Czytasz dzięki

Pożywne okruchy z pańskiego stołu

opublikowano: 11-04-2016, 22:00

10 kwietnia ma swój wątek biznesowy. Z okazji rocznicy ukazało się absolutnie kuriozalne ogłoszenie prasowe.

Smoleńskie znicze przed pałacem na Krakowskim Przedmieściu się wypaliły, ale echa niedzielnych obchodów szóstej rocznicy katastrofy nie milkną. Powracam zatem do wątku 10 kwietnia ścieżką biznesową, albowiem również takowa — wbrew pozorom — jak najbardziej istnieje.

Z okazji rocznicy ukazało się absolutnie kuriozalne ogłoszenie prasowe. W oryginale zajęło ramkę na pół gazetowej strony, przytaczam jego treść: „W 6. rocznicę tak bolesnych dla całego Narodu Polskiego dni pamiętamy o ofierze złożonej przez Najlepsze Dzieci Polski — zarząd i pracownicy DCNS”. Wypada przedstawić zleceniodawcę — otóż Direction des Constructions Navales Services (DCNS) to francuski koncern zbrojeniowy, produkujący okręty wojenne, najczęściej w stoczni Lorient.

Jego dziełem jest m.in. potężny lotniskowiec „Charles de Gaulle”, różne typy fregat, ale w polskim kontekście chodzi o okręty podwodne „Scorpène”. Polska Marynarka Wojenna od lat planuje zakup trzech nowoczesnych łodzi podwodnych do operowania na Bałtyku. Zamówienie, z terminem dostaw w latach 2020–25, warte jest nawet 7,5 mld zł.

Jednym z głównych oferentów jest właśnie wspomniany DCNS. O tłusty kontrakt rywalizują także szwedzki SAAB, niemiecka grupa ThyssenKrupp Marine Systems, hiszpańska Navantia oraz stocznia z Korei Południowej. Zamówienie zapewne zamknie się wewnątrz NATO, a kapitalne znaczenie będzie miała jego polonizacja. I tutaj Francuzi teoretycznie są nieźli, od dawna chcą kooperować ze stocznią w Gdyni. Trzeba jednak pamiętać, że finał kontraktu na śmigłowce „Caracal” utknął nie tylko z powodu zmiany rządu, lecz niewystarczającego offsetu.

Branża, oczywiście spoza Polskiej Grupy Zbrojeniowej, skomentowała ogłoszenie w sposób niezbyt nadający się do przytaczania. Zastępczo proponuję cytat z narodowego wieszcza „…gdy poselstwo paryskie twoje stopy liże…”. To symboliczny, ale zarazem bardzo realistyczny komentarz nie tylko do tematu okrętów podwodnych, ale generalnie do zamówień wojskowych. Wszak w wieloletnim programie modernizacyjnym MON może wydać nawet 130 mld zł.

Ze smoleńsko-biznesowego styku mam jeszcze jedną refleksję. Cztery lata temu uczestniczyłem w rozmowie z udziałem m.in. wieloletniego menedżera branży lotniczej oraz gościa, który po katastrofie akurat objął po jednej z ofiar znaczące stanowisko. Zwrócił się do menedżera z ogromną nadzieją: „Pan taki doświadczony, to może pan mi wytłumaczy — no przecież taki mocny samolot taką zwykłą brzozę musiał ściąć…”.

Po pierwszym szoku menedżer przystępnie wyłożył naiwnemu gościowi elementarz praw fizyki — jak konstruowane jest nośne skrzydło aeroplanu, jak pozostaje bezbronne wobec każdej twardszej przeszkody, choćby ptaka, jak potężne działają momenty gnące i siły tnące… Później przy każdym spotkaniu owego menedżera wracałem do tamtego wykładu, słuchając jego powtarzalnych komentarzy o bredniach smoleńskich pseudoekspertów. Tak się jednak złożyło, że ostatnio jako prezes wiąże wielkie nadzieje z pieniędzmi MON. Na pytanie, czy gdzieś przy okazji biznesowych kontaktów z nowymi wodzami armii może coś mu się wymknie na temat kłamstwa zamachowego — wstydliwie ucieka z odpowiedzią…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane