Pojedźmy Formułą 1

Rafał Kerger
opublikowano: 13-03-2008, 09:52

Mocny swąd palonej gumy. Trzy sekundy do  setki. 250 km, a nawet 300 km na godzinę. Obiad w boksach przy pit stopie. Dla wyścigowców takich jak Maurycy Kochański, kierowca Dallara F3 Honda Mugen, trzykrotny mistrz Polski — to nic nadzwyczajnego. Dla przeciętnego zjadacza chleba zasiadanie za kierownicą bolidu i przejażdżka na przykład po niemieckim torze Hockenheim jest marzeniem życia.

Maurycy Kochański i Bartłomiej Szczebel, były członek zarządu XTrade oraz dyrektor marketingu Orkla Media, norweskiego koncernu, niegdyś współwłaściciela „Rzeczpospolitej” — pierwsi w Polsce zrealizują te marzenia. Za sprawą powołanej pół roku temu firmy Motozone.

Trzy pakiety
Co może Motozone? W telegraficznym skrócie: za sprawą warszawiaków pracownicy firm (w ramach eventów) lub osoby prywatne mogą wyjechać na profesjonalny tor wyścigowy, dostać kask, strój i zasiąść za sterami najszybszych na świecie samochodów wyścigowych.

Motozone robi szkolenia jazdy bolidami FR1600, Formuła Konig, FR2000 i F1 (na modelach z ubiegłych lat). Może też zorganizować ikony szybkości startujące w serii GT: Ascari, Ferrari, Pagani Zondę czy też modele Koenigsegga i Moslera. Każdy uczestnik otrzymuje certyfikat ukończenia szkolenia jazdy wyścigowej, a stali klienci mogą dostać międzynarodową licencję kierowcy wyścigowego. Kochański i Szczebel zostali przedstawicielami na Europę Środkową i Wschodnią szkoły Top Speed Racing z Niemiec oraz ekskluzywnego, nowoczesnego ośrodka z torem Ascari Race Resort pod Marbellą w Hiszpanii.

Gdzie mogą się odbywać takie imprezy?

— Właściwie wszędzie. Z racji startów w F3 znam wielu właścicieli i zarządzających torami. Głównie proponujemy Eurospeedway Lausitz, Oschersleben, Hockenheim oraz właśnie Ascari Race Resort. Choć możemy wyjechać nawet do Bahrajnu — zapewnia Maurycy Kochański.

Dla mniej zamożnych lub zabieganych Motozone przywiezie bolidy z Niemiec do Poznania — na jedyny w Polsce tor, który się do tego nadaje.

— W pierwszej kolejności proponujemy wyjazd do naszych zachodnich sąsiadów, do Hiszpanii, bo grafik odbywających się w Poznaniu imprez jest niezwykle napięty. Nie możemy swobodnie wybrać tam daty imprezy — wyjaśnia Bartłomiej Szczebel.

Pierwsze koty za płoty

Eurospeedway Lausitz. Część Polaków jeździ formułą Konig. Część zasiada w niej za Maurycym Kochańskim, który kieruje pojazdem (bolidy do szkolenia bywają dwu-, nawet trzyosobowe). Bartłomiej Szczebel wszystko spina. A jest co. W końcu Maurycy — choć pomagają mu instruktorzy z tutejszej szkoły — jest tylko jeden, a gości przebranych za kierowców wyścigowych z kaskami pod pachą mnóstwo. W oczekiwaniu na swoją kolej muszą coś robić. Są zatem inne oprócz przejażdżki atrakcje. Zwiedzanie boksów, omawianie możliwości poszczególnych maszyn, a nawet kierowanie wartburgiem, będącym na stanie Lausitz.

— Lider zespołu — zwykle menedżer — dzierży kierownicę. Pozostała trójka ma do podziału: zmianę biegów, gaz i hamulec. Do tego, gdy kierownicą skręci się w prawo — jedzie się w lewo. Trzeba to zobaczyć, żeby uświadomić sobie, jaka to zabawa — uśmiecha się Bartłomiej Szczebel, wspominając pierwszy zorganizowany przez Motozone event.

To było jesienią ubiegłego roku. Stołeczna firma wygrała przetarg na przygotowanie dwóch motoryzacyjnych imprez integracyjno-rozrywkowych dla Lotosu.

Zabiorę cię tam

Szczebel i Kochański poznali się trzy lata temu. Na tenisie.

— Bartek był tak słaby, że postanowiłem, że dam mu szansę wykazania się w innej dziedzinie — puszcza oko Maurycy Kochański, który przygodę ze sportem zaczynał nie od wyścigów, lecz od tenisa.

Więc trochę, jak to mówią, pogrywa.

— Najpierw dorywczo pomagałem Maurycemu w skompletowaniu budżetu na sezon wyścigowy. Potem postanowiliśmy, że założymy Motozone — wyjaśnia Szczebel.

Dotychczas największym sukcesem ich firmy jest podpisanie umowy o ścisłej współpracy z ekskluzywnym Ascari Race Resort. Kurort zachęca do przyjazdu tych, którzy chcieliby poczuć dreszcz emocji i silny przypływ adrenaliny. Oferuje im wszelkie możliwe rajdy i wyścigi, od jazd terenówkami, przez sportowe porsche GT, lotusy, radicale, po bolidy Benettona znane z Formuły 1.

W świecie zakazów, ograniczeń prędkości i czających się wszędzie stróżów prawa miejsce pozwala na wykorzystanie tych cacek do tego, do czego zostały stworzone.

Wynajęcie toru na dzień i na wyłączność przez grupę do 20 kierowców kosztuje ponad 15 tys. euro. Można po nim jeździć własnymi samochodami albo na miejscu wypożyczyć jakiś ciekawy model.

Tor pod Marbellą jest dziełem i oczkiem w głowie Klassa Zwarta, holenderskiego multimilionera, który posiada dziesiątki tankowców, od lat jest też kierowcą wyścigowym oraz właścicielem fabryki piekielnie szybkich aut — Ascari.

W mekce Zwarta liczy się luksus. Właściciel otwarcie przyznaje, że corocznie dokłada 2 mln euro to toru w górach — pobliska miejscowość Ronda była w XI w. stolicą państwa Taryfa. Dokłada, bo wyścigi są jego pasją, a tor zabawką. A zabawki kosztują.

Przy torze działa Exclusive Ascari Club. Jego członkiem zostaje się tylko na zaproszenie. Do klubu należą takie sławy sportów motorowych, jak Valentino Rossi, Jenson Button, David Coulthard, ale także najbardziej znani na świecie dziennikarze motoryzacyjni — Jeremy Clarkson i Richard Hammond z Top Gear. Członkowie uczestniczą w cyklicznie organizowanych tutaj imprezach wyścigowych.

— Co my możemy na Ascari? Zostaliśmy zaproszeni przez właściciela, z którym przez lata ścigam się w F3, a zatem wiele — mówi Maurycy Kochański.

Motozone może w Ascari Race Resort zorganizować szkolenie, połączone na przykład z rejsem ekskluzywnym jachtem zacumowanym w pobliskim Puerto Banus. Po kilku wyjazdach konkretnej grupy mogą też zdobyć przyzwolenie na przejażdżkę Benettonem F1 — bo trzeba pamiętać, że ten samochód jest tylko dla wybranych, czyli mających odpowiednie umiejętności.

— Chętnych możemy też umówić z zawiadowcami Exclusive Ascari Club, tak by mogli uzyskać członkowstwo w klubie — opowiada Bartłomiej Szczebel.

Dodajmy, że jest to członkowstwo, do którego trzeba mieć nie tylko wprowadzającego, ale też zasobną kieszeń — przyjemność na lata kosztuje 150 tys. euro.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Kerger

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Pojedźmy Formułą 1