W ostatnich miesiącach na Wall Street najmocniej zyskują spółki z branży energetycznej. Medianowa stopa zwrotu liczona od początku 2026 r. wynosi 19,2 proc.
W relatywnie wysokim tempie rosną też wyceny spółek z branż materiałowej (+14,9 proc.), usług użyteczności publicznej (+4,3 proc.) oraz transportu i logistyki (+3,7 proc.).
Na przykład spółka Powell Industries, produkująca szafy elektryczne i rozdzielnie dla przemysłu naftowego oraz użyteczności publicznej, zyskała w tym roku już 49 proc. Bardzo niszowy, bardzo nudny producent sprzętu elektrycznego z bardzo wysoką stopą zwrotu.
Najsłabiej radzą sobie natomiast firmy dostarczające oprogramowanie i usługi IT (m.in. SaaS), gdzie ceny akcji spadły o 17,9 proc. Szybko tanieją także akcje spółek z sektora zarządzania nieruchomościami (-8,6 proc.).
Z danych wyłania się wyraziste zjawisko: kapitał odpływa z sektorów będących na froncie zmian technologicznych ku sektorom, które — przynajmniej na razie — stoją z dala od rewolucji AI. Główną osią podziału nie jest już przynależność do szeroko rozumianej branży technologicznej, lecz ryzyko zniszczenia modelu biznesowego przez systemy automatyzujące ludzką pracę. Tam gdzie takie ryzyko jest postrzegane jako wysokie, inwestorzy wychodzą. Tam gdzie AI na tym etapie nie sięga — napływają. To wyraźny zwrot wobec tego, co obserwowaliśmy przez ostatnie kilka lat.
Tak zwana realna gospodarka — wytwarzająca namacalne dobra i artykuły pierwszej potrzeby — staje się beneficjentem niepewności towarzyszącej rewolucji sztucznej inteligencji. Modele biznesowe w tych sektorach z natury nie są przełomowe, ale oferują przewidywalność. Możliwe też, że inwestorzy kupują świat fizyczny właśnie dlatego, iż rozwój AI osiągnął moment, w którym dalszy postęp wymaga twardych zasobów — energii i infrastruktury.
Równocześnie rynek zaczyna wyceniać scenariusz, w którym agenci AI stają się samymi aplikacjami, eliminując potrzebę korzystania z tradycyjnych platform takich jak Salesforce czy ServiceNow. Nikt nie wie, czy do tego dojdzie, ale pod tę narrację grają teraz inwestorzy.
Jak to wszystko się skończy? Trudno wyrokować o upadku całych branż — SaaS, gamingowych, doradczych — wystawionych teraz na próbę przez postęp technologiczny. Bardziej prawdopodobny jest scenariusz, który zazwyczaj pojawia się w takich momentach — twórcza destrukcja. Najsłabsi wypadają z rynku, przeżywają firmy z najlepszymi modelami biznesowymi i trwałymi przewagami konkurencyjnymi, których systemy agentowe nie zdołają łatwo podważyć.
W rozmowie ze Stanisławem Borawskim, dziennikarzem „Pulsu Biznesu”, Alan Witczak, zarządzający funduszami VIG/C-Quadrat TFI, stwierdził, że „trwa selekcja” i że „inwestorzy czekają na wyłonienie się kilku spółek z najlepszymi perspektywami”.
Ten rok jest momentem próby dla wielu firm, które dotychczas działały na rynkach z wysokimi barierami wejścia, czując się bezpiecznie za ich murem. Sztuczna inteligencja ten mur kruszy. Z punktu widzenia ekonomicznego to jednak nie tylko zagrożenie — niższe ceny i wyższa jakość usług to realne korzyści dla konsumentów. AI wzmaga presję konkurencyjności. A to — w gruncie rzeczy — ma swoje dobre strony.
