Pożar Notre Dame znakiem czasów

  • PAP
opublikowano: 05-05-2019, 09:37

Pożar katedry Notre Dame wydaje się być znakiem czasów. Choć anonimowy tweett mówił, że "wygląda to jak koniec świata", licząca ponad 850 lat katedra stała się w laickiej Francji bardziej obiektem religii kultury. Ale "tlą się jeszcze resztki chrześcijaństwa".

Odbudowa katedry zajmie całe lata - ocenił przewodniczący Konferencji Biskupów Francji Eric de Moulins-Beaufort. Tego samego zdania są specjaliści. Katedrę budowano niemal 200 lat. Prezydent Francji Emmanuel Macron zapowiedział odbudowę w ciągu pięciu. Nie pozwoli to na działania zgodne z zasadami konserwatorskimi.

Zobacz więcej

Katedra Notre Dame

Bloomberg

Douglas Murray w brytyjskim tygodniku "The Spectator" zauważył, że pożar Notre Dame "mówi coś znacznie głębszego, czego znieść nie sposób". Autor od lat twierdzi, że "przyszłość cywilizacji w Europie będzie zależała od naszego stosunku do wielkich kościołów i innych ważnych dla kultury budowli".

Wspólnie odbudujemy katedrę - przyobiecał Macron.

"W jakim celu?" - spytał lakonicznie na portalu USAToday profesor politologii Tom Copeland z Colorado Christian University. Wskazał na "niepokonany" trend sekularyzacji towarzyszący kulturze od czasów Oświecenia.

Francuska "Liberation" w egzaltowanym tonie napisała: "Cały świat, poruszony do głębi serca niszczycielskim ogniem, zadrżał z powodu dwóch wież zagrożonych płomieniami, odległym echem 11 września", budząc wszędzie pragnienie solidarnej pomocy. Tylko "głupcy sugerowali, że upadek iglicy (...) symbolizuje koniec cywilizacji francuskiej, a nawet całego chrześcijaństwa". Według gazety "po raz kolejny demokratyczne społeczeństwa pokazują, że niczego im nie brak, są odporne i uparte". A zawdzięczają to religii kultury. "W nowoczesnych społeczeństwach jest ona tak silna, jak zwykła religia. Hymn o pięknie i harmonii czczonego pomnika jest wart wszystkich pieśni wszystkich kultów" - pisze "Liberation"

Tymczasem "resztki chrześcijaństwa wciąż się żarzą" - uważa profesor Copeland. Swoje wyjaśnienie zaczyna od kontrastu przywołanego w 2005 roku w "The Cube and the Cathedral" (sześcian i katedra) przez George'a Weigla. Znany katolicki teolog, Weigel, zestawił "postmodernistyczne monstrum" - Wielki Łuk Braterstwa z paryskiej biznesowej dzielnicy La Defense - z chrześcijańską wizją zaklętą w Notre Dame.

To nie tylko sama wizja, symbolika katedry i rozety. W słynnym studium twórca metody ikonologicznej Erwin Panofsky przeprowadził porównanie scholastyki (średniowiecznej metody filozofii) z architekturą gotyckich katedr: są one dziełem żelaznej logiki rozumowania i konstrukcji.

Weigel bolał nad tym, że w 2004 roku celowo pominięto chrześcijańską historię Europy jako źródło wartości europejskich, a nawet "kwestionował, czy UE może przetrwać jako demokratyczny byt polityczny, jeśli straci zarówno swoje podstawy, a wraz z nimi nadzieję na przyszłość" - przypomniał Copeland.

Powołując się na badania Pew Research Center w Europie Zachodniej, zaznaczył, że choć wielu dorosłych uważa się tam za chrześcijan, większość nie praktykuje. Poza Włochami liczba "katolików niepraktykujących" przewyższa uczęszczających w niedzielę do kościoła. Wszędzie poza Polską jest to mniej niż 25 proc. "Europejscy chrześcijanie tracą też znajomość teologii", gdyż jedynie 24 proc. wierzy w takiego Boga, jakiego przedstawia Pismo Święte. Według innego badania z Wielkiej Brytanii, jedna trzecia respondentów nie zna podstawowych treści własnej wiary.

Według Copelanda "Bóg w Europie nie umarł, ale wielu już za nim nie podąża. Skorupa katedry Notre Dame pozostała, wraz z nadzieją że strukturę da się odbudować".

Czy można "zrewitalizować skorupę europejskiego chrześcijaństwa" - zastanawia się Copeland. Proces ten "być może już się toczy, gdzieniegdzie świta nadzieja": w Niemczech przybywa luteran, także Kościoły ewangelikalne i zielonoświątkowe obserwują wzrost liczby wiernych, są też dowody na wzrost religijności katolików i coraz więcej francuskiej młodzieży "ściśle określa się poprzez wiarę religijną".

Powszechnie panująca na Zachodzie "religia kultury", którą przypomniała "Liberation", to dziecko zrodzonej w XIX wieku "religii piękna", wyrażonej hasłem "sztuki dla sztuki". Można postawić tezę, że dopiero odbudowa zniszczonej katedry pokaże, czy ta świecka religia wyprze wierność starym zasadom.

Obecnie, kiedy triumfy święcą hybrydyzacje i kontaminacje, nie dziwią propozycje wykorzystania nowoczesnych materiałów, np. tytanu, do rekonstrukcji dachu, którego więźba z kilkusetletnich dębów całkowicie spłonęła. Tak olbrzymich dębów po prostu nie ma już na świecie. Pojawiły się też głosy o dachu ze szkła.

Najdalej w kpinach posunął się jeden z publicystów "Spectatora", opatrując swój tekst datą 24 lipca 2024 roku. Jonathan Miller opisał wyobrażone otwarcie kontrowersyjnie odremontowanej katedry, wyposażonej w "wirtualny" nylonowy dach, na którym można wyświetlać widok dachu w wielkiej rozdzielczości, bo przecież "pięcioletniemu czasowi przewidzianemu na rekonstrukcję rzeczywista mogłaby nie sprostać". Zniszczoną iglicę zastąpiła pozwalająca się zmieniać, "m.in. na czas ramadanu na minaret widoczny z Kosmosu".

Macron, otwierając świątynię "dla wszystkich wiar, a także dla tych bez wiary", miał w imaginowanej przez Millera przyszłości mówić: "Notre Dame jest symbolem Francji, została zrekonstruowana jako symbol Francji i dlatego jest całkiem normalne, że jej wspaniałość dostępna jest dla wszystkich". Od zewnątrz. Z wirtualnymi ołtarzami i LED-owymi lampkami zamiast świec wotywnych. Wirtualna rzeczywistość z centrum informatycznym pod Paryżem w Evry (stoi tam jedyna katedra z XX wieku, a miasto zamieszkane jest przez muzułmanów), pozwala dla zwiedzającego Notre Dame muzułmanina wyczarować meczet. "Nie przypadkiem kluczowym dostawcą technologii była korporacja mediowa Disneya" - dodał Miller.

O wierną odbudowę bez zniekształceń zaapelowała francuska prawica, przypominając o koniecznej pokorze. Prezydent, obiecując Notre Dame "jeszcze piękniejszą", wspomniał o przydaniu jej "współczesnego akcentu architektonicznego". Bez ogródek Jordan Bardella stwierdził: "Musimy zatrzymać te majaki: dziedzictwu Francuzów należy się absolutny szacunek". "Nie pozwólmy, by megalomania zniekształciła naszą katedrę!" - wtórował mu Nicolas Dupont-Aignan z małej partii suwerenistycznej Powstań Francjo i wezwał do podpisywania petycji o "odbudowę Notre Dame takiej, jak ją odziedziczyliśmy".

Z lewicy odezwał się syn znanego filozofa Andre Glucksmanna, przywódca ruchu Place Publique, Raphael Glucksmann. Zaapelował o rekonstrukcję Notre Dame "bez niszczenia jej ducha".

Apokaliptyczny pożar pomnika tak pięknego i pełnego znaczeń jak Notre Dame zawsze byłby traktowany jako znak czasów - zauważył redaktor działu sztuki w amerykańskim wydaniu "The Spectator", choć jak sam dodał, "wydaje się, że nie ma pewności, co znak ten oznacza". Do pożaru doszło w czasie nasilenia fali wandalizmu i bezczeszczenia kościołów. Jej skala zdaniem Dominica Greena przypomina rewolucję francuską.

Według Obserwatorium Nietolerancji i Dyskryminacji Chrześcijan w Europie, liczba ataków na kościoły we Francji wzrosła w ciągu pierwszych dwóch miesięcy tego roku o 25 proc. w porównaniu z poprzednim. W samym tylko lutym zaatakowano we Francji 47 kościołów. Według francuskiego MSW w 2018 roku dokonano 872 aktów profanacji kościołów. Rok wcześniej - 978.

Przed marcowym pożarem w paryskim kościele Św. Sulpicjusza (St. Sulpice) rozbito krzyże i figury katedry św. Alana w Lavaur oraz spalono obrus ołtarzowy. W Saint Denis, dawnej nekropoli władców Francji powybijano witraże i połamano stalle. Doszło też do włamań do tabernakulów. Według szwajcarskiego "Les Temps" Kościół zdecydował się na dyskrecję, by medialny rozgłos nie zachęcał do naśladownictwa.

"Ludzie Zachodu tracą poczucie historii i poczucie rzeczywistości", a społeczeństwa, wraz z religią - "poczucie celowości" - napisał Green zaraz po pożarze. Ma to swój odpowiednik w murszejącej kamieniarce katedry, to samo widać w gospodarce i społeczeństwie, którym według Greena "pozwolono na rozkład".

Czy mamy do czynienia z "apokaliptyczną utratą wartości przez Zachód", jak prywatnie pożar nazwał wicepremier Węgier Zsolt Semjen?

Swój tekst profesor Copeland kończy, pisząc o tysiącach paryżan klęczących na ulicach, modlących się i śpiewających. Wyrażając przy tym nadzieję, że być może to ich obraz "pozostanie w oczach z tragicznego pożaru Notre Dame", a nie dach w ogniu i waląca się iglica.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy