Środowa sesja w USA była bardzo ciekawa. Mimo że dane makro były złe, „bycze” nastroje dały wyraźnie znać o sobie. Owszem, zamówienia na dobra trwałego użytku wzrosły mocniej niż oczekiwano, ale bez środków transportu ten wzrost był żaden. Na domiar złego mocno spadła sprzedaż nowych domów. Plusem była taniejąca ropa — zapasy paliw w USA wzrosły (ale zapasy samej ropy spadły). Jeszcze kilka dni temu wszystko wywoływało wzrost ceny — teraz jest odwrotnie.
Z pewnością spadek cen ropy
nie przeszkadzał we wzrostach kursów akcji, ale to nie był główny powód zwyżki indeksów. Takim powodem nie było również to, że Boeing dostał od Singapore Airlines zamówienia na samoloty. Co w takim razie było głównym powodem wzrostu? Odtajnione zostały odpowiedzi Alana Greenspana, szefa Fed, dla Komitetu Bankowego Senatu na pytania zadane na piśmie (po spotkaniu 20.07). Są tam same superlatywy na temat gospodarki światowej i amerykańskiej. Można oczekiwać, że Alan Greenspan nie zmienił przez miesiąc zdania, więc inwestorzy zaczęli kupować akcje pod dzisiejsze wystąpienie. I mogli to robić również wczoraj. Drugim powodem była sytuacja techniczna rynku, zachęcająca do kupna akcji. Kolejnym — zbliżający się koniec miesiąca i oczekiwania na „window dressing” oraz mały wolumen pozwalający na wszelkie nieracjonalne reakcje. Byki niepodzielnie panują na rynku.
Dzisiejsze dane makro to głównie weryfikacje wcześniejszych raportów, ale to nie znaczy, że są zupełnie bez znaczenia. Rynek zakłada, że wzrost PKB w USA w drugim kwartale powinien być zweryfikowany w dół. Gdyby jednak tak nie było, to pomogłoby obozowi byków. Bardzo istotny jest również deflator (miara inflacji) — reakcja rynku byłaby nieprzyjemna, gdyby został zweryfikowany w górę. Nie wydaje się prawdopodobne, by ostateczne dane o indeksie nastroju Uniwersytetu Michigan wpłynęły na rynek. Od dłuższego czasu nie widać większej reakcji na dane o nastrojach konsumentów. To może dziwić, skoro od konsumentów zależy ożywienie gospodarcze, ale giełdy często reagują irracjonalnie. Pozostaje wystąpienie Alana Greenspana i inne, pozagiełdowe, wydarzenia. Jeśli chodzi o szefa Fed, to trudno zakładać, że zmienił zdanie i powie, iż się pomylił w ocenie sytuacji. Jednak nie jest tak, że to wystąpienie musi pomóc obozowi byków. Wystarczy nieco inne słownictwo i rynek dojdzie do wniosku, że Alan Greenspan wycofuje się ze swoich zbyt optymistycznych ocen. To jest dla byków realne zagrożenie. Kończące się igrzyska są umiarkowanym plusem. Nie doszło do ataków terrorystyczny i inwestorzy będą zakładali, że do niedzielnego zamknięcia igrzysk już nic złego się nie wydarzy. Umiarkowanym minusem jest rozpoczynająca się konwencja Republikanów — znów zacznie się straszenie atakami. Jak można to wszystko podsumować? Zapewne tak, że jeśli Alan Greenspan nie popsuje nastrojów, to nic specjalnego się dzisiaj nie wydarzy, a dobre nastroje utrzymają się przez weekend.
W Polsce wczoraj technicy zastanawiali się w co wierzyć: w potwierdzone obrotem fałszywe wybicie czy w niepotwierdzone obrotem zanegowanie tego wybicia? Na świecie sytuacja była doskonała, indeksy rosły (BUX bił rekordy), a u nas nastroje były fatalne. Najdziwniejsze jest to, że funduszom nie chciało się nawet bronić rynku, mimo że podaż była bardzo mała. Wyraźnie przedwczorajszy zwrot rynku po szokującej decyzji RPP załamał wszystkich. Szczególnie źle zachowywał się sektor bankowy. Tyle że w tym sektorze obrót był niewielki. Żeby było zabawniej, rósł kurs PKN i KGHM mimo spadków cen ropy i braku poprawy na miedzi. Gdzie tu jest sens i logika? Generalnie widać było, że nie ma popytu i byle podaż spycha indeksy na południe. Takie zachowanie rynku w bliskim terminie nie daje szans na poważne i trwałe wzrosty indeksów. Tylko wejście spekulacyjnego kapitału zagranicznego mogłoby nas uratować, a on na razie z Budapesztu nie chce się do nas przeprowadzić.