Niejednemu inwestorowi znane jest giełdowe powiedzenie: „kupuj plotki, sprzedawaj fakty”. Wprawdzie nie jest to temat bezpośrednio związany z analizą fundamentalną, jednak pewne odniesienia można znaleźć, zwłaszcza konfrontując daną plotkę z sytuacją fundamentalną spółki.
Inwestorzy uwielbiają plotki. Króluje zasada, że im więcej informacji, tym lepiej. Otóż nie jest prawdą, że im więcej informacji, tym lepiej dla nas, ponieważ cała sztuka polega na odpowiedniej filtracji informacji docierających do inwestorów. Niektóre są bardzo ważne, inne mniej ważne, a jeszcze inne zupełnie nieistotne. Tych ostatnich zresztą jest najwięcej i stanowią one zwykły szum, który należy bagatelizować. Tak więc inwestorzy muszą mieć zdolność właściwej interpretacji tego, co do nich dociera.
Moja opinia na temat plotek giełdowych jest całkowicie negatywna i nikomu nie polecam kierowania się nimi w decyzjach inwestycyjnych. Mam świadomość, że mój głos w tej sprawie to głos wołającego na puszczy, który niczego nie zmieni. I tak większość inwestorów będzie z wypiekami na twarzy wysłuchiwać różnych podszeptów i zastanawiać się, jak je wykorzystać. Pozwolę sobie jednak zacytować dwa fragmenty z bardzo interesującej książki napisanej przez Klausa Thiele-Dohrmanna pt. „Psychologia plotki”. Pierwszy fragment brzmi tak: „Plotka wybucha wokół spraw nieznanych, obcych, trudno uchwytnych. Posługuje się niedomówieniem i informacją częściową. Istniejące luki uzupełnia, zaokrągla i wypełnia fantazją. Bardzo często wystarczy pierwsze wrażenie, jakie zrobiła na nas jakaś osoba czy sytuacja, jej odrębność lub odbiegająca od normy cecha, by mechanizm został puszczony w ruch”. Oto drugi fragment: „Plotka jest w dużej mierze produktem fantazji snutej z wątłych poszlak, zależnej od indywidualnych zainteresowań, dowolnie rozbudowywanych w ogólniejszą pozorną informację”. Jak widzimy, plotka lubi karmić się fantazją, a ta dla inwestorów jest szczególnie niebezpieczna.
Plotki na rynku kapitałowym są bardzo chętnie rozpowszechniane i odbierane. Wynika to po części z tego, że inwestorzy często nie potrafią zdecydować się, w jaki sposób zainwestować swoje pieniądze. Szukają więc „najpewniejszych” informacji dotyczących spółek. Rozpowszechnianiem plotki zainteresowani są też maklerzy, ponieważ dzięki temu mają ruch w interesie. Maklerzy żyją z prowizji i dlatego wiedzą, że o wiele łatwiej jest nakłonić klienta do zawarcia transakcji, jeśli podsunie mu się pod nos jakąś „pewną” informację.
Pierwszymi, którzy otrzymują nformacje są z reguły inwestorzy instytucjonalni (TFI, OFE itp.). Dysponują oni dużymi kwotami, które mogą wygenerować dla biur maklerskich spore prowizje.
Zanim zaczniemy inwestować swoje własne pieniądze na podstawie tzw. szeptanej informacji, sprawdźmy najpierw bardzo dokładnie wszystkie inne wcześniejsze oficjalne doniesienia z tej spółki z ostatniego okresu. Warto przypomnieć sobie wywiady lub wypowiedzi członków zarządu i posłuchać, co na temat tej spółki mówili analitycy. Jednak przede wszystkim warto dokładnie sprawdzić sprawozdania finansowe. To właśnie one mogą wiele powiedzieć o spółce. Bardzo ważny jest też wykres kursu. Może się bowiem okazać, że taka spółka jest już po bardzo dużych wzrostach, a „pozytywna plotka” ma pozwolić wyjść z inwestycji tym, którzy są od nas lepiej poinformowani.
Taka konfrontacja plotki ze stanem faktycznym pomoże spojrzeć obiektywnie na całą sytuację i uniknąć dotkliwych strat. Inwestorom trzeba powtarzać, by zawsze kierowali się swoim rozumem i doświadczeniem, zwłaszcza doświadczeniem związanym z utratą pieniędzy na giełdzie.
Podam pewien przykład z naszego rynku. Pamiętam jak w roku 1999 dotarła do mnie informacja, że coś dzieje się na akcjach Huty Ferrum. Tak się akurat złożyło, że o tej spółce miałem już wyrobione zdanie i nie zamierzałem w nią inwestować. Wiedziałem, że spółka ta dokonała ogromnych jak na jej możliwości inwestycji w nową linię produkcyjną — 80-100 mln zł. Wiedziałem też, że inwestycja ta była finansowana w dużym stopniu kredytem. Wolałem więc poczekać na efekty tego przedsięwzięcia. Spółka dwukrotnie przesuwała rozruch nowej linii produkcyjnej. Były więc już pewne niepokojące oznaki. Ale siła plotki była ogromna. Kurs zaczął marsz w górę od poziomu 5 zł i dotarł do 10 zł. Następnie zaczęły pojawiać się informacje, że spółkę chce przejąć grupa kapitałowa Colloseum i kurs poszybował do 26 zł (maj 2000 r.) Niezły zarobek, prawda? To dopiero połowa opowieści. Zapomniano bowiem o wynikach spółki. W roku 1998 Ferrum miała 8,3 mln zł zysku netto przy sprzedaży 175 mln, w roku 1999 zysk netto wyniósł już tylko 0,7 mln zł, a sprzedaż 143 mln zł, w roku 2000 spółka zanotowała natomiast stratę netto 44 mln zł!
Słabe wyniki finansowe są kamieniem u szyi dla spółki, której akcje rosną nienaturalnie. W listopadzie 2000 roku kurs akcji Ferrum zaczął spadać. Z pewnością zadowoleni są inwestorzy, którzy przy cenie 20-25 zł sprzedali te akcje. Jednak ci, którzy je kupowali, ponieśli ogromne straty. Dzisiaj jedna akcja Huty Ferrum wyceniana jest na niecałe 3 zł!