.

Co należy zrobić w takiej sytuacji?

— Najlepiej wykorzystać wszystkie instrumenty, jakie daje nam prawo. Po pierwsze — zawiadomić organy ścigania, po drugie — starać się odzyskać stracone pieniądze w postępowaniu reklamacyjnym przed bankiem. Temat oszustw komputerowych jest na tyle popularny, że zajmują się nim prokuratury w całym kraju. Powstają wyspecjalizowane komórki do walki z cyberprzestępczością — instruuje Michał Cieśla.

Według niego proces cywilny w takich przypadkach nie jest najlepszym rozwiązaniem, bo nie wiadomo, kogo pozwać. Podmioty często nie mają zarządu, majątku, a więc postępowanie nie doprowadzi do zabezpieczenia interesów klienta. Postępowanie cywilne sprawdzi się w sytuacji, gdy fałszywy broker zaciągnął pożyczkę na konto ofiary i trzeba przedsądowo unieważnić taką umowę.

— Mimo że metody działania sprawców tych przestępstw są podobne, to do każdego z przypadków dobieramy odpowiednią ścieżkę prawną — podkreśla szef Averso.

Pięta achillesowa

Nieautoryzowane transakcje to rak sektora finansowego. Według szacunków Narodowego Banku Polskiego w ciągu tego roku może dojść nawet do 250 tys. takich przestępstw. Problemowi bacznie przygląda się Rzecznik Finansowy i Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Tadeusz Białek, wiceprezes Związku Banków Polskich, podczas październikowej konferencji stwierdził, że komunikaty instytucji państwowych sugerują, że banki każdorazowo powinny zwracać te środki. Stanowczo zaoponował takim praktykom, tłumacząc, że są one sprzeczne z prawem unijnym.

Jaka jest skłonność banków do pozytywnego rozpatrzenia reklamacji?

— Wszystko zależy od banku i okoliczności. Jedna sprawa jest pozytywnie rozpatrzona jednym profesjonalnym pismem, a przy innej trzeba się napocić i powalczyć nawet kilka miesięcy — odpowiada Michał Cieśla.

Zgodnie z ustawą o usługach płatniczych mamy rok na zgłoszenie nieautoryzowanej transakcji, ale im szybciej, tym lepiej.

Karty zwykle mają ograniczenia co do wysokości jednorazowej transakcji, a w tym przypadku chodzi o bardzo duże kwoty zainwestowanych pieniędzy. Jak to możliwe, że ludzie realizują takie transakcje za pomocą karty?

— Przede wszystkim potencjalna ofiara jest zmanipulowana i zmuszana do zainstalowania aplikacji, która ma umożliwić inwestorowi obsługę platformy inwestycyjnej, a w rzeczywistości służy „brokerowi” do zdalnej obsługi komputera. W ten sposób sprawcy robią co chcą: wykonują przelewy i zaciągają pożyczki na konto klienta — wyjaśnia mechanizm szef Averso.

Ponadto pieniędzy nie inwestuje się jednorazowo — operacji zwykle jest wiele. Jeden z klientów Averso stracił około 600 tys. zł w ponad 30 transakcjach.

Czy inwestorom, którzy sami dokonują transakcji, w pewnym momencie nie zapala się czerwona lampka? Jakim cudem oszustowi udaje się nakłonić ofiarę do kolejnych wpłat?

— Przelewem na konto. Wystarczy niewielka wpłata na rachunek ofiary, żeby uśpić jej czujność i zbudować zaufanie — mówi Michał Cieśla.

Wyższa szkoła naciągania

Co dzieje się w sytuacji, gdy inwestorowi skończą się pieniądze?

— Wtedy zwykle chce wypłacić rzekomo wygraną kwotę, którą widzi na swoim koncie na platformie, i zaczynają się schody w postaci podatku, prowizji dla „brokera”, ubezpieczenia, opłaty za skrytkę skarbową itp. Gdy ktoś połknie ten haczyk, traci dosłownie wszystko, co posiada, a czasem potrafi jeszcze zaciągnąć pożyczkę — twierdzi Michał Cieśla.

Oszuści obiecują złote góry Kowalskim, którym udało się w życiu zaoszczędzić kwoty rzędu 50, 100, 200 tys. zł. W gronie pokrzywdzonych są też przedsiębiorcy oraz osoby zawodowo związane z cyberbezpieczeństwem.

— Mam dwóch klientów, którzy pracują w wojsku i zajmują się cyberatakami. Jeden z nich zainwestował 80 tys. zł, a drugi 400 tys. zł — dodaje szef kancelarii.

Do kogo należą rachunki bankowe, na które inwestorzy wpłacają pieniądze?

— Zwykle do innych pokrzywdzonych. Jeśli na przelewie widnieje osoba prywatna, to na 99 proc. jest to też ofiara — mówi nasz rozmówca.

Są też inne sposoby, np. rachunek na tzw. słupa. Jedna z platform dogadała się z młodym człowiekiem, jeszcze przed „dwudziestką”, któremu zapłaciła kilka tysięcy złotych w zamian za dostęp do rachunku bankowego, przez który przepłynęło kilka milionów złotych.

Z jednej strony ludzie nie zdają sobie sprawy z konsekwencji takich czynów, a z drugiej nie uczą się na błędach, co obrazuje przypadek pani Pauliny, klientki kancelarii Averso.

— Kobieta straciła pieniądze na jednej z takich platform dwa lata temu. Niedawno odezwał się do niej pracownik platformy z „dobrą nowiną”, że na jej koncie uzbierało się jednak 80 tys. EUR, które może wypłacić, pod warunkiem że najpierw uiści podatek w wysokości 60 tys. zł. Pani Paulina wzięła kredyt, zapłaciła podatek i ponownie straciła pieniądze. Kontakt z firmą się urwał — opowiada Michał Cieśla.

Chodliwy towar

Oszuści żerują na kryptowalutowej modzie. Wykorzystują coiny jako walutę rozliczeniową bądź aktywo inwestycyjne. W tym celu oszust przekonuje ofiarę do założenia konta na giełdzie kryptowalut i przekazania sobie hasła oraz loginu albo ją w tym wyręcza dzięki aplikacji umożliwiającej zdalny dostęp do pulpitu.

W przypadku prób zasilenia rachunku na kryptogiełdzie, które bardzo są często wykorzystywane do prania pieniędzy, banki zapobiegawczo telefonują do klienta z pytaniem, czy na pewno chce zrealizować przelew. Taka osoba zwykle mówi, że tak, bo wcześniej została odpowiednio poinstruowana przez „brokera”, jak należy rozmawiać z bankiem.

— Pracownik takiej platformy potrafi wbijać klientowi do głowy bzdury, że bank zniechęca do inwestycji, bo inwestuje się bez jego pośrednictwa i przez to on nie zarabia. „Brokerzy” sztukę perswazji i manipulacji mają w małym palcu — twierdzi Michał Cieśla.

Z wizytą w komisariacie

Z relacji klientów Michała Cieśli wynika, że niekiedy policjanci, szczególnie z mniejszych miejscowości, grzebią nadzieję na odzyskanie pieniędzy, więc poszkodowani zaprzestają jakichkolwiek działań na wiele miesięcy. Po takim czasie zwykle jest już za późno na skuteczne działanie.

— Funkcjonariusz śmieje się w twarz pokrzywdzonemu, mówi mu, że jest głupi, bo chcąc zostać milionerem, zainwestował w internecie. W takich okolicznościach ludzie często się poddają, bo nie znają swoich praw, a przede wszystkim nie wiedzą, jakie są możliwości. My wiemy i działamy tak długo, jak to możliwe. Często z pozytywnym rezultatem, ale zdarzają się też porażki — mówi Michał Cieśla, podkreślając, że za wyłudzone pieniądze naciągacze są w stanie utrzymać siebie i jeszcze dwa pokolenia.

Świeża sprawa

Historia Jana Kowalskiego (nie jest to prawdziwe imię i nazwisko), który zainwestował oszczędności zgromadzone wspólnie z małżonką, zdarzyła się latem tego roku. Na początku lipca wszedł na stronę internetową Save Capital Invest (SCI), gdzie zostawił numer telefonu do siebie. Telefonicznie (z numeru komórkowego z kierunkowym Polski) skontaktował się z nim mężczyzna, który poinformował go o zasadach inwestowania, gwarantując jednocześnie szybki zysk. Następnie na skrzynkę elektroniczną wysłał link z danymi do logowania. Warunkiem współpracy była instalacja aplikacji AnyDesk, która umożliwia zdalny dostęp do pulpitu komputera.

Na początku Jan Kowalski przelał relatywnie niewielką kwotę na wskazany rachunek bankowy z litewskim IBAN-em. Wkrótce kwota pojawiła się na koncie Jana Kowalskiego na platformie SCI. Po kilku dniach z inwestorem ponownie skontaktował się pracownik SCI, informując, że z tego, co wpłacił, nie będzie dużego zysku, i skutecznie zachęcił do kolejnej wpłaty. Dodał, że bonusowo SCI dorzuci od siebie drugie tyle.

Plan inwestycyjny oparto na coinach. „Broker” założył Janowi Kowalskiemu konto na popularnej na świecie giełdzie kryptowalut i podpiął do niego jego kartę płatniczą. Na giełdę spływały kolejne pieniądze z rachunku Jana Kowalskiego, czym zainteresował się bank (z pierwszej piątki), który zapytał klienta, czy on sam zleca te przelewy, czy ktoś mu w tym pomaga, jednocześnie informując o możliwym oszustwie. Janowi Kowalskiemu nie zapaliła się lampka.

W połowie sierpnia Jan Kowalski dowiedział się, że na jego rachunku inwestycyjnym jest... za dużo pieniędzy, dlatego zostało ono zablokowane, a żeby je odblokować, trzeba zapłacić. Zrobił, co mu kazano, a gdy już skończyły mu się pieniądze, to przedstawiciel SCI zasugerował wzięcie pożyczki. Inwestor stanowczo zaprotestował i wtedy dostał przelew w wysokości kilku tysięcy złotych z rachunku prywatnej osoby — Polki, która jest klientką banku z pierwszej trójki. Te pieniądze również przelano na giełdę kryptowalut w celu dokupienia bitcoinów.

Dwa dni później Jan Kowalski stracił kontakt z pracownikami SCI. Zawiadomił prokuraturę o możliwości popełniania przestępstwa. Sprawa jest w toku. Pełnomocnikiem pokrzywdzonego nie jest prawnik z Averso. Historię opisaliśmy na podstawie dokumentów, do których dotarliśmy, oraz relacji osób zbliżonych do sprawy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane