Pożegnanie z węglem, powitanie… niewiadomego

Wykluwają się dopiero plany zastąpienia kompleksów wytwarzających prąd z węgla brunatnego źródłami zielonymi. Czas goni, pieniądze czekają, a OZE same się nie zbudują.

Mimo że Polska unika jasnego zadeklarowania, że - podobnie jak cała Unia Europejska - dąży do neutralności klimatycznej w 2050 r., to jej rozwód z węglem jest pewny. Porozumienie rządu ze związkami górniczymi, mówiące o zamknięciu ostatniej kopalni w 2049 r., czeka już tylko na parafowanie.

Najpierw z naszego systemu zniknie węgiel brunatny, potem kamienny. Ten pierwszy zacznie „wypadać” z systemu jeszcze przed 2030 r. Czym go zastąpimy? Główkowanie trwa.

Z czarnego zielone.
Z czarnego zielone.
Bełchatów, czyli największa elektrownia w Polsce, spala dziś węgiel brunatny, ale plan zakłada postawienie tam kilku dużych farm fotowoltaicznych, wiatrowych, a także ciepłowni opalanej odpadami (ITPOE).
Maciej Rawluk

Czas na plan

„W latach 2032-40 z polskiego systemu energetycznego znikną ostatnie źródła energii opalane węglem brunatnym, odpowiadające dziś za prawie 20 proc. mocy. Najwyższy czas zdecydować, czym je zastąpimy” – tak alarmowało w połowie zeszłego roku Forum Energii, think tank wyspecjalizowany w analizach dotyczących sektora energetycznego.

W Polsce są trzy regiony, w których pracują kompleksy wydobywczo-wytwórcze napędzane węglem brunatnym: to Konin, Bełchatów i Turów. Ten pierwszy należy do Zespołu elektrowni „Pątnów-Adamów-Turów”, kontrolowanego przez Zygmunta Solorza, a dwa ostatnie do PGE, państwowej firmy energetycznej.

- Obserwuję z bliska to, co się w tej sprawie dzieje i oceniam, że jeszcze niewiele się poprawiło – uważa Aleksandra Gawlikowska-Fyk, kierowniczka projektu Elektroenergetyka w Forum Energii.

Od zera do bohatera

Najszybciej idą sprawy w ZE PAK. Ten giełdowy wytwórca energii, jedyny prywatny w gronie firm państwowych, ma ambicję pokazać, jak się robi transformację z ludzką twarzą.

- W zeszłym roku opublikowaliśmy strategię zakładającą całkowitą dekarbonizację grupy do 2030 r. Ponadto, jako że ZE PAK odpowiada dziś za 60 proc. emisji dwutlenku węgla w Wielkopolsce, cały region może planować dojście do zerowej emisyjności już w 2040 r., czyli 10 lat szybciej niż Unia Europejska. Wszystko po to, by pozyskać unijne pieniądze na wsparcie transformacji – mówił Piotr Woźny, prezes ZE PAK, w trakcie czwartkowej debaty w ramach szczytu Togetair.

Pomysł ZE PAK zakłada stworzenie zielonych źródeł o łącznej mocy 1300 MW, w biomasie, wietrze i fotowoltaice. W planach mowa jest też o wodorze. Potencjał ZE PAK widzi zwłaszcza w wietrze, o ile rząd zrealizuje obietnice złagodzenia ustawy antywiatrakowej, która uniemożliwia ZE PAK postawienie takich instalacji na dużej części jego terenów pogórniczych. Ludzka twarz firmy to zaś centrum szkoleniowe, które przekwalifikowuje górników, by mogli pracować w branży fotowoltaicznej.

ZE PAK ma szanse na sukces klimatyczny i biznesowy.

- Z punktu widzenia inwestorów strategia ZE PAK wygląda interesująco, ponieważ wysokie ceny energii i spadające nakłady inwestycyjne sprzyjają wysokim zwrotom z inwestycji w zieloną energetykę. Jednocześnie ZE PAK wciąż jest na giełdzie postrzegany poprzez pryzmat wyłącznie węgla brunatnego, podczas gdy jego charakterystyka może się już za kilka lat diametralnie zmienić – zauważa Paweł Puchalski, banku Santander.

Jego zdaniem plan budowy źródeł na 1300 MW wyróżnia firmę na tle branży, która inwestuje mniej.

- Można powiedzieć „od zera do (potencjalnego) bohatera” – uważa Paweł Puchalski.

Trudne decyzje czekają

Wolniej idą sprawy w PGE, bo pierwsze zielone plany dla kompleksów w Bełchatowie i Turowie ogłoszono dopiero tej wiosny.

W Bełchatowie, na terenach pokopalnianych, grupa chce zbudować do końca 2024 r. kilka dużych farm fotowoltaicznych, rozważa postawienie elektrowni wiatrowych, ma też plan budowy ciepłowni opalanej odpadami (ITPOE). Idąc w ślady ZE PAK, uruchomi też szkolenia dla osób odchodzących z sektora energetyki konwencjonalnej.

Podobny plan jest przygotowywany również dla Turowa, choć o perspektywie wygaszenia produkcji w tym regionie PGE jeszcze nie mówiła.

- W przypadku regionów Bełchatowa i Turowa, będących dziś w gestii PGE, można się zastanawiać, kto ma podejmować te nieuniknione decyzje. Z jednej strony zielone plany opracowuje PGE, ale z drugiej strony transformację realizować będzie częściowo NABE, czyli podmiot nowy – zauważa Aleksandra Gawlikowska-Fyk.

NABE to Narodowa Agencja Bezpieczeństwa Energetycznego, do której mają trafić wydzielane z państwowych grup elektrownie węglowe, a Bełchatów i Turów wraz z odkrywkami. Ma powstać w przyszłym roku, co oznacza zmiany właścicielskie w trakcie transformacji.

- Wygląda na to, że to NABE będzie musiało ostatecznie pożegnać np. projekt nowej odkrywki Złoczew (nieopodal Bełchatowa – red.). Podobnie jest w Turowie – kompleks ten uzyskał niedawno wydłużenie koncesji na wydobycie, i dopóki z tego nie zrezygnuje, dopóty nie będzie mógł liczyć na unijne pieniądze na transformację. Tymczasem PGE plany wydobywcze podtrzymuje – zauważa Aleksandra Gawlikowska-Fyk.

Recepty nie ma

Odpowiedź na pytanie o to, co po węglu brunatnym, przyniosą plany sprawiedliwej transformacji. Fundusz na rzecz Sprawiedliwej Transformacji to nowe europejskie źródło finansowania, dostępne w nowej perspektywie w latach 2021-2027. Ma ograniczyć negatywne skutki społeczne, gospodarcze oraz środowiskowe transformacji energetycznej. Polska ma dostać z niego 3,5 mld EUR.

Prace nad planami trwają.

- Atmosfera w tych pracach jest pełna napięcia, ponieważ mówi się już o możliwych brakach mocy w systemie elektroenergetycznym już w połowie lat 20. Co może być receptą na te braki? Prawda jest taka, że jasnej recepty nie ma – uważa Aleksandra Gawlikowska-Fyk.

Według niej, im więcej źródeł odnawialnych, tym lepiej, bo są zeroemisyjne i coraz tańsze.

- Poza tym nie unikniemy znaczącego importu energii. Konieczny jest też rozwój energetyki lokalnej – konkluduje ekspertka Forum Energii.

PIE wskazuje na biogaz

Krajowy potencjał energetyki odnawialnej pozostaje nie w pełni wykorzystany, bowiem poprawa warunków wsparcia dla biogazu mogłaby doprowadzić do sytuacji, w której to źródło byłoby w stanie dostarczyć do 30 proc. zapotrzebowania na moc – wynika z najnowszego raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Rozwój i potencjał energetyki odnawialnej w Polsce”.

PIE przytacza dane, z których wynika, że w 2019 r. udział odnawialnych źródeł energii w krajowym zużyciu energii brutto wyniósł 12,2 proc. W przypadku energii elektrycznej udział OZE wyniósł 14,3 proc. Najwięcej energii elektrycznej pochodzącej ze źródeł odnawialnych pozyskano w 2019 r. w farmach wiatrowych (10 proc.), w dalszej kolejności były to biopaliwa (5,8 proc.) oraz instalacje fotowoltaiczne (1,5 proc.).

  • Szacuje się, że polski potencjał produkcji biogazu sięga 31 TWh, co stanowiłoby 18 proc. obecnej produkcji energii elektrycznej w Polsce. Czynnikiem blokującym rozwój biogazowni w Polsce jest przede wszystkim niewystarczający system dofinansowań, zwłaszcza na początkowych etapach inwestycji, której koszt przerasta możliwości finansowe wielu rolników. Oprócz podwyższenia nakładów należałoby rozszerzyć obecnie funkcjonujący system wsparcia produkcji biogazu także na produkcję biometanu (biogazu o wysokiej zawartości metanu) – mówi cytowany w komunikacie Adam Juszczak, starszy analityk zespołu energii i klimatu PIE.

W połowie 2020 r. w Europie znajdowało się 729 biometanowni. Najwięcej w Niemczech (232) oraz Francji (131). Do tej pory w Polsce nadal nie funkcjonuje żadna biometanownia, co ma się zmienić, bo inwestycje w biometan zapowiada PGNiG – zwracają uwagę autorzy raportu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Organizator

Puls Biznesu

Patron honorowy

Ministerstwo Klimatu i Środowiska Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii

Polecane