Program restrukturyzacji PKP trafi pod obrady rządu dopiero w październiku. Trzeba go zmienić po nieudanej próbie zamknięcia nierentownych połączeń. Na razie nie ma też szans na odzyskanie 200 mln zł.
Maciej Leśny, wiceminister infrastruktury, zapowiada, że rząd zajmie się programem restrukturyzacji PKP najwcześniej w październiku. Projekt miał być oceniony przez Radę Ministrów już w lipcu, ale strajki kolejarzy wymusiły kolejne opracowanie istotnych jego elementów.
— Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami miało zostać zamkniętych ponad 1030 nierentownych połączeń. Strajki na kolei wymusiły ograniczenie liczby wyłączanych linii do 113. Znów trzeba więc przeprowadzić istotne wyliczenia — mówi Maciej Leśny.
Już przeszło rok dokument nie może doczekać się zatwierdzenia. Minister Leśny przekonuje jednak, że opóźnienie nie ma większego znaczenia dla restrukturyzacji PKP, bo zarząd realizuje wszystkie zamierzenia przewidziane na ten rok.
W tym tygodniu rząd ma zaopiniować podwyższenie kapitału w najbardziej zagrożonej finansowo spółce z grupy PKP — Przewozach Regionalnych. Spółka matka chce na ten cel przeznaczyć 300 mln zł z kredytu bankowego.
— Konsorcjum banków, które udzielą 700 mln zł pożyczki, zostało już wybrane. Chcemy zdążyć do końca sierpnia — mówi Adam Wielądek, szef rady nadzorczej PKP.
Mało prawdopodobne jest jednak, żeby szybko udało się odzyskać 200 mln zł należności PKP od Polskich Hut Stali. Te środki także miały zostać przekazane Przewozom Regionalnym. Rozmowy trwają, ale to, czy PKP odzyska chociaż tyle z około 1 mld zł wierzytelności, zależy od sposobu i czasu prywatyzacji PHS. Kolej nie chce bowiem zamiany długu na akcje hut.