Polskie mięso Rosji nie w smak

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2014-08-01 00:00

Po jabłkach przyszedł czas na drób i wołowinę, jednak nawet jeśli zostaną zablokowane, dramatu nie będzie.

Czy po rosyjskim embargu na jabłka przyjdzie kolej na mięso? RMF FM donosi, że Moskwa dopiero się rozkręca. „Groźne bakterie” wykryła w wołowinie i drobiu z Polski.

FOT. TP
FOT. TP
None
None

„Rosjanie częściej podszczypują nas takimi informacjami. Problem w tym, że publikują doniesienia o wynikach swych badań laboratoryjnych, a polskie służby oficjalnie otrzymują mniej niż połowę takich przykładów rzekomych naruszeń” — informują dziennikarzestacji, powołując się na rozmowy z polskimi weterynarzami. Główny Inspektorat Weterynarii jednak uspokaja.

— W przypadku mięsa wołowego nie są to groźne bakterie, a w przypadku mięsa drobiowego — nie wiemy, bo nie podano serotypu. Liczba reklamacji nie jest jednak większa niż w zeszłym roku — mówi Krzysztof Jażdżewski, zastępca głównego lekarza weterynarii.

Jakie byłyby skutki zablokowania eksportu polskiego mięsa do Rosji? Bez większych problemów powinniśmy ulokować je chociażby w UE. Z wartego około 5 mld zł eksportu drobiu w zeszłym roku Rosjanie kupili towar wart zaledwie 77 mln zł.

Sprzedaż polskiej wołowiny w Rosji też nie jest znacząca.

— Od stycznia do maja na rynek rosyjski trafiło tylko 3,5 proc. wolumenu eksportu wołowiny świeżej, chłodzonej i mrożonej. Nie jest to rynek, który jest siłą napędową zagranicznej sprzedaży tego mięsa, i jego utrata nie powinna być odczuwalna dla sektora jako całości. Embargo dotknie natomiast zakłady, które specjalizują się w sprzedaży mięsa na rynek rosyjski — twierdzi Grzegorz Rykaczewski, analityk banku BGŻ.

Jabłka, na które Rosjanie nałożyli embargo od 1 sierpnia, to problem zupełnie innego kalibru. 56 proc. całości eksportu tych owoców trafiało właśnie do Rosji.