Głosowanie finalne dało zdecydowany wynik 445:0, przy 11 posłach wstrzymujących się oraz 4 niegłosujących. Silne wsparcie ustawy stało się dla władców sygnałem do wniesienia także w czwartek do Sejmu zapowiadanego od wielu dni projektu nowelizacji Konstytucji RP. Mają nadzieję, że w atmosferze antyrosyjskiej jedności uda się zgromadzić co najmniej 307 głosów poselskich za nowelizacją oraz uzyskać później jej zatwierdzenie przez Senat, który może głosować tylko tak/nie, bez tykania choćby przecinka.
Końcowy rezultat głosowania nad czerezwyczajką (jej ratio legis uzasadnia taki rusycyzm) nieco jednak myli. Opozycja zgłosiła kilka ważnych i sensownych poprawek, które jednak minimalnie przepadły. W związku z tym oczywiście powrócą w Senacie i zapewne znajdą się w uchwale drugiej izby, która musi zostać podjęta w 30 dni – rządowy projekt nie miał statusu pilnego, zatem okres dla Senatu nie został skrócony do 14 dni. Generalny sprzeciw opozycji wywołało szokujące wszystkich prowadzących jakąkolwiek działalność biznesową umocowanie ministra Mariusza Kamińskiego – który w ustawie zapisany jest oczywiście ogólnie jako minister właściwy do spraw wewnętrznych – na stanowisku komisarza ds. nadzoru polskiej gospodarki. Ma być jednoosobowym zarządcą listy proskrypcyjnej podmiotów i osób, faktycznie lub tylko przez domniemanie wspierających agresora. Od decyzji o umieszczeniu na czarnej liście nie służy wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy, podlega ona natychmiastowemu wykonaniu. Hipotetyczna sądowa droga odwoławcza podmiotów/osób pokrzywdzonych potrwa miesiące czy wręcz lata.
Niekonstytucyjne rozszerzenie władzy szefa MSWiA kontrastuje z rozsypką kadrową gospodarczego pionu rządu. Wciąż nie są przecież obsadzone fotele dwóch strategicznych ministrów – finansów oraz rozwoju i technologii. Zgodnie z art. 36 ustawy o Radzie Ministrów, w razie nieobsadzenia stanowiska ministra lub jego czasowej niezdolności do wykonywania obowiązków zastępuje go sam premier lub inny wskazany minister. Takie przejściówki powinny jednak trwać kilka, kilkanaście dni. Tymczasem minister finansów Tadeusz Kościński, który zapłacił za błędy tzw. Polskiego Ładu, został odwołany 11 lutego i tego dnia resort przejął Mateusz Morawiecki, notabene będący także ministrem cyfryzacji. Miesiąc trwają przepychanki w sprawie obsadzenia szefa finansów. Śmieszniejsza jest kwestia ministra rozwoju i technologii, którym aż do wieczoru 7 kwietnia był wciąż… Piotr Nowak. To nie żart, decyzja o jego wyrzuceniu ogłoszona 24 marca przez premiera absolutnie nie równała się odwołaniu, prezydent dymisję wręczył mu dopiero w czwartek wieczorem. Premier nie był epizodycznym szefem kolejnego resortu, prawo podpisu dokumentów przez dwa tygodnie wciąż miał Piotr Nowak, ewentualnie upoważniony sekretarz stanu.

Do gmachu przy placu Trzech Krzyży ministerialnym krokiem wejdzie przypuszczalnie Waldemar Buda. Obecnie jest sekretarzem stanu w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej. Będzie to sygnał, że Mateusz Morawiecki jednak wywalczył u najwyższego szefa Jarosława Kaczyńskiego prawo obsadzenia strategicznego resortu własnym człowiekiem. Usunięty z czasowym poślizgiem Piotr Nowak wstawiony został do rządu przez wicepremiera Jacka Sasina. Ta spersonalizowana wojna pod dywanem PiS generalnie ma posmak tragikomiczny. Pozycja Mariusza Kamińskiego jako komisarza gospodarczego na razie jest jednak niezagrożona.