Polskie fundusze wierzą w Turcję

Maciej Zbiejcik
09-03-2011, 00:00

Zarządzających nie wystraszyły spadki w Turcji. Nadal szukają tam okazji inwestycyjnych.

W tym roku giełda w Istambule straciła około 10 proc. Indeksy w Nowym Jorku, Frankfurcie i Warszawie rosły

Zarządzających nie wystraszyły spadki w Turcji. Nadal szukają tam okazji inwestycyjnych.

Turecka giełda w ostatnich latach mocno zyskuje na znaczeniu. Udział zagranicznych inwestorów jest tam bardzo wysoki (ponad 66 proc. we free float). Do Turcji płyną także polskie pieniądze za pośrednictwem wielu funduszy inwestycyjnych. W ubiegłym tygodniu BZ WBK AIB TFI ogłosiło, że planuje przekształcenie regionalnego subfunduszu akcyjnego Arka BZ WBK Rozwoju Nowej Europy w fundusz Arka BZ WBK Akcji Tureckich.

Kryzys czy korekta?

Wczoraj turecka giełda należała do najmocniejszych na świecie. Jednak ostatnio to rzadkość. Podczas gdy większość giełd atakuje nowe szczyty, turecki rynek zachowuje się bardzo słabo. ISE National 100, główny indeks tamtejszej giełdy tylko w tym roku stracił już około 10 proc. Indeks MSCI Turcja spadł od szczytu ustanowionego w pierwszej połowie listopada zeszłego roku ponad 19 proc. Od początku roku MSCI Turcja spadł w walucie lokalnej ponad 9 proc. Mocno odczuł to m.in. fundusz DWS Turcja, który w lutym miał wynik -5,3 proc.

Słabość tureckiego rynku wpisuje się w obecny trend ucieczki inwestorów globalnych z emerging markets do rynków rozwiniętych, ale nie tylko.

— Na słabe zachowanie rynku tureckiego największy wpływ miały czynniki o charakterze makroekonomicznym i globalnym. Jednym z nich okazała się polityka Banku Centralnego Turcji, który z jednej strony próbuje ograniczać napływ kapitału spekulacyjnego poprzez obniżkę stóp procentowych i osłabienie liry tureckiej, a z drugiej chłodzić gospodarkę i przeciwdziałać inflacji poprzez ograniczanie akcji kredytowej (podnoszenie stopy rezerw obowiązkowych) — mówi Łukasz Kurek, zarządzający funduszami w Aviva Investors Poland.

Kolejnym jest wysoki deficyt bieżący wynikający ze wzrostu popytu konsumpcyjnego, ale również wysokich cen ropy, będącej ważnym składnikiem importu Turcji. Trzecim, nie mniej ważnym, jest sytuacja w regionie Afryki Północnej. W tym regionie działa wiele spółek tureckich.

— Ograniczenie funkcjonowania w tym obszarze przełoży się na gorsze wyniki tych spółek oraz pogorszenia bilansu handlowego — dodaje Łukasz Kurek.

Ropa balastem

Istotny spadek cen ropy byłby dobrym pretekstem do poprawy nastrojów na giełdzie tureckiej.

— Mocna przecena na giełdzie w Turcji nie jest przypadkowa. Kraj ten postrzegany jest jako konsument surowców. Drożejące surowce są obciążeniem dla tamtejszej gospodarki — mówi Łukasz Bugaj, analityk Millennium DM.

Poprzednie dwa lata, gdy ceny ropy były stabilniejsze, indeksy w Turcji mocno rosły. Tylko od marca 2009 r. do listopada 2010 r. zyskała ponad 200 proc.

— Wcześniej turecka giełda była pupilem inwestorów. Teraz inwestorzy zagraniczni realizują tam zyski. Giełda próbuje się odbić. Traktowałbym jednak to jako ruchy korekcyjne w trendzie spadkowym. Ten rok może upłynąć pod znakiem drożejącej ropy i innych surowców. Jeśli tak będzie, to nie wróży to dobrego roku dla tureckiego rynku. Być może na mocniejsze odbicie przyjdzie poczekać do następnego cyklu — ostrzega Łukasz Bugaj.

Przecena okazją

Z drugiej strony nie brakuje opinii, że spadek na giełdzie tureckiej stanowić może być dobrym momentem na zwiększenie inwestycji lub zbudowanie ekspozycji na Turcję.

— Rynek turecki w średnim i długim terminie postrzegam pozytywnie. Trudno jednak wyrokować, jak długo utrzymają się spadki. Jeśli jednak spojrzymy na fundamenty, to zagrożeń w długim terminie nie widzę. Gospodarka Turcji jest silna i w najbliższy latach powinna rozwijać się w tempie co najmniej 5 proc. rocznie — mówi Katarzyna Dąbrowska, specjalistka od rynku tureckiego, zarządzająca funduszem Arka BZ WBK Rozwoju Nowej Europy, który wkrótce ma zmienić nazwę na Akcji Tureckich.

Według Łukasza Kurka za inwestowaniem na rynku tureckim przemawiają także aspekty o charakterze bardziej krótkoterminowym.

— Rynek jest wyprzedany, bo udział inwestorów zagranicznych w kapitalizacji giełdy jest najniższy od 5 lat. Indeks ISE 100 ma silne wsparcie w okolicach 60 tys. punktów — twierdzi Łukasz Kurek.

Ciekawe sektory

Eksperci radzą zwrócić uwagę na konkretne branże.

— Celów inwestycyjnych należy poszukiwać przede wszystkim wśród spółek produkujących dobra konsumpcyjne na rynek wewnętrzny oraz wśród eksporterów. Wycena rynku tureckiego wydaje się atrakcyjna. Wskaźnik cena/zysk, liczony w oparciu o średnie prognozy zysków na 2011 r., wynosi 9,3, a na rok 2012 to 8,3. To wartości w okolicach historycznych średnich dla tego rynku, ale oczekiwana analityków nie są wygórowane. Wydaje się, że oczekiwana co do wyników banków tureckich osiągnęły już dno. Szybka akcja kredytowa pozwoli bankom osiągnąć wyniki lepsze od oczekiwanych — ocenia Łukasz Kurek.

Katarzyna Dąbrowska radzi obserwować spółki handlowe.

— Po ostatniej przecenie wiele tureckich spółek wygląda atrakcyjnie. Zwróciłabym uwagę na spółki korzystające z silnego popytu konsumpcyjnego. Mam na myśli spółki prowadzące sprzedaż ubrań, samochodów czy deweloperów — mówi Katarzyna Dąbrowska.

Spadek cen ropy pomoże Turcji

Marek Buczak

zarządzający Quercus Bałkany i Turcja

Korekta trwa w Turcji od grudnia. Najpierw inwestorów zaskoczył bank centralny, który by osłabić lirę dwa razy obniżył stopy procentowe, co wzbudziło dużo obawy o wzrost inflacji. W styczniu zamieszki w Egipcie doprowadziły do zamknięcia giełdy w Kairze i fundusze, które potrzebowały gotówki sprzedawały tureckie akcje.

W lutym niepokoje przeniosły się do Libii i Arabii Saudyjskiej — znaczących producentów ropy, a Turcja jest bardzo silnie uzależniona od jej importu. Cena powyżej 150 USD za baryłkę jest dla gospodarki bardzo niekorzystna. Mocno przecenione zostały spółki z ekspozycją na region lub ropę m.in. Turkish Airlines. Na rynku doszło nawet do paniki — kurs producenta szkła, który ma zakład w Egipcie przynoszący 2 proc. przychodów, spadł o 25 proc. Kluczowe jest to, co się będzie działo w Libii i Arabii Saudyjskiej oraz cena ropy. Spadek ceny do 90-100 USD byłby bardzo dobrym sygnałem dla tureckich akcji.

To największa korekta od marca 2009 r.

Bartosz Sawicki

analityk DM TMS Brokers

ISE National 100, najważniejszy indeks stambulskiej giełdy, ustanawiał rekordy hossy w listopadzie. Od tego czasu stracił blisko 15 proc. Równolegle na wartości traciła także turecka waluta. Dolar amerykański umocnił się w tym czasie w stosunku do liry o około 13 proc. Świadczy to o odpływie kapitału zagranicznego z Turcji. Takie zachowanie było jednak typowe dla wszystkich rynków wschodzących, a kapitał płynął na giełdy krajów rozwiniętych.

Z drugiej strony trzeba pamiętać, że od marca 2009 roku do listopada 2010 wartość indeksu uległa potrojeniu. W drodze na szczyty występowały ruchy korekcyjne, które nie przekraczały 15 proc. wartości najważniejszego wskaźnika giełdowego. Obecna przecena jest bardziej rozłożona w czasie. Jest też mocniejsza — od listopada do dołka z początku lutego indeks stracił około 18 proc. Położenie geograficzne Turcji sprawia, że tamtejsze giełda może okazać się bardziej wrażliwa na wzrost ryzyka geopolitycznego w państwach Bliskiego Wschodu od innych rynków wschodzących. Przedłużające się niepokoje w Afryce Północnej na pewno wystraszyły inwestorów, powrót kapitału zagranicznego na giełdę w Istambule będzie zatem uzależniony od sytuacji w regionie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maciej Zbiejcik

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Polskie fundusze wierzą w Turcję