Projektów i kapitału jak na lekarstwo

opublikowano: 24-03-2016, 22:00

Dostęp do finansowania to niejedyny problem w działalności B+R firm biotechnologicznych. Brakuje dobrych projektów i narzędzi

Biotechnologia jest zaliczana do Krajowych Inteligentnych Specjalizacji. Ale wcale nie oznacza to, że środowisko rozwoju dla spółek z branży jest u nas doskonałe. Z badania Deloitte „Biotechnologia w Polsce” wynika, że firmy z sektora dość chłodno oceniają warunki biznesowe w kraju — tylko 28,6 proc. za dobre lub bardzo dobre. Co trzecia spółka ocenia, że największym zagrożeniem rynkowym jest trudny dostęp do finansowania publicznego i z pieniędzy unijnych, a 23,8 proc. widzi problem ogólnie z dostępem do kapitału.

— W krajach Europy Zachodniej i w USA firmy biotechnologiczne mają bardzo dobry dostęp do rynku kapitałowego. Jest tam dużo inwestorów, którzy mają zarówno duży apetyt inwestycyjny, kapitał adekwatny do skali inwestycji, jak i wiedzę nt. branży, rozumieją jej specyfikę, potrafią oszacować ryzyko oraz właściwie wycenić. W Polsce baza inwestorów jest bardzo ograniczona. Głównym problemem nie jest jednak brak kapitału, ale doświadczenia związanego z inwestycjami w tej branży i wiedzy merytorycznej oraz zrozumienia modelów biznesowych sektora. W Polsce brakuje nam również mechanizmów, jakie stosuje się na Zachodzie, jak choćby: metody wyceny spółek biotechnologicznych, znajomość modelu biznesowego czy też świadomość że firma biotechnologiczna nie musi być zyskowna, by generować duży wzrost wartości dla akcjonariuszy. Generalnie to najsłabsza strona naszej branży w kontekście dostępu do kapitału — wyjaśnia Tomasz Nocuń, kierownik działu finansów w firmie Selvita. Jego zdaniem, ze względu na krótką historię rozwoju branży w Polsce również osoby oceniające wnioski tak naprawdę często dopiero się uczą na obecnych projektach.

Ograniczony rozwój

Odpowiedzi spółek dotyczące działalności B+R wcale nie są bardziej optymistyczne. Ponad połowa firm uważa, że brak odpowiednich aktywów jest główną przeszkodą w prowadzeniu prac badawczo-rozwojowych. Tadeusz Pietrucha, prezes firmy Bio-Tech Consulting i współzałożyciel firm z branży biotechnologicznej, m.in. spółki Mabion, również twierdzi, że dostęp do kapitału nie jest najważniejszym problemem branży biotechnologicznej. — Zawsze pojawiają się kłopoty z dostępem do kapitału, zwłaszcza przy innowacyjnych projektach. Branżę znacznie bardziej ogranicza brak dobrych, ciekawych projektów B+R, na bazie których można tworzyć interesujące przedsięwzięcia biznesowe. Sam inwestuję w start-upy i wiem, że kiedy się ma naprawdę dobry projekt, to pozyskanie finansowania niekoniecznie jest kłopotliwe — mówi Tadeusz Pietrucha.

Wśród innych barier spółki wymieniały brak odpowiedniej infrastruktury B+R i nieodpowiednią współpracę ze stronami trzecimi — obie odpowiedzi zaznaczyło 15,8 proc. badanych spółek.

— Problemem jest mentalność środowiska naukowego, które musi zwracać większą uwagę na aplikacyjność uzyskiwanych wyników badań naukowych. Z pewnością kolejne publikacje są bardzo ważne z punktu widzenia aktywności i jakości działalności naukowej, ale faktycznie dokonanie interesującego odkrycia nie powinno ograniczać powinności naukowców jedynie do jego publikacji. Bardzo ważne, aby zrozumiano, że obecnie rola naukowców nie ogranicza się jedynie do poznania i dzielenia się zdobytą wiedzą. Społeczeństwo oczekuje od naukowców także potencjalnego praktycznego zastosowania badań, nawet tych o charakterze czysto poznawczym — twierdzi Tadeusz Pietrucha. Tomasz Nocuń również uważa, że problem leżący u podstaw sprawnej współpracy partnerskiej z uczelniami to kwestie mentalności przedstawicieli kadry naukowej, a także względy administracyjno-formalne.

— Poszczególne jednostki, a wręcz pojedynczy naukowcy przedkładają własne cele ponad cele konsorcjum, czego przykładem jest kwestia publikacji odkryć, które nie zostały jeszcze objęte ochroną własności intelektualnej. Druga kwestia to badania własne na uczelniach. W rozwiniętych gospodarkach zachodnich uczelnie są nie tylko nastawione na komercjalizację, ale posiadają świetne rozeznanie co do tego, jaki projekt naukowy ma szansę na sukces komercyjny, w co warto inwestować czas zespołów badawczych — mówi Tomasz Nocuń.

Pobudzić biotechnologię

Karolina Czekaj, dyrektor pionu zarządzania finansami w Grupie Adamed, uważa, że niezbędne jest stworzenie struktury finansowania inwestycji dla branży biotechnologicznej ze wsparciem państwa.

— Struktura ta musi być dopasowana do charakteru tych inwestycji, z uwzględnieniem długiego czasu trwania i wysokiego poziomu ryzyka. Nie chodzi tutaj o proste zachęty podatkowe, ale o fundusze quasi-inwestycyjne, które, lokując w projekty biotechnologiczne, przejmowałyby część ryzyka od przedsiębiorców, a w momencie ich wprowadzenia na rynek partycypowałyby w zyskach z ich sprzedaży — twierdzi Karolina Czekaj. Według Tomasza Nocunia, profil badań prowadzonych przez polskie uczelnie musi zostać bardziej urynkowiony. Sposobem mogłoby być stworzenie przy każdej większej jednostce naukowej rady decydującej, jakie badania powinny być prowadzone w środowisku akademickim. — W skład takiego organu wchodziłoby kierownictwo instytucji naukowej oraz przedstawiciele biznesu.

Byłaby to swego rodzaju rada nadzorcza, która pełniłaby funkcję doradczą i nadzorującą prace naukowców. Dokładnie tak wygląda ten proces na Zachodzie — mówi Tomasz Nocuń. Zdaniem Tadeusza Pietruchy dobrym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie przez instytucje finansujące granty na badania naukowe wymogów, które kładłyby większy nacisk na uwzględnianie także praktycznego podejścia zwłaszcza w naukach przyrodniczych, biologiczno-medycznych czy technicznych. Zapobiegnie to nie tylko dublowaniu odkryć, ale da też naukowcom spory zastrzyk wiedzy o praktycznych zastosowaniach wiedzy w ich sferze zainteresowań naukowych. Tomasz Nocuń zwraca uwagę na inne bariery. Jedną z nich jest dostęp do powierzchni laboratoryjnych. Dziś trudno znaleźć odpowiednio dużą powierzchnię w przystępnej cenie.

— Zauważalny jest brak wsparcia samorządowego i rządowego w tym względzie. Bardzo potrzebne i pomocne byłoby wprowadzenie pewnych uproszczeń dla inwestycji własnych firm, jak choćby: ułatwienie nabycia ziemi, pozwolenia na budowę i pomoc w generalnym dofinansowaniu inwestycji. Drugi problem to problem kadr. Mamy rzesze świetnie wykształconych ludzi. Jednak ze względu na krótką historię rozwoju biotechnologii w Polsce oraz małą liczbę firm z tego sektora pula potencjalnych pracowników z doświadczeniem komercyjnym jest bardzo mała. Chcąc zatrudnić takich ludzi, często musimy starać się o pracowników z zagranicy — mówi Tomasz Nocuń. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Fabisiak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu