Plan Włodarzewskiej budzi wątpliwości

08-11-2016, 22:00

Zdaniem nadzorcy sądowego skuteczna i szybka restrukturyzacja dewelopera wciąż stoi pod znakiem zapytania

Włodarzewska, znany stołeczny deweloper, który ugiął się pod garbem ponad 200 mln zł długów, przedstawił plan restrukturyzacji. Zakłada w nim, że układ z wierzycielami finansowany będzie prawie wyłącznie ze sprzedaży mieszkań na dwóch inwestycjach spółki: Zakątku Cybisa na stołecznym Ursynowie oraz Osiedlu Sportowa w podwarszawskim Brwinowie. Te nieruchomości obciążone są jednak hipotekami łącznie trzech wierzycieli: Banku Spółdzielczego w Sierpcu, Banku Ochrony Środowiska (BOŚ) i firmy Trasko-Inwest (jeden z podwykonawców Włodarzewskiej).

Zobacz więcej

KAPITAN UCIEKŁ Z OKRĘTU: Jerzy Szymański niedługo przed złożeniem wniosku o restrukturyzację zrezygnował z funkcji prezesa Włodarzewskiej. Wciąż jest jednak największym akcjonariuszem dewelopera. We wniosku o restrukturyzację nie zadeklarował żadnego wsparcia, np. w formie dokapitalizowania spółki. Tomasz Pikuła

— Tylko pierwszy z nich wyraził wstępną zgodę na takie rozwiązanie. A do układu potrzebne jest porozumienie ze wszystkimi. Jego brak może oznaczać konieczność umorzenia postępowania restrukturyzacyjnego — mówi Bartosz Sierakowski ze spółki Zimmerman Filipiak Restrukturyzacja, będącej nadzorcą Włodarzewskiej.

Pomysł: SPV

Jego zdaniem, nawet po uzyskaniu zgody wierzycieli hipotecznych sprzedaż mieszkań byłaby utrudniona. Włodarzewska już dawno bowiem utraciła renomę rzetelnego dewelopera.

— Dlatego sugerujemy, by zajęła się tym spółka celowa, która dzięki pozyskaniu zewnętrznego inwestora dysponowałaby zdolnością kredytową — informuje Bartosz Sierakowski. Z naszych informacji wynika, że Włodarzewska zaproponowała takie rozwiązanie Trasko-Inwestowi, ale tylko w zakresie inwestycji w Brwinowie. Włodarzewska miałaby wnieść do spółki grunt, a Trasko być generalnym wykonawcą inwestycji. Szczegółów i konkretów wciąż jednak brak.

Zresztą nie tylko w tym zakresie. Zgodnie z prawem ostateczne propozycje układowe i plan restrukturyzacyjny spółka powinna złożyć w ciągu dwóch tygodni od wszczęcia przyspieszonego postępowania restrukturyzacyjnego. W przypadku Włodarzewskiej minęło półtora miesiąca, a przedłożony plan i propozycje wciąż nie są ostateczne. Na konkretne terminy przekazania lokali czekają m.in. nabywcy mieszkań w Zakątku Cybisa (ZC). Na pasywność i małą dynamikę działań spółki wskazuje zarówno nadzorca, jaki też jej wierzyciele, m.in. BOŚ, który dopiero dzięki specjalnemu zarządzeniu nadzorcy otrzymał od Włodarzewskiej propozycje restrukturyzacyjne.

— Jako bank kredytowaliśmy jedynie zakup gruntu pod ZC, a nie budowę tego osiedla. I dla Włodarzewskiej prowadziliśmy rachunki techniczne, a nie powiernicze. Jednak biorąc pod uwagę ważny interes społeczny, bank skłonny jest rozważyć swój udział w dokończeniu budowy ZC. W ocenie BOŚ istnieje kilka możliwości dokończenia inwestycji, w tym wydzielenie jej do osobnej spółki i prowadzenie budowy przez podmiot dający rękojmię jej zakończenia — mówi Piotr Lemberg, rzecznik BOŚ. Z ustaleń „PB” wynika, że BOŚ, podobnie jak inni wierzyciele, ma mocno ograniczone zaufanie do Włodarzewskiej. Powody? Niewykupienie obligacji przez dewelopera czy naruszanie warunków umów, łączących go z bankiem.

Obligacje z dyskontem

Nadzorca proponuje, by sąd powołał radę wierzycieli, która zaopiniuje plan restrukturyzacyjnyi propozycje układowe spółki. To oznacza kolejne wydłużenie procedury. Tymczasem już od stycznia 2017 r. Włodarzewska powinna zacząć spłacać długi w stosunku do najmniejszych wierzycieli. Nadzorca przyznaje, że ten termin jest nierealny.

— Nawet jeśli układ zostanie przegłosowany przed końcem roku, to i tak część wierzycieli złoży zażalenie na tę decyzję. Zapowiedziała to już m.in. część obligatariuszy — przyznaje Bartosz Sierakowski. Posiadaczy niewykupionych papierów Włodarzewskiej jest ponad stu. Zgodnie z propozycjami dewelopera najbardziej poszkodowani z nich będą najwięksi, z obligacjami wartymi ponad 600 tys. zł. Mieliby oni dostać zaledwie 20 proc. zainwestowanych kwot, i to w ratach rozłożonych na lata 2020-25.

Dotyczyłoby to m.in. kilku osób fizycznych, Eques TFI (ma obligacje warte 0,95 mln zł), a przede wszystkim banku BPS (7,6 mln zł) i trzech funduszy, zarządzanych przez BPS TFI (4,66 mln zł). Ich sytuacja jest o tyle trudna, że na redukcję o 80 proc. zgodziło się kilku innych dużych wierzycieli, reprezentujących łącznie aż 45 mln zł. Jak ujawniliśmy w „PB” — są wśród nich bankruci, spółka bez zarządu i podmioty powiązane z byłym i obecnym zarządem dewelopera. Niestety, w trybie przyspieszonego postępowania restrukturyzacyjnego dogłębna weryfikacja tych dziwnych wierzytelności jest niemożliwa (byłoby inaczej w postępowaniu sanacyjnym lub upadłościowym). © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Plan Włodarzewskiej budzi wątpliwości