Prezes Azotów ma wszystko na oku

Referendum strajkowe w puławskich zakładach Grupy Azoty się przedłuży. Cząstkowe wyniki wskazują jednak na to, że załoga chce protestować

Rozpoczęte przed tygodniem referendum strajkowe w Zakładach Azotowych Puławy przebiega znacznie wolniej, niż spodziewali się jego organizatorzy z „Solidarności” i Związku Zawodowego Pracowników Ruchu Ciągłego (ZZPRC).

UNIA PERSONALNA:
Zobacz więcej

UNIA PERSONALNA:

Wojciech Wardacki kieruje jednocześnie Grupą Azoty i podległymi jej zakładami w Policach. Prezesem zachodniopomorskiej firmy jest od kwietnia 2016 r., spółki matki — od grudnia 2016 r. Fot. GK

— Głosowanie potrwa jeszcze co najmniej kilka dni, ale może i dłużej — mówi „PB” Sławomir Wręga, przewodniczący ZZPRC w spółce.

W sporze od miesięcy

Pogotowie strajkowe w zakładach ogłoszono w połowie listopada 2017 r. Związkowcy domagają się wstrzymania wydzielania z puławskiej spółki jakichkolwiek jej organizacyjnych części i przenoszenia ich pod skrzydła spółki matki lub Grupy Azoty, przestrzegania zawartej przed laty umowy konsolidacyjnej oraz odwołania wiceprezesa Krzysztofa Homendy.

Trwający w Puławach spór zbiorowy między załogą a władzami zakładów jest teraz na etapie mediacji z udziałem ministerialnego mediatora. Zarząd firmy twierdzi, że przed zakończeniem takiego postępowania, czyli przed sporządzeniem protokołu rozbieżności, nie można podejmować działań, które zmierzałyby do ogłoszenia strajku. Związkowcy są innego zdania.

— Ustawa o rozwiązywaniu sporów zbiorowych nie określa tego, kiedy ma być przeprowadzone referendum strajkowe, a obyczaj jest tu bardzo różny. Wszystko, co robimy, jest zgodne z prawem — zapewnia Sławomir Wręga.

Według niego, choć referendum się przedłuża, poparcie dla strajku wśród załogi jest nadspodziewanie duże.

— Zaczęliśmy od budynku dyrekcji naczelnej. Przeprowadziliśmy tam referendum, otworzyliśmy urny i sporządziliśmy częściowy protokół. Za strajkiem było 91,7 proc. oddanych głosów. To było dla nas spore zaskoczenie — przyznaje szef ZZPRC.

Jego zdaniem na wydziałach produkcyjnych głosują wszyscy obecni pracownicy, nie ma więc obaw o frekwencję. Aby referendum strajkowe było ważne, musi w nim wziąć udział ponad połowa załogi i „za” opowiedzieć się większość głosujących.

Sławomir Wręga ma nadzieję, że nawet gdyby pracownicy powiedzieli „tak”, do strajku nie dojdzie. Liczy na to, że będzie to argument w rozmowach z zarządem. Także zarząd Puław deklaruje, że „podejmuje wszelkie działania”, aby zapewnić spokój społeczny i wierzy w pozytywne zakończenie sporu zbiorowego.

— Z drugiej strony, w 2012 r. też nikt nie wierzył, że może dojść do strajku. Skończyło się największą akcją protestacyjną w historii puławskich zakładów — przypomina związkowiec.

Wielki Brat patrzy

Decyzja o rozpisaniu referendum zapadła zaraz po zamkniętym spotkaniu związkowców z przedstawicielami zarządu lokalnych zakładów azotowych oraz Grupy Azoty. Biuro prasowe puławskiej firmy informuje, że rozmawiano o efektach konsolidacji w ramach grupy kapitałowej, bezpieczeństwie pracy oraz o poniesionych od 2012 r. wydatkach inwestycyjnych i planach na lata 2018-19. W spotkaniu, jak twierdzą związkowcy, uczestniczyło ok. 25 osób, a jedynym reprezentantem zarządu Grupy Azoty był Artur Kopeć, przedstawiciel załogi we władzach firmy. Pozostali członkowie zarządu spółki marki do Puław nie przyjechali. Nie oznacza to jednak, że nie wiedzieli, o czym mówi się podczas spotkania.

— W pewnym momencie, ku wielkiemu zaskoczeniu większości zebranych, włączył się znajdujący się w sali wielki telewizor, a na jego ekranie ukazał się prezes Grupy Azoty, Wojciech Wardacki. Wszyscy momentalnie zaniemówili, a gdy prezes powiedział, że przez ostatnie dwie godziny przysłuchiwał się naszym rozmowom, dosłownie zamarli — relacjonuje w rozmowie z „PB” szef ZZPRC.

Prezes Grupy Azoty, który połączył się z siedzibą puławskich zakładów z Polic w trybie telekonferencji, miał następnie wyrazić swoją opinię na temat wypowiedzi poszczególnych uczestników spotkania. Potem zapowiedział podjęcie kroków prawnych wobec niektórych osób.

— Powiedział, że oczekuje od prezesa puławskich zakładów, że ten złoży do prokuraturydoniesienie na mnie. Bo nie mam prawa wiedzieć, jak głosuje zarząd spółki, a tymczasem mówię co chwilę, jakim stosunkiem głosów przechodzą poszczególne jego decyzje, i że menedżerowie wywodzący się z Puław są przegłosowywani przez tych, którzy reprezentują interesy spółki matki. Inni, ale już niewymienieni z nazwiska związkowcy, który kilka dni wcześniej zorganizowali konferencję prasową i mówili o słabej kondycji finansowej polickich zakładów, mieliby być natomiast podani do prokuratury przez zarząd Polic, którego prezesem jest sam Wojciech Wardacki — opowiada nam dalej Sławomir Wręga.

Zapytaliśmy, czy zarządy puławskich i polickich zakładów faktycznie przygotowują doniesienia do prokuratury?

„Grupa Azoty Puławy analizuje wszelkie informacje i wypowiedzi na jej temat pojawiające się w przestrzeni publicznej, które mogłyby wpłynąć na jej wizerunek. W przypadku, gdy uzna to za stosowne, podejmuje odpowiednie działania w celu ochrony dobrego imienia spółki” — napisał nam w odpowiedzi Michał Mulawa, rzecznik prasowy puławskich zakładów.

Bliźniaczy mail otrzymaliśmy z siostrzanej zachodniopomorskiej firmy: „Zarząd Grupy Azoty Police jest zobligowany, by w każdym przypadku, gdy interes spółki został naruszony, dochodzić naprawienia wszelkich szkód. Na zarządzie, w świetle przepisów prawa, ciąży obowiązek podjąć w tym zakresie stosowne działania. Dla dobra toczących się postępowań przed wszelkimi właściwymi organami spółka nie udziela informacji w tym zakresie” — odpisał nam Paweł Piwowarczyk, kierownik biura PR polickich zakładów.

 

Konsolidacja grupy

Zarządy Grupy Azoty i należących do niej zakładów azotowych w Puławach szacują, że konsolidacyjne w ramach grupy przyniosła w latach 2011-17 710 mln zł dodatkowych oszczędności. Ponad połowa z tej kwoty — głównie dzięki niższym kosztom zakupu surowców — miała przypaść właśnie na puławską spółkę. Łącznie jej oszczędności, jak przekonuje zarząd, wyniosły dokładnie 376 mln zł. W kwietniu zarząd Grupy Azoty informował, że najwięcej, bo 465 mln zł, dała optymalizacja w sferze zakupów, głównie surowców. Synergie produkcyjne, w tym m.in. ujednolicenie i skonsolidowanie polityki remontowej w ramach grupy, miały przynieść ok. 170 mln zł oszczędności, synergii logistycznych, w tym optymalizacje dotyczące parku wagonów, obiegu w jego ramach, a także zarządzania tzw. transportem bliskim i konsolidacji spółek bocznicowych — ok. 69 mln zł, a oszczędności w obrębie segmentu IT — ok. 6 mln zł.

 

OKIEM ANALITYKA - Krystian Brymoria, analityk BDM

Trudno zweryfikować dane

Raport przygotowany przez PwC na zlecenie Grupy Azoty mówi o ponad 700 mln zł oszczędności. Niestety nie znamy metodologii wyliczeń i ciężko je zweryfikować. Na pytanie, „co by było, gdyby” w analizie danych odpowiedź daje metoda kontrfaktyczna. W tym przypadku nie da się jej zastosować. Tym bardziej chylę czoła przed autorami raportu. Logika podpowiada, że np. scentralizowane zakupy powinny przynieść pewne oszczędności, ale nie sposób oszacować, jakie. To samo dotyczy np. sprzedaży czy logistyki dostaw. Postulat związkowców z Puław dotyczy zaprzestania wydzielania jakichkolwiek części z tych zakładów. To dla tych organizacji naturalna postawa. Dla akcjonariuszy to oczywiście problem, bo traci cała firma. Miejmy nadzieję, że stronom uda się osiągnąć kompromis, dotychczas tak było.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Mayer

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Prezes Azotów ma wszystko na oku