Potrzebna jest zmiana umowy budowlanej z RFN

Aleksander Paszyński
opublikowano: 07-07-2000, 00:00

Aleksander Paszyński: Potrzebna jest zmiana umowy budowlanej z RFN

POTRZEBA RENEGOCJACJI: Należy jednoznacznie powiedzieć, że umowa dotycząca warunków pracy polskich firm budowlanych w Niemczech została jednostronnie zmieniona przez naszych partnerów — uważa Aleksander Paszyński. fot. Małgorzata Pstrągowska

Kochany Jerzy, a ściślej lieber Georg — tak zwracał się kanclerz Gerhard Schroeder do premiera Jerzego Buzka w czasie konferencji prasowej inaugurującej Dzień Polski podczas EXPO 2000. Ta radosna wiadomość, mająca uwiarygodnić deklarację szefa rządu RFN potwierdzającą gotowość pełnienia roli naszego adwokata w drodze do Unii Europejskiej, zdominowała czołówki naszych gazet, spychając informację o kolejnym zaostrzeniu warunków pracy polskich firm budowlanych w RFN

ANI JEDNO, ani drugie nie było jednak żadną nowością. Nowością może być jedynie zestawienie tych dwóch informacji i pytanie, czy coś z tego wynika. Sądzę, że tak, tyle że zupełnie coś innego niż to, czego domagają się budowlani lobbyści inspirujący prasowe alarmy pod ogólnym hasłem „biją naszych”. W rezultacie przedmiotem ataku jest zwykle resort gospodarki, że nas nie broni i źle rozdziela stale zmniejszane przez stronę niemiecką limity wyznaczające wielkość zatrudnienia polskich przedsiębiorstw na terenie RFN.

NIESTETY, błąd leży gdzie indziej. Umowa, na podstawie której nasze firmy działają w RFN, została ponad dziesięć lat temu z wielkim szumem podpisana przez ministrów... pracy obu rządów. Czasy były inne, więc rzecz znalazła się pod ogólnym wezwaniem „pomocy dla biednej Polski”.

TAK BYŁO. Nasze „pięć minut” i nagroda za obalenie komunizmu, to już wspomnienia. Teraz obowiązują normalne reguły gry. W moim przekonaniu trzeba przestać płakać i pisać z prośbą o wyjaśnienie sprzecznych z umową zachowań strony niemieckiej, natomiast głośno i wyraźnie stwierdzić, że umowa została jednostronnie przez stronę niemiecką zmieniona. I że w tej sytuacji polscy przedsiębiorcy budowlani żądają od swego rządu renegocjacji umowy bądź skierowania sprawy na drogę międzynarodowego arbitrażu. A w skrajnym przypadku — jej wypowiedzenia.

JUŻ SŁYSZĘ krzyk protestu, że w ten sposób dajemy Niemcom szansę całkowitego i legalnego wyeliminowania nas z rynku, na którym wprawdzie coraz trudniej, ale jednak jakoś się żyje. Wiem, przecież wszyscy jak lwy walczą o limity, dostęp do rynku i wyeliminowanie z niego konkurencji. A jednak sądzę, że trzeba zaryzykować. Tym bardziej że ciągle wisi nad nami groźba okresu przejściowego w odniesieniu do swobody podejmowania pracy w krajach Unii, jeśli się w niej wreszcie znajdziemy. Nasze firmy świadczą wprawdzie usługi, ale przecież zatrudniają Polaków. Mało kto dostrzega niebezpieczeństwo, jakim grożą nieporozumienia mogące pojawić się na tym gruncie. Usługi budowlane, to oczywiście eksport. Żeby jednak móc eksportować, trzeba zatrudniać na miejscu pracowników. Ale własnych czy miejscowych, skoro może obowiązywać przejściowe ograniczenie swobody przepływu siły roboczej?

NIE SĄDZĘ, by Niemcy ze względów czysto politycznych mogli zignorować wyraźny protest rządu polskiego. Dlatego marzy mi się list do kanclerza RFN zaczynający się: lieber Gerhard, powiedz, jako nasz adwokat, co w tej sytuacji robić?

Aleksander Paszyński jest prezesem Korporacji Przedsiębiorstw Budowlanych Uni-Bud, byłym ministrem budownictwa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksander Paszyński

Polecane