Polska będzie liderem

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 2009-12-21 00:00

Uwaga, zbliża się korekta. Ale cały 2010 r. będzie dla giełd bardzo dobry — prognozuje Robert Parker.

Rynki wschodzące, w tym Polska, wzrosną w 2010 r. o 20-30 proc. — uważa wiceprezes giganta zarządzania aktywami

Uwaga, zbliża się korekta. Ale cały 2010 r. będzie dla giełd bardzo dobry — prognozuje Robert Parker.

W marcu Robert Parker, wiceprezes Credit Suisse Asset Management, namawiał do kupowania polskich akcji. Sam chętnie wrzucał je do portfela swoich funduszy. Kto posłuchał, nie żałuje — indeksy wzrosły o ponad 80 proc. Teraz przestrzega inwestorów, że czas schłodzić rozpalone hossą głowy.

— Do lutego spodziewamy się zahamowania wzrostów, a nawet korekty, ale w całym 2010 r. to akcje będą najlepszą inwestycją. Wzrosty powrócą w marcu-kwietniu, a na koniec roku indeksy będą wyżej niż teraz. Spodziewam się wzrostu giełdy amerykańskiej o 10-15 proc., w krajach strefy euro o 15-20 proc., a rynków wschodzących o 20-30 proc — mówi Robert Parker.

Będzie dobrze

To dobre wieści dla krajowych inwestorów, bo GPW zaliczana jest do rynków wschodzących.

— Z grona rynków wschodzących najlepiej prezentuje się Azja, tu właśnie będzie następna bańka spekulacyjna, która może pęknąć na przełomie 2010 i 2011 roku. Interesujące są też rynki na Bliskim Wschodzie. Trzecia grupa to kraje, które do tej pory odstawały. W 2010 r. inwestorzy będą dużo uważniej patrzyli na regiony i kraje, będą wybierali mocne gospodarki, a nie kupowali wszystko z rynków wschodzących. A że Polska ma dobre perspektywy, to spodziewam się, że giełda w Warszawie będzie najlepsza w regionie — mówi Robert Parker.

Podobne zaklęcia słyszeliśmy w 2009 r. Ale o ile nasza gospodarka nie miała sobie równych, to giełda wcale nie była prymusem.

— Najlepsze rynki wyprzedziły Polskę: Rosja wzrosła o blisko 140 proc., co było napędzane wzrostem cen surowców, głównie ropy. Węgry zyskały więcej ze względu na oczekiwane efekty programu restrukturyzacyjnego. Na Polskę negatywnie wpływało umacnianie się złotego, które uderzało w eksporterów i tych, którzy traktują Polskę jako bazę produkcyjną. GPW nie służyło też to, że jest zdominowana przez banki, a dopiero od niedawna inwestorzy znów mają zaufanie do banków. Zabrakło też napływu na rynek akcji ze strony inwestorów indywidualnych — tłumaczy Robert Parker.

Powrót indywidualnych

W 2010 r. ma być lepiej.

— Kurs złotego się ustabilizuje, spodziewamy się tylko nieznacznego umocnienia, więc będzie neutralnym czynnikiem. Niskie stopy procentowe i wzrost zaufania sprawią, że na rynek powrócą inwestorzy indywidualni — mówi Robert Parker.

Giełdowym graczom z pomocą przyjdzie też skarb państwa, który na giełdę rzuci gigantów: PZU, Taurona czy Polkomtela.

— Prywatyzacja jest pozytywna, bo poprawi pozycję finansową państwa. Poszerzy też polski rynek akcji, który wciąż jest wąski. Najlepiej, aby spora część akcji została sprzedana inwestorom indywidualnym, i krajowym funduszom. Przyciągnie to inwestorów indywidualnych na rynek — mówi Robert Parker.

Zarządzający Credit Suisse tryska optymizmem, podczas gdy wielu krajowych ekspertów straszy, że Polska będzie miała ogromny problem z deficytem.

— Polska z problemami z deficytem nie jest wyjątkiem, są kraje z dużo poważniejszym. Nawet budżet krajów G20 nie będzie zbilansowany. Jeśli polski rząd zacznie agresywnie walczyć z deficytem przez cięcie wydatków, to bardzo zaszkodzi gospodarce. Strategia wychodzenia z deficytu powinna być stopniowa. Trzeba jednak odróżnić wydatki i inwestycje. W średnim terminie dla Polski kluczowe są inwestycje publiczne i publiczno-prywatne w infrastrukturę — mówi Robert Parker.

Widzi jeszcze jedno ryzyko dla naszej gospodarki — zbyt szybkie umocnienie złotego, które wpłynęłoby na kondycję firm.

Ciemne chmury

W marcu opisywaliśmy, że zagraniczne instytucje kupują polskie akcje. Teraz Credit Suisse nie szaleje z zakupami.

— W ostatnim miesiącu zmniejszyliśmy ryzyko. Zrealizowaliśmy zyski na rynkach wschodzących, m.in. w Rosji i Indiach, pozostaliśmy w Chinach i na Bliskim Wschodzie. Wciąż jesteśmy dobrze nastawieni do rynków wschodzących, ale w krótkim terminie ograniczamy ryzyko. Zwiększyliśmy zaangażowanie w defensywnych sektorach i spółkach wysokiej jakości na rynkach rozwiniętych. Od marca-kwietnia znów będziemy zwiększali ryzyko poprzez większe zaangażowanie na rynkach wschodzących — zapowiada Robert Parker.

Jego zdaniem, potencjał wzrostu wyczerpał się na 2-3 miesiące.

— W marcu rynek był nadzwyczajnie tani, teraz może nie jest drogi, ale nie jest już taki tani. Wzrosty, które obserwowaliśmy w tym roku, mogą skłonić wielu inwestorów, głównie fundusze hedge, do realizacji zysków — mówi Robert Parker.

Tym bardziej że nad rynkiem pojawiło się trochę ciemnych chmur.

— Oprócz problemów Ukrainy czy Łotwy jest też obawa o tempo wychodzenia z kryzysu gospodarek zachodnich, szczególnie słabych krajów strefy euro. Grecja ma olbrzymie problemy. Narasta też bańka spekulacyjna na nieruchomościach komercyjnych w USA i Wielkiej Brytanii. Spadki mogą też wywołać słabsze od oczekiwanych wyniki firm — przestrzega Robert Parker.

Akcje są już bardzo drogie

Zoltan Koch

zarządzający funduszami w zespole

akcji rynków wschodzących w Raiffeisen Capital Management

W 2009 r. nasza gospodarka błyszczała w Europie. Mamy szansę powtórzyć to w 2010 r.?

Polska gospodarka jest stabilna i się rozwija. Oczekujemy wzrostu PKB o 1,3 proc. w 2010 r. Nie powtórzy się już jednak sytuacja, że Polska będzie jedynym krajem w Europie, który notuje wzrost PKB. Co więcej, inne kraje będą rosły szybciej niż Polska, co wynika głównie z tego, że wasza gospodarka nie ucierpiała tak bardzo jak innych krajów. To oznacza, że nie będziecie już najlepsi w regionie. Najwyższego wzrostu PKB w regionie, ponad 4 proc., spodziewamy się w Rosji.

A co czeka naszą giełdę. W marcu ocenialiście ją pozytywnie i prognozy się sprawdziły. Teraz też chętnie kupujecie polskie akcje?

Nie jesteśmy tak optymistyczni w ocenie polskiego rynku akcji, jak byliśmy w 2009 r. Wyceny są bardzo wysokie, średni wskaźnik cena do zysku na 2010 r. wynosi ponad 14 proc. To prawie dwa razy więcej niż w Rosji i niemal na tym samym poziomie co w Chinach. W Polsce akcje są drogie, gospodarka zanotuje mały wzrost, a na dodatek będzie duża podaż akcji ze strony skarbu państwa. Dlatego w naszych portfelach niedoważamy polskie akcje.