Polskie trumny zawojowały niemiecki rynek

opublikowano: 18-09-2019, 22:00

Dwóch na trzech naszych zachodnich sąsiadów ostatnią drogę pokonuje w trumnie wykonanej nad Wisłą. Polacy podbili niemiecki rynek funeralny. Na jak długo?

Od połowy 2014 r. w Polsce systematycznie rośnie liczba zgonów. O ile pięć lat temu — jak wynika z danych GUS — umierało niespełna 375 tys. osób rocznie, to teraz ich liczba przekracza 410 tys., co oznacza aż 10-procentowy wzrost.

Zbigniew Lindner, właściciel największego w Polsce zakładu
produkującego trumny, zasłynął kilka lat temu dzięki… kalendarzowi. Na 12
fotografiach widniały tam produkty firmy w towarzystwie roznegliżowanych
modelek. Na zdjęciach w najnowszej edycji są również modele. Teraz firma
Lindner przygotowuje kalendarz na 2020 r.
Zobacz więcej

TANATOS I EROS:

Zbigniew Lindner, właściciel największego w Polsce zakładu produkującego trumny, zasłynął kilka lat temu dzięki… kalendarzowi. Na 12 fotografiach widniały tam produkty firmy w towarzystwie roznegliżowanych modelek. Na zdjęciach w najnowszej edycji są również modele. Teraz firma Lindner przygotowuje kalendarz na 2020 r. Fot. TP

Wymierający wyż

Powód jest prosty: swoich lat dożywają osoby urodzone podczas wielkiego powojennego wyżu demograficznego. Nie jest to oczywiście tylko polska specyfika.

— Podobna tendencja jest w całej Europie. Analizowaliśmy prognozy umieralności już dekadę temu i przygotowaliśmy się tego, dokonując odpowiednich inwestycji — mówi „PB” Zbigniew Lindner, założyciel i prezes firmy Lindner.

To obecnie największy producent trumien nie tylko w Polsce, ale — jak sam twierdzi — także w Europie. W jego firmie powstaje ponad 17 tys. trumien miesięcznie. Tylko nieco ponad 1 tys. zostaje w kraju, zdecydowana większość wyjeżdża za granicę, a głównym rynkiem zbytu są Niemcy. Podobnie zresztą jak dla pozostałych dużych, rodzimych producentów trumien.

— Polskie firmy mają ponad połowę tamtego rynku i wyparły z niego nawet niemieckich producentów, którzy mają już minimalne udziały rynkowe — mówi Zbigniew Lindner.

W ocenie Romana Kubinki, właściciela znaczącej firmy w branży, w trumnach znad Wisły jest chowanych lub kremowanych w Niemczech nawet dwóch na trzech zmarłych. Polscy producenci przez lata ugruntowali sobie pozycję dzięki jakości, rzetelności i terminowości dostaw, ale także dzięki relatywnie niewysokiej — choć wcale nie najniższej — cenie.

Faktycznie kreują ten rynek. Firma Lindner już prawie 20 lat temu wprowadziła do Niemiec typ prostej trumny N. Relatywnie niedrogi produkt podbił rynek niedługo po zlikwidowaniu przez rząd kanclerza Helmuta Kohla zasiłków pogrzebowych. Później stał się najpopularniejszym modelem i dopiero niedawno zastąpiła go większa trumna (gabarytami bardziej dostosowana do wymiarów osób obecnie umierających).

Funeralny boom

Roman Kubinka również od lat sprzedaje trumny Niemcom, wyspecjalizował się wręcz w dostawach na ten rynek. Do naszych zachodnich sąsiadów trafia aż 95 proc. trumien z jego zakładów (reszta m.in. do Skandynawii). Niemcy to ogromny rynek, co roku umiera tam 850-900 tys. osób.

— W zeszłym roku mieliśmy prawdziwy boom. Hurtownicy, z którymi współpracuję, masowo wydzwaniali, błagając wprost o dodatkowe transporty. Oferowali ceny o 70-80 proc. wyższe niż zazwyczaj, byle tylko mieć towar w ciągu dwóch, trzech dni. Nigdy wcześniej nic podobnego mi się nie przydarzyło — mówi przedsiębiorca.

W 2018 r. przychody jego firmy wzrosły skokowo — o około 20 proc. W tym roku sytuacjana niemieckim rynku wróciła do normy, co nie oznacza, że popyt spada. Roman Kubinka nadal, tak jak we wcześniejszych latach, notuje kilkuprocentowy wzrost wolumenu sprzedaży, a jego przychody rosną szybciej, bo ceny wciąż idą w górę. Rynek jednak się zmienia. Decyduje ekonomia i ekologia.

— Jeszcze kilka lat temu dwie trzecie pogrzebów w Niemczech miało tradycyjny charakter. Teraz większość, może nawet 60 proc., to kremacje — wyjaśnia Roman Kubinka.

Kremacje palą zyski

Tendencję do spopielania zwłok odczuwa na własnej skórze także Jan Miller, właściciel firmy Stoltur, także dużego wytwórcy trumien.

— Trumna kremacyjna zasadniczo różni się od trumny do pochówku tradycyjnego. Robi się ją ze znacznie tańszego, praktycznie surowego drewna, jest też pozbawiona wszelkich ozdób, wręcz ascetyczna. Marża producenta w tym przypadku praktycznie nie istnieje — mówi Jan Miller.

Jego firma produkuje 6-7 tys. trumien miesięcznie. Większość z nich używana jest właśnie do kremacji, te do grzebania w ziemi stanowią zaledwie 35-45 proc. I to właśnie na nich Jan Miller zarabia, choć, jak sam przyznaje, zyski się kurczą. Kremacja staje się coraz powszechniejsza także w Polsce. Zdaniem Krzysztofa Wolickiego, prezesa Polskiego Stowarzyszenia Pogrzebowego (PSP), świadczą o tym powstające krematoria. Pierwsze powstało 25 lat temu, a na koniec tego roku, jeśli wszystkie zapowiedzi zostaną zrealizowane, będzie ich już 64. Według jego szacunków w Polsce spopiela się przeciętnie 26-30 proc. zmarłych. Najwyższy odsetek notują województwa zachodnie.

— W Koszalinie jest to około 70 proc., w Szczecinie i Warszawie około 60 proc., 50 proc. w Poznaniu i prawie 50 proc. we Wrocławiu — ocenia szef PSP.

e4037212-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
OŚ, czyli Obserwator Środkowoeuropejski
Newsletter autorski Bartłomieja Mayera
ZAPISZ MNIE
OŚ, czyli Obserwator Środkowoeuropejski
autor: Bartłomiej Mayer
Wysyłany raz w tygodniu
Bartłomiej Mayer
Autorski przegląd informacji gospodarczych z krajów Europy Środkowej: Ukrainy, Białorusi, Czech, Słowacji i Węgier.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Do tradycyjnego pochówku najbardziej przywiązani są mieszkańcy tzw. ściany wschodniej.

— W Suwałkach, Lublinie czy Rzeszowie kremacje stanowią około 20 proc. — szacuje Krzysztof Wolicki.

To, że tanie trumny kremacyjne wypierają droższe do pochówku w ziemi, to tylko jeden z problemów ich producentów. Drugim jest to, że nawet trumny do tradycyjnego pochówku są coraz skromniejsze, a przez to ich cena nie może być zbyt wysoka.

— To też bardzo wyraźna tendencja, a początek dał jej pogrzeb Jana Pawła II. Papież został pochowany w wykonanej wprawdzie z drewna cyprysowego, ale bardzo prostej trumnie. Ludzie to podchwycili — mówi Roman Kubinka.

Dotyczy to i Niemców, i naszych rodaków, szczególnie od czasu, gdy kilka lat temu obniżona została wysokość zasiłku pogrzebowego.

Trumna halal

Polscy producenci szukają więc nowych rynków zbytu. Stoltur wysyła trumny po całej Europie, głównie na zachód i północ, gdzie trafia ponad 90 proc. jego produkcji. Także firma Lindner współpracując z lokalnymi przedsiębiorcami i stowarzyszeniami branży pogrzebowej, sprzedaje produkty w wielu europejskich państwach. Jest obecna m.in. na bardzo trudnych, centralnie regulowanych i obwarowanych wieloma wymogami rynkach skandynawskich. Opłacalność tego eksportu nie jest jednak wysoka.

— Dlatego, jako firma nastawiona na zysk, rozwijamy sprzedaż głównie tam, gdzie można dobrze zarobić, czyli w Belgii, Francji, ale przede wszystkim w Wielkiej Brytanii. Jest to w Europie najlepszy rynek — mówi Zbigniew Lindner.

Sposobem na zdobycie kontraktów w tych krajach może być dotarcie do nietypowych odbiorców.

— Bardzo dobrze rozwija się rynek trumien muzułmańskich. To jest przyszłość, szczególnie że rynek dopiero się kreuje i można go jak plastelinę uformować według zasad innych niż te, które panują w naszej kulturze — tłumaczy właściciel firmy Lindner.

Społeczność islamska z Francji np. najczęściej chowa swoich bliskich w krajach pochodzenia, na Bliskim Wschodzie lub w Afryce Północnej, dlatego trumna służy tam przede wszystkim do transportu. Wychodząc naprzeciw tym potrzebom, firma Lindner, wzorując się na lokalnych producentach we Francji, wprowadziła specjalne trumny wyposażone w zamykane na klucz „okienko”. Dzięki niemu celnik może bez otwierania sprawdzić ich zawartość.

Na Czarny Ląd

Dla Lindnera Europa jest jednak już za mała. Firma od kilku lat eksportuje trumny na Karaiby, a także — we współpracy z kanadyjską firmą — rusza właśnie na podbój Afryki.

— Dwa miesiące temu wysłaliśmy tam pierwszy kontener. Na razie nie chcę jeszcze ujawniać, do którego kraju, bo jesteśmy na etapie dopracowywania szczegółów związanych z długoletnią współpracą na tym rynku. Sytuacja wygląda jednak obiecująco i liczę na to, że zagościmy w Afryce na stałe — mówi szef największego polskiego producenta trumien.

Rodzime pułapki

Mimo różnych problemów polscy wytwórcy trumien z powodzeniem radzą sobie na bliskich i dalekich rynkach. Byłoby pewnie jeszcze lepiej, gdyby nie kłopoty, które czyhają na nich w… Polsce. Jednym z kluczowych jest utrudniony dostęp do surowca. Współpraca z przemysłem drzewnym i kupowanie tarcicy w polskich tartakach nie zaspokaja ich potrzeb.

— Z roku na rok zmniejsza się gwarantowana ilość drewna, które możemy kupić z Lasów Państwowych. To zresztą poważny problem wielu polskich firm, który wynika z systemu sprzedaży narzuconego rynkowi przez państwowe gospodarstwo leśne. Z tego powodu jesteśmy zmuszeni sprowadzać surowiec i tarcicę z zagranicy, głównie z Niemiec, Białorusi i Ukrainy, ale także ze Szwecji — wyjaśnia Zbigniew Lindner.

Jana Millera o ból głowy przyprawiają państwowe regulacje, i to za ich sprawą przyszłość widzi w czarnych barwach.

— Rosnące ceny energii, a szczególnie wizja raptownego podniesienia płacy minimalnej będzie dla nas, nomen omen, gwoździem do trumny. Przeniesienie tych kosztów na odbiorcę nie wchodzi w grę, bo to oznaczałoby, że polskie trumny staną się droższe od konkurencyjnych. Producenci trumien z Rumunii, Bułgarii czy Chorwacji już na to czekają i z radością wejdą na nasze miejsce w Niemczech czy Francji — mówi właściciel i prezes Stolturu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Mayer

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy