Polskie meble przeskoczą niemieckie

opublikowano: 14-03-2019, 22:00

Producenci mebli są skazani na eksport, dlatego muszą myśleć o ekspansji zagranicznej. Doświadczenie i elastyczne podejście do klientów sprawiają, że za 2-3 lata staniemy się światowym wiceliderem w ich eksporcie — mówi Michał Strzelecki, dyrektor biura Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli w podcaście Puls Biznesu do słuchania.

„PB”: Jak to się stało, że eksportujemy więcej mebli niż Włosi?

Michał Strelecki: Polska branża meblarska to swoisty fenomen. Od 2017 r. jesteśmy trzecim eksporterem i szóstym na świecie producentem mebli. Branżowo należymy więc do ścisłej czołówki. Z czego to wynika? Branża jest skazana na eksport — polski rynek jest zbyt płytki, by sprzedać większość produkcji, a tej w branży działa 27 tys. przedsiębiorstw. Na lokalny rynek trafia tylko 10 proc. produkcji, a wieloletnie doświadczenie umożliwiło polskim firmom podbój zagranicznych rynków.

Skąd wzięło się to doświadczenie?

Branża meblarska ma bardzo długą tradycję, a co najważniejsze, od dawien dawna była ona oparta na współpracy z klientami zagranicznymi. Wcześniej byli to odbiorcy głównie z rynków wschodnich, ale mniej więcej od 2000 r. ten ciężar przesunął się na rynki zachodnioeuropejskie. Sprostanie wymaganiom tamtejszych klientów na początku nie było proste, ale nasze elastyczne podejście do potrzeb spowodowało, że jesteśmy w tym miejscu, a nie innym.

Skąd wzięły się fabryki mebli w Polsce?

Gdy sięgnie się pamięcią do okresu sprzed 1990 r., to w bloku komunistycznym w efekcie decyzji politycznej właśnie Polska miała być dostawcą mebli dla całego bloku wschodniego. Obsługiwaliśmy w zasadzie wszystkich „zaprzyjaźnionych” sąsiadów. Powstawały duże fabryki, które produkowały głównie meble z płyty wiórowej. Były to przedsiębiorstwa państwowe, które później zostały sprywatyzowane, i na ich bazie działa część największych fabryk meblarskich w Polsce. Oprócz tego po transformacji pojawił się błysk przedsiębiorczości — sporo młodych biznesmenów widziało swoją szansę w tym sektorze i zakładało firmy. Dzisiaj możemy mówić o stosunkowo młodej gałęzi mebli biurowych. To firmy z około 20-letnią historią, takie jak np. Nowy Styl czy Balma — znane na całym świecie, sprzedające produkty pod własnymi markami.

To ewenement, bo zdecydowana większość produkowanych w Polsce mebli nie jest sprzedawana z własną etykietą.

e4037212-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
OŚ, czyli Obserwator Środkowoeuropejski
Newsletter autorski Bartłomieja Mayera
ZAPISZ MNIE
OŚ, czyli Obserwator Środkowoeuropejski
autor: Bartłomiej Mayer
Wysyłany raz w tygodniu
Bartłomiej Mayer
Autorski przegląd informacji gospodarczych z krajów Europy Środkowej: Ukrainy, Białorusi, Czech, Słowacji i Węgier.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

To zależy, o jakim produkcie mówimy i do jakiego segmentu klientów jest on adresowany. W przypadku mebli biurowych w zasadzie nie ma klientów indywidualnych. Tu sprzedaje się na rynku kontraktowym, gdzie związki między producentem a zamawiającym są bliskie — sprzedaż pod własną marką jest więc nie tyle łatwiejsza, co ma większe znaczenie w procesie sprzedażowym i promocyjnym. Jeśli natomiat spojrzymy na rynek mebli ekonomicznych — tutaj sprzedaży pod własną marką nie ułatwia system dystrybucji mebli we Europie Zachodniej. Na rynkach takich jak np. Niemcy czy Szwajcaria dominują grupy zakupowe — klienci na tych rynkach bardziej przyzwyczajeni są do marek dystrybutorów niż marek mebli, które w sklepach dystrybutorów są sprzedawane.

Przeskoczyliśmy Włochów — przed nami tylko Niemcy i Chińczycy. Jakie są pana przewidywania co do perspektyw rozwoju branży?

Jeśli nic złego nie wydarzy się na rynkach zagranicznych, to osiągnięcie drugiego miejsca w rankingu światowych eksporterów mebli będzie możliwe w ciągu 2-3 lat. Do poziomu Niemiec brakuje nam jeszcze około 2 mld EUR. To dużo i niedużo jednocześnie. Ta pogoń będzie zależała jednak od wielu czynników, zwłaszcza od koniunktury w krajach Europy Zachodniej. To dla nas kluczowe rynki, więc ich kondycja będzie miała ogromne znaczenie z punktu widzenia wyników całej branży.

Więcej o mistrzach świata w eksporcie w najnowszym odcinku Pulsu Biznesu do słuchania. Wszystkie odcinki dostępne w aplikacjach podcastowych oraz na www.pb.pl/dosluchania

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Mayer

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy