Polskie obligacje czeka kilka lat hossy

opublikowano: 12-08-2019, 22:00

Charakter odradzającej się inflacji powoduje, że nie zwiększy ona rentowności długu skarbowego. A na tle świata rentowności polskich obligacji wciąż są względnie wysokie

Największe wzrosty cen polskich obligacji już za nami, co nie znaczy, że ich rentowności nie mogą dalej spadać (co oznacza wzrost cen). Z takiego założenia wychodzi Mikołaj Raczyński, szef departamentu zarządzania funduszami Noble Funds TFI i zarządzający funduszem Noble Fund Obligacji. Odkąd na początku 2019 r. przejął zarządzanie funduszem, zarobił dla klientów 5,9 proc., podczas gdy stopa zwrotu funduszu za ostatnie trzy lata to 8,8 proc.

Musiałoby dojść do bardzo niekorzystnego splotu różnych czynników, by
stopy procentowe w Polsce wzrosły. Jest za to przestrzeń do ich obniżki — uważa
Mikołaj Raczyński, szef departamentu zarządzania funduszami Noble Funds TFI
Zobacz więcej

WĄTPLIWA PODWYŻKA:

Musiałoby dojść do bardzo niekorzystnego splotu różnych czynników, by stopy procentowe w Polsce wzrosły. Jest za to przestrzeń do ich obniżki — uważa Mikołaj Raczyński, szef departamentu zarządzania funduszami Noble Funds TFI Fot. Marek Wiśniewski

Według Mikołaja Raczyńskiego najważniejsze jest to, że Polska jest czymś w rodzaju satelity strefy euro. Nasze związki gospodarcze z eurolandem są coraz mocniejsze. W strefie euro funkcjonują jednak ujemne stopy procentowe, podczas gdy rentowność 10-letnich polskich obligacji skarbowych to 2 proc. Takie same są rentowności papierów greckich, ale rentowności benczmarkowych obligacji dość słabej Hiszpanii to zaledwie 0,25 proc. Francuskie wyceniane są na 0,28 proc., ale na minusie. Ujemne rentowności papierów niemieckich wynoszą aż 0,6 proc.

— Na tle świata rentowności naszych obligacji są relatywnie wysokie. Jesteśmy jakby satelitą strefy euro i zakładam, że konwergencja gospodarcza ze strefą euro będzie postępować. Spadek rentowności polskich obligacji skarbowych będzie tego konsekwencją — twierdzi Mikołaj Raczyński.

Niemiecki syndrom

Według naszego rozmówcy w ogólnym trendzie spadku rentowności polskiego długu skarbowego nie można wykluczyć korekt. Już niebawem impuls do wzrostu rentowności może przyjść z Niemiec. Od pewnego czasu pojawiają się bowiem nieprecyzyjne i często sprzeczne informacje o tym, że Niemcy mogłyby odejść od dotychczasowej rygorystycznej polityki budżetowej, która jest jedną z przyczyn, że ich obligacje mają ujemne rentowności. Ostatnio takie doniesienia pojawiły w czwartek. Podlane przy tym były sosem wsparcia walki ze zmianami klimatu. W ostatnich tygodniach ministrowie rządu Angeli Merkel przedstawili Olafowi Scholzowi, wicekanclerzowi i ministrowi finansów, propozycje działań swoich resortów, które miałyby doprowadzić do redukcji emisji dwutlenku węgla. Ich koszt to 37 mld euro. Jest to kwota, której nie da się znaleźć w budżecie bez zaciągania nowych długów.

— Poluzowanie niemieckiej polityki budżetowej o kilka miliardów euro niczego nie zmieni. Ale gdyby Niemcy chciały zrezygnować z nadwyżki budżetowej, to mówimy o kilkudziesięciu miliardach euro, a to mogłoby pobudzić gospodarkę i zwiększyć rentowność obligacji. Media informują, że jakieś decyzje mogłyby zapaść pod koniec września, ale poruszamy się na razie w sferze spekulacji — komentuje Mikołaj Raczyński.

Gdyby w Niemczech doszło do korekty cen obligacji, podobnie byłoby z polskim długiem.

c3b39424-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Opowieści z arkusza zleceń
Newsletter autorski Kamila Kosińskiego
ZAPISZ MNIE
Opowieści z arkusza zleceń
autor: Kamil Kosiński
Wysyłany raz w miesiącu
Kamil Kosiński
Newsletter z autorskim podsumowaniem najciekawszych informacji z warszawskiej giełdy.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

— Rynek wycenia, że za rok-półtora w Polsce nastąpi obniżka stóp procentowych. Gdyby Niemcy zrobili coś pobudzającego gospodarkę, to rynek mógłby przestać wyceniać taki scenariusz — uważa Mikołaj Raczyński.

Hossa na rynku obligacji to pochodna obaw o koniunkturę. Światowa gospodarka znajduje się pod presją wojny handlowej między Stanami Zjednoczonymi i Chinami. Państwa te są na tyle znaczące, że ten spór wpływa na pogorszenie perspektyw makroekonomicznych na całym świecie. Mikołaj Raczyński uważa, że jeśli konflikt będzie narastał, to cokolwiek Niemcy zrobią,na polu fiskalnym niewiele się zmieni w ogólnym obrazie sytuacji. Ceny obligacji poszłyby w górę przez zaostrzenie konfliktu. Na razie uważa to jednak za mniej prawdopodobny scenariusz.

— O ile konflikt między Stanami Zjednoczonymi a Chinami będzie trwał zapewne jeszcze wiele lat, o tyle za rok są wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. Sytuacja, w której ubiegający się o reelekcję Donald Trump zaprowadzi światową gospodarkę w głęboką recesję, nie pomoże mu w tych wyborach. Zresztą już kilkakrotnie w historii tego konfliktu wycofywał się z zapowiadanych wcześniej ruchów — przypomina szef departamentu zarządzani funduszami Noble Funds TFI.

Inflacja niestraszna

Nasz rozmówca zaznacza, że polskie czynniki lokalne nie zwiastują wzrostu rentowności polskiego długu. Mikołaj Raczyński przyznaje, że brał pod uwagę niewielką podwyżkę stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej (RPP), gdyby doszło do zmiany rządu — niejako na złość nowemu rządowi, ale z uzasadnieniem, które by się racjonalnie broniło. Uważa jednak, że wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego pogrzebały taki scenariusz. Szef departamentu zarządzania funduszami Noble Funds TFI nie wierzy, że sam wzrost inflacji skłoni RPP do podniesienia stóp procentowych.

— Inflacja musiałaby być wyższa i inna niż teraz. Obecny wzrost inflacji wynika po części z rozgrzanej konsumpcji i rosnących wynagrodzeń, ale w przeważającej mierze ze wzrostu cen żywności. Ten zaś jest pochodną suszy. Trudno oczekiwać, że RPP podniesie stopy procentowe ze względu na słabe zbiory spowodowane brakiem deszczu. Paradoksalnie, taka inflacja, jaką mamy, może nawet doprowadzić do obniżki stóp procentowych. Zmniejsza bowiem siłę nabywczą w przyszłości — tłumaczy Mikołaj Raczyński.

Jego zdaniem do podwyżki stóp procentowych mogłoby dojść tylko wtedy, gdyby inflacja popytowa — wynikająca z rozgrzania gospodarki — wzrosła powyżej 3,5 proc.

— Wzrost inflacji przez ceny energii też nie spowoduje podwyżki stóp procentowych przez RPP — dodaje Mikołaj Raczyński.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu