Pracodawcę trzeba zaintrygować

Karolina Guzińska
13-09-2002, 00:00

Dyrektorzy personalni radzą, aby przy pisaniu listu motywacyjnego nie stronić od oryginalności. Kandydat popełnia błąd tylko wtedy, gdy usiłuje wykreować siebie na osobę, którą nie jest. Takie zabiegi są nieprzekonujące i łatwe do wykrycia.

Joanna Zalewska

kierownik ds. administracji i rozwoju Human Resources w firmie Bayer

- Gdyby pisanie listów motywacyjnych było prostą sprawą, ludzie nie zarabialiby pieniędzy na poradach, jak to należy robić. Co pewien czas odkrywany jest złoty środek, który, wykorzystany w konstrukcji listu, każdemu ma zagwarantować zdobycie pracy. Potem wszyscy kandydaci stosują się do tych rad i z ich aplikacji wieje nudą. Osoby poszukujące pracy powinny pamiętać, że instrumentalne, wyuczone sposoby autoprezentacji, są łatwe do wykrycia przez ludzi, którzy od lat zajmują się rekrutacją. Nie można też przesadzać w drugą stronę. Chociaż jestem zwolenniczką oryginalności i uważam, że warto napisać o swoich pasjach, to jednak list musi być spójny z osobowością kandydata. Nie można kreować siebie na kogoś innego, wymyślać czegoś, co brzmi interesująco, ale tak naprawdę nie ma z nami nic wspólnego. Takie zabiegi są nieprzekonujące, a więc aplikacja nikogo nie zainteresuje. List motywacyjny powinien być przede wszystkim dobrze wyważony — ani nudny, ani nonsensowny. Warto też pamiętać, że nie wszystko jest na sprzedaż. Należy sięgać wyłącznie po profesjonalne sposoby wyróżnienia siebie. Niestety, zdarza się, że do całkiem interesującego CV dołączane jest np. zdjęcie kandydatki w kostiumie bikini i obszytych futerkiem klapkach na wysokim obcasie. Osoba, która w ten sposób chce zwrócić na siebie uwagę, w oczach większości pracodawców może sobie tylko zaszkodzić.

Adam Opaliński

dyrektor personalny w Elektrociepłowniach Warszawskich, Grupa Vattenfall

- Kandydaci nie powinni bać się oryginalności. Uważam, że jedyne treści, które można uznać za niedopuszczalne w listach motywacyjnych, to takie, które naruszają wolność drugiego człowieka. Czasem zdarzają się aplikacje graniczące z ekshibicjonizmem. Nie mam jednak uprzedzeń i nie interesuje mnie orientacja seksualna kandydatów. Przede wszystkim zwracam uwagę na profesjonalne przygotowanie i umiejętności fachowe osób, które zatrudniam. Jednak bardzo jestem ciekaw także ich zainteresowań. Uważam bowiem, że koncentrowanie się wyłącznie na pracy jest patologią. Z entuzjazmem witam więc listy motywacyjne, w których kandydaci opisują swoje pasje. Wszystko jedno, czy jest to kolekcjonerstwo, muzykowanie czy nurkowanie. Ważne, że istnieje coś, co daną osobę fascynuje, i że nie żyje ona wyłącznie pracą. Nie dowierzam natomiast kandydatom, którzy za wszelką cenę chcą mnie przekonać, że są profesjonalistami aż do bólu i np. wśród swoich zainteresowań wymieniają ekonomię czy zarządzanie — czyli to, co powinno się znaleźć w części zawodowej aplikacji. Budzi to niesmak, bo z reguły jest nieszczere.

Wojciech Szary

dyrektor personalny w SCA Hygiene Products

- Doceniam informacje osobiste, takie jak zainteresowania, bo na tej podstawie można wyrobić sobie zdanie o predyspozycjach kandydata. Jeśli kogoś pasjonuje sklejanie modeli samolotów i potrafi cierpliwie zajmować się tym całymi godzinami, to z pewnością jest osobą dokładną, która precyzyjnie wykona powierzone jej zadania. Takie predyspozycje są cenione m.in. w controllingu i finansach. Wciąż jednak są osoby, które pragnąc się wyróżnić stosują niezbyt trafione metody, np. piszą list motywacyjny na pachnącym papierze wytłaczanym w róże. Nie podoba mi się to, choć rozumiem intencję. Chciałbym jednak, aby listy motywacyjne były wyważone, spójne i szczere. Zdarzają się bowiem przypadki, że kandydat deklaruje jako swoją pasję literaturę rosyjską — która chyba jest ostatnio w modzie, bo coraz więcej osób twierdzi, że jest nią zainteresowanych — a podczas rozmowy kwalifikacyjnej wyznaje, że jedyną rosyjską książką, z jaką się zapoznał, była „Zbrodnia i kara” Fiodora Dostojewskiego, czytana jako lektura jeszcze w szkole średniej. Silenie się na oryginalność jest kłamstwem i to łatwym do wykrycia. Niesmak budzą także listy motywacyjne — gotowce, skopiowane z Internetu. Osoba, która wysyła takie listy, nie podejmuje żadnego wysiłku — oprócz wstawienia swoich danych osobowych. Nie zastanawia się też, co chce przekazać potencjalnemu pracodawcy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Guzińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / / Pracodawcę trzeba zaintrygować